Inżynier Aleksander Biernacki i jego córka Wanda
Na początku sierpnia 1948 r. z bazy Akademickiego Związku Morskiego w Wisłoujściu w rejs szkoleniowy po Zatoce Gdańskiej wybrała się grupa studentów będących tam na obozie żeglarskim. Z powodu niesprzyjającej pogody studenci wypłynęli dopiero ok. godz. 17.00. Dzień był wietrzny, zimny i deszczowy.
Studenci wypłynęli w rejs na pokładzie jednomasztowego jachtu „Poświst”. Ok. godziny 20.00 jacht, który znajdował się ok. 8 – 9 mil od brzegu, pod wpływem silnego wiatru przewrócił się. Przyczyną awarii – odpadnięcia dolnej części falszkilu z balastem – było prawdopodobnie skorodowanie bolców mocujących. Jacht jednak nie zatonął. Zaczął dryfować w kierunku południowo – wschodnim. Uczestnicy rejsu zaopatrzeni jedynie w kamizelki i koła ratunkowe – wbrew dobrej praktyce morskiej – postanowili dopłynąć wpław do brzegu. Z całej pięcioosobowej załogi uratował się jedynie Bolesław Trochimowicz; pozostali uczestnicy rejsu zginęli. Jednej z żeglarek, Wandzie Biernackiej udało się dopłynąć do brzegu. Zmarła jednak niebawem z wycieńczenia i wychłodzenia organizmu.

Wanda Biernacka była córką inż. Aleksandra Biernackiego i Władysławy z d. Pawłowskiej. Urodziła się 17 X 1924 r. w Warszawie.
Jej ojciec wywodził się z rodziny chłopskiej. Przyszedł na świat 25 II 1887 r. w Drogoszewie w ob. powiecie wyszkowskim. Miał liczne rodzeństwo.
Prawdopodobnie uczęszczał do szkoły elementarnej w Rybienku (dziś w granicach administracyjnych Wyszkowa) prowadzonej przez Wandę i Kazimierza Skarżyńskich, w której nauka odbywała się w języku polskim.
Na stronie https://ocalicodzapomnienia1920.blogspot.com możemy przeczytać: „Rodzina Skarżyńskich herbu Bończa kupiła pałac i dobra rybienkowskie w 1871 r. Wanda i Kazimierz Skarżyńscy zapisali się pozytywnie w pamięci wyszkowian, którzy docenili ich zaangażowanie społeczne i patriotyczne. W tym samym czasie założyli i utrzymywali szkołę elementarną w Rybienku, do której uczęszczały dzieci wiejskie i w której uczono w języku polskim. Przed wkroczeniem bolszewików na ziemie wyszkowskie, w pałacu stworzono miejsca do przyjmowania uchodźców z Kresów Wschodnich, wśród nich była rodzina Ludomirskich, która uciekła z ziem zajętych przez Armię Czerwoną. Rodzina Skarżyńskich bardzo wspomagała finansowo nowo formującą się Armię Ochotniczą i udzielała pomocy oddziałom wojska polskiego m. in. w transporcie koni do twierdzy Modlin”.

Wanda i Kazimierz Skarżyńscy zwrócili uwagę na zdolnego ucznia, jakim był Aleksander Biernacki i ufundowali mu stypendium. Dzięki temu mógł kontynuować naukę w gimnazjum. W 1905 r. będąc uczniem klasy maturalnej został wydalony ze szkoły za udział w strajku. Uczniowie i ich rodzice domagali się wtedy przede wszystkim wprowadzenia do szkół języka polskiego jako języka wykładowego, a także zniesienia nadzoru policyjnego w szkołach.
Aleksander – dzięki dalszemu wsparciu Wandy i Kazimierza Skarżyńskich – wyjechał wtedy do Gratzu, gdzie został studentem tamtejszej Politechniki. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości zamieszkał w Warszawie. Pracował jako wykładowca Politechniki Warszawskiej. W międzyczasie został też dyrektorem technicznym w słynnej fabryce Norblina przy ul. Żelaznej na warszawskiej Woli.
Zgodnie z informacją ze strony https://domitaras.pl/fabryka-norblina-na-warszawskiej-woli-i-jej-historia/ fabryka ta „produkowała przedmioty z miedzi, alpaki i cyny – od naczyń codziennego użytku po luksusowe elementy dekoracyjne. Była jednym z najważniejszych zakładów metalurgicznych w zaborze rosyjskim. W okresie międzywojennym firma była symbolem elegancji i wysokiej jakości wykonania, a jej produkty zdobiły stoły arystokracji i mieszczaństwa”.
Aleksander w wieku trzydziestu pięciu lat w czerwcu 1922 r. poślubił pochodzącą z Wyszkowa, osiem lat młodszą Władysławę Pawłowską. Ślub odbył się w kościele św. Idziego w Wyszkowie. Panna młoda była spokrewniona z Wandą Skarżyńską, której tak wiele zawdzięczał Aleksander Biernacki. Zapewne z wdzięczności dla niej Władysława i Aleksander dali swej córce (urodzonej w październiku 1924 r.) imię Wanda.

