Historia

Od Forstera do Forstera – Polacy to z natury bydło

Mimo powtarzających się głosów sprzeciwu wobec nadania imienia Jana Jerzego Forstera jednemu z gdańskich tramwajów, Miasto Gdańsk argumentuje za utrzymaniem tej decyzji. Ostatnio powołało się na artykuł doktora Jacka Kordeli z Uniwersytetu Warszawskiego (patrz bibliografia), artykuł swoją drogą bardzo ciekawy, szczerze zachęcam do przeczytania. Tyle że właśnie poszerza on wachlarz argumentów na rzecz jak najszybszego odwołania owego patronatu.

Autor artykułu przywołