Gedanio, jaki kłopot sprawiłaś?

Westerplatte, Poczta Polska i Boisko Gedanii – trzy najważniejsze polskie miejsca w Wolnym Mieście Gdańsku. Kiedy na początku lat 20-tych XX wieku rodziły się w atmosferze powstającego kuriozalnego Wolnego Miasta Gdańska nikt nie przypuszczał, że odegrają tak ważną rolę w historii państwa polskiego.

Doskonale znamy losy Westerplatte i Poczty Polskiej, ale Boisko Gedanii tak ważne dla Polaków w Wolnym Mieście Gdańsku jeszcze dziś stanowi miejsce przetargowe dla miejscowych deweloperów. Firmy potykają się o gąszcz przepisów chroniących to miejsce, ale próbują, może się uda. Mało brakowało, a wrzeszczańska przestrzeń Bauhausu i polski stadion zostałyby zniszczone nowocześnie skrojonym osiedlem mieszkaniowym. To niemiecko-polskie połączenie stylów było wyrazem sytuacji panującej w okolicy polskiej  dzielnicy Polenhof. Na nic ostały się apele rozsądnych gdańszczan, okolicznych mieszkańców, historyków o zachowanie pamięci najtragiczniejszych chwil miejsca, zamordowanych polskich sportowców tworzących ten wyjątkowy w skali naszej historii obiekt.

Drużyna piłkarska Gedanii (1933 rok). W drugim rzędzie, drugi od prawej Leon Keller „Lipek”

Od Sokoła do Gedanii
Trudno zgodzić się z narracją gdańskich władz samorządowych, które tuż obok, dosłownie za płotem, upamiętniły ławeczką Güntera Grassa, laureata literackiej Nagrody Nobla – ochotnika, żołnierza X dywizji pancernej Waffen-SS Frundsberg – i nazwały jego imieniem rondo uliczne, kwiatowy klomb, jakich mało w Gdańsku, a obok jest zdewastowane, zniszczone boisko Gedanii, dziś wyrzut sumienia gdańskiego samorządu, którym zawiaduje jego nowy właściciel spółka „Nowa Gedania”. Upamiętnienie historycznego znaczenia miejsca ciągle poddawane jest w wątpliwość. O co chodzi, czy jakoś specjalnie Gedania zasłużyła sobie na takie traktowanie, sprawiła jakiś wyjątkowy kłopot, bo piłka wpadała do stadionowego ogródka? – To mało. Czy może dlatego, że polityczni przeciwnicy są po drugiej stronie? – To dalej mało.

Günter Grass

Jeszcze niedawno boisko tętniło życiem. Seniorzy, juniorzy, młodzicy na równo przystrzyżonej zielonej trawie spokojnie rozgrywali mecze, kwitło życie. Może dywanik zieleni nie był tak równy jak na innych gdańskich murawach, ale boisko miało swoje lata. Należało do najstarszych w mieście.

Dziś zbliża się setna rocznica powołania 15 września 1922 roku Zarządu Polskiego Klubu Gedania. Zebranie miało miejsce w polskim hotelu Continental w Gdańsku. Jednocześnie odbyło się pierwsze spotkanie, które przyczyniło się do konsolidacji polskich obywateli w Wolnym Mieście Gdańsku. Z Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” wyodrębniona została sekcja piłki nożnej. Polscy działacze patriotyczni i sportowi postanowili na terenie Wolnego Miasta Gdańska utworzyć miejsce pozbawione wpływów niemieckich, czysto polskie, patriotyczne, z poszanowaniem i szacunkiem dla godności Polaka. W okresie międzywojennym Gedaniści współzawodniczyli na terenie Gdańska z niemieckimi klubami i później podczas okupacji, jako więźniowie obozu koncentracyjnego Sachsenhausen, rozgrywali mecze z niemieckimi przeciwnikami.

Karty polskiej historii tak nieliczne w Wolnym Mieście Gdańsku powinny zatem szczególnie podlegać dzisiaj ochronie. To niebywałe oddanie, kiedy na szali trzeba było położyć życie, które liczyło się ponad wszystko. Ponad stu Gedanistów oddało życie w imię patriotycznych pobudek. Gdańscy sportowcy mordowani byli w okolicach Gdańska w różnych miejscach, ale szczególnie pamiętamy dwie egzekucje wykonane w Stutthofie 11 stycznia 1940 roku, w której zginęło 22 Polaków i 22 marca 1940 roku w Wielki Piątek, w której zginęło 67 Polaków, wśród których było wielu sportowców Gedanii. Ziemia z tych miejsc i wielu innych zaznaczona krwią sportowców w 1972 roku została złożona pod małym obeliskiem na polskim boisku. To miejsce dzisiaj upamiętnia wielką daninę patriotycznego życia wielu gdańskich sportowców.