Małżonkom dobrze się powodziło. Aleksander był cenionym inżynierem, korzystano z jego konsultacji m. in. w czasie budowy Gdyni. „Potrafił zarobić w ciągu miesiąca 2 tysiące dolarów. To były ogromne sumy. Jeśli ktoś zarabiał wówczas tysiąc złotych, to nie wiedział, co z nimi robić” (relacja Henryka Gąszewskiego, https://wyszkowskaatlantyda.mazowsze.pl). Biernaccy mieszkali w Warszawie przy ul. Łuckiej 1. Pod koniec lat 20. kupili działkę w Rybienku Leśnym, na której następnie wybudowali drewnianą willę. Doczekali się dwojga dzieci: córki Wandy (ur. 17 X 1924 r.) i syna Lecha (ur. 13 V 1930 r.). Jak podaje Elżbieta Szczuka „dzieci państwa Biernackich były bardzo utalentowane. (…) Wanda Biernacka była świetną pływaczką, a w czasie okupacji działała w Szarych Szeregach. Leszek miał uzdolnienia matematyczne” (https://wyszkowskaatlantyda.mazowsze.pl).
W czasie wojny Biernaccy mieszkali wraz z dziećmi w Warszawie. W 1944 r. stracili syna. „Jedną z >zabaw< młodych chłopców, również Leszka, było wskakiwanie i wyskakiwanie z jadącego tramwaju. 3 maja 1944 roku na pl. Narutowicza wyskoczył z tramwaju (wtedy jeszcze drzwi nie były automatycznie zamykane i otwierane) – prosto na słup trakcyjny. Zginął na miejscu” (https://wyszkowskaatlantyda.mazowsze.pl).

Po upadku Powstania Warszawskiego Biernaccy trafili do obozu w Pruszkowie. Po wojnie wrócili do Warszawy, bywali też w Rybienku. Wanda studiowała na Uniwersytecie Warszawskim, należała do Akademickiego Związku Morskiego. Była wysportowana, dobrze pływała, więc nazywano ją „Syrenką”.
Jak wspomniałam, latem 1948 r. wyjechała na obóz żeglarski zorganizowany przez AZM w Wisłoujściu. 3 VIII 1948 r. na pokładzie jachtu „Poświst” wypłynęła w rejs po Zatoce Gdańskiej. Miał to być dla niej pożegnalny rejs na tym obozie. Załoga liczyła pięć osób: Jerzy Kawałkowski, Wanda Biernacka, Anna Potulicka (zwana przez znajomych „Pimpusiem”), Magdalena Zakrzewska i Bolesław Trochimowicz.
Tego dnia „smugi dżdżu łączyły niskie chmury z mętną wodą płynącej po przeciwległej stronie Martwej Wisły. Z prawej strony rozciągała się zieleń płaszczyzny Westerplatte, z lewej – prostopadle z wody wznosiły się ponure czerwone mury starego fortu. (…) Moja załoga miała wyznaczony tego dnia pierwszy ćwiczebny rejs. Czekaliśmy na przejaśnienie, na to, by przestało lać – od rana. Dopiero ok. 5 – tej po południu, odkotwiczyliśmy z basenu. Wyszliśmy z trudem, gdyż wiał wiatr prostopadle do toru wodnego basenu. W pół godziny po wyjściu na farwater dobiliśmy do kapitanatu. Po załatwieniu wszystkich formalności, wyruszyliśmy na zatokę. Tu mieliśmy nierówną trójkę z sudtenwestu, stan morza 3, zachmurzenie 10” (ze wspomnień Bolesława Trochimowicza, https://tvsiodemka.pl/).