Rok 1972, Prezes KKS Gedania, Wincenty Kurowski składa pod pamiątkową tablicą dwie urny z ziemią przywiezioną z miejsc kaźni Polaków: Stutthof, Piaśnica, Westerplatte, Poczta Polska w Gdańsku, Zaspa i Szymankowo

Leon Keller ”Lipek”, Roman Korynt, Zygmunt Chychła
Na tym boisku grali wybitni piłkarze, ale nie zawsze chodziło o wynik, często duch walki sportowej miał podłoże patriotyczne do swojej dzielnicy, swojego miasta, swojej ojczyzny. Bo tu na tym obiekcie zawsze bez skrępowania można było rozmawiać po polsku i nie potrzeba było oglądać się za siebie, czy niemieccy tajniacy nie podsłuchują. Piłkarska drużyna Gedanii grała w lidze Prus Wschodnich z innymi dwoma miejscowym klubami: Preussen i BuEV. Reorganizacja niemieckich rozgrywek nastąpiła we wrześniu 1933 roku po dojściu Hitlera do władzy. Gedania była jedną z najsilniejszych drużyn w przedwojennej lidze. Grał w niej Leon Keller „Lipek”, polski Żyd, jeden z najlepszych zawodników Gedanii i całych rozgrywek, który zginął w 1941 roku zamordowany przez Niemców.

Szczególne miejsce w historii klubu zajmuje właśnie sekcja piłki nożnej działająca nieprzerwanie od 1922 roku. W sezonie 1951-1952 drużyna grała w II lidze krajowej. W Gedanii zaczynali swoje kariery tacy reprezentanci Polski jak legendarny Roman Korynt, a później znakomity Rafał Murawski.

W przedwojennej Gedanii trenowało 1200 sportowców, Polaków skupionych tuż przed wojną w 16 sekcjach. Powojenne losy gdańskich sportowców dały też powód do dumy. Gedania dla polskiego sportu była dostarczycielem utalentowanych młodych zawodników, ale również sama wychowała pięcioro olimpijczyków wśród nich złotego medalistę z Helsinek (1952) boksera Zygmunta Chychłę, brązowego medalistę z Rzymu (1960) boksera Brunona Bendiga oraz dwukrotną brązową medalistkę z Tokio (1964) i Meksyku (1968) siatkarkę Jadwigę Marko-Książek, a także wioślarki Małgorzatę Dłużewską i Czesławę Kościańską, które na Olimpiadzie w Moskwie w 1980 roku wywalczyły srebro. Zawodnicy Gedanii uczestniczyli w dziesięciu Olimpiadach, zdobywali Mistrzostwa Świata, Mistrzostwa Europy.

„Nowa Gedania”
Dziś nowym właścicielem terenu u zbiegu ulicy Kościuszki i alei Legionów, a więc boiska polskiego klubu Gedania w Wolnym Mieście Gdańsku, jest spółka „Nowa Gedania”. Czynione przez redakcję „Gazety Gdańskiej” wysiłki na rzecz spotkania z nowym właścicielem terenu nie dały rezultatu. Co prawda prezes spółki Michał Czapski obiecuje takie spotkanie, ale dopiero po enigmatycznej rozmowie z prezydent miasta? Chciałbym przypomnieć tylko, że przywrócone przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego funkcje sportowe dla tego terenu obowiązują nadal i jakiekolwiek odstępstwa od tej zasady nie mogą mieć miejsca. Pomorski Wojewódzki Konserwator Zabytków bacznie przygląda się rozwojowi sytuacji.

Mam nadzieję, że szybko zbliżająca się setna rocznica powstania klubu zostanie właściwie zorganizowana z zachowaniem pamięci o zamordowanych sportowcach klubu, o których przypomina walący się obelisk usytuowany na terenie boiska. Może wreszcie Gedania, klub jak żaden inny w Gdańsku, doczeka się pamięci i należytego szacunku.

Stanisław Seyfried wybrzeże 24

Zdjęcia pochodzą z prywatnych kolekcji: Mariusza Hoffmana i Andrzeja Walasa

Dodaj opinię lub komentarz.