Wieczorem znów zaczął padać deszcz, wiatr wzmagał się. Jacht na skutek utraty falszkilu z balastem, pod wpływem silnego wiatru przewrócił się. Studenci wbrew zasadom dobrej praktyki morskiej, ubrani w kamizelki ratunkowe, zaopatrzeni w koła ratunkowe zdecydowali się przepłynąć wpław do brzegu. Od brzegu dzieliło ich jakieś 8 – 9 mil. Początkowo trzymali się krawędzi tratwy prowizorycznie sporządzonej z gretingów i kół ratunkowych jachtu.
Jak już wspomniałam, wszyscy uczestnicy rejsu, oprócz Bolesława Trochimowicza (studenta Akademii Handlowej w Szczecinie) ponieśli śmierć. Dzięki zachowanym, spisanym później przez niego wspomnieniom wiemy, co dokładnie wydarzyło się tej feralnej nocy.
Trochimowicz zanotował: „(…) woda była zimna, padał deszcz, pod zwałami chmur trudno było rozeznać brzeg. Do dyspozycji mieliśmy każdy kamizelkę kapokową i jedno koło ratunkowe i, aby było lżej płynąć, zostaliśmy wszyscy w kostiumach kąpielowych. Płynęliśmy, trzymając się jedną ręką koła, wolną zaś ręką i nogami wiosłowaliśmy. Póki nie zabłysły światła portowe, płynęliśmy pod falę i pod prąd”.
Bolesław Trochimowicz próbował ratować tonące koleżanki. Zapamiętał, że „od pierwszych chwil awarii (…) zachowywały się dzielnie, były skupione i zupełnie spokojne. Na twarzach i w oczach nie miały ani skazy strachu! A woda była zimna, padał deszcz, pod zwalającymi się chmurami trudno było rozeznać brzeg”. Poczuł się bezradny. „Tak – to było okropne: stwierdzić, że nie można pomóc koledze, że nas jest coraz mniej, że za chwilę może to mnie spotkać, że zaraz zwątpię w życie, nie zechcę walczyć ze snem, ze znużeniem, z nieustannym bryzgiem fali w oczy, otwarte usta, w twarz” (https://tvsiodemka.pl/).
Wanda i Bolesław dopłynęli rankiem do brzegu w rejonie Górek Zachodnich. Wanda zmarła z wycieńczenia i wyziębienia zaraz po wyjściu na brzeg (wg „Encyklopedii Gdańskiej” stało się to w drodze do szpitala). Bolesław zdołał jeszcze przejść ok. dwieście metrów. Upadł na drodze, gdzie został znaleziony przez rybaków. Trafił do szpitala. Parę dni później wrócił do obozu i dalej żeglował. Jego relacja ukazała się wówczas w „Głosie Wybrzeża”, a po latach – w „Zeszytach Żeglarskich”.

Dryfujący kadłub jachtu odnaleziono po kilku dniach na plaży na Mierzei Wiślanej, w części należącej do ZSRR. Przeholowany do przystani klubowej w Wisłoujściu składowany był przez wiele lat w hangarze, potem został wystawiony na zewnątrz. Po zdemontowaniu okuć z kadłuba został rozebrany na opał. Przetrwał jedynie fragment burty. Władze klubu upamiętniły uczestników tragicznego rejsu fundując pomnik w formie głazu z tablicą pamiątkową, który został odsłonięty w pobliżu Twierdzy Wisłoujście.
Dla Władysławy i Aleksandra Biernackich śmierć córki była niewyobrażalnym ciosem. Matka przechowywała jak najcenniejszą relikwię egzemplarz gazety, w którym został opisany ów tragiczny rejs.
W latach 50. Biernaccy przeprowadzili się na stałe do Rybienka. Aleksander pracował w szkole zawodowej zwanej „Bolkownią”, która mieściła się w budynku przy ul. 22 Lipca, nad SP nr 1 i LO. Uczył w niej technologii metali i rysunku technicznego na kierunku mechanicznym.
Jeden z jego uczniów, Jerzy Maciejewski po latach wspominał swego nauczyciela, który miał wtedy „już prawie 70 lat, kiepski wzrok, nosił kilka par okularów. Utykający, lekko pochylony, chodził o lasce, ale był dość silnym mężczyzną. Z powodu tych okularów miał przezwisko >Szkieła<, jednak większość mówiła o nim >dziadek Biernacki<. (…) Lubił, kiedy uczeń był zainteresowany tematem, pytał, dociekał. Nie lubił draństwa. Był bardzo nerwowy, ale nie ma co się dziwić. Zawsze znaleźli się uczniowie, którzy robili mu psikusy” (https://wyszkowskaatlantyda.mazowsze.pl).

Aleksander Biernacki zmarł 27 VI 1969 r., jego żona 5 XII 1977 r. Zostali pochowani obok swych dzieci na cmentarzu w Wyszkowie.
Powyższy artykuł napisałam korzystając z:
- „Encyklopedii Gdańskiej”
- Wikipedii
- https://tvsiodemka.pl/2026/02/tragedia-zalogi-jachtu-poswist-3-viii-1948-r/ Marek Koszur
- https://ocalicodzapomnienia1920.blogspot.com „Skarżyńscy herbu Bończa i ich rola w walce z bolszewikami” 8 I 2018, Wyszków 1920. Ocalić od zapomnienia
- https://wyszkowskaatlantyda.mazowsze.pl Elżbieta Szczuka „Tragiczna historia rodziny Biernackich” Artykuł ukazał się w numerze 12/13 tygodnika Nowy Wyszkowiak z 26 III 2013 r.
- https://audiovis.nac.gov.pl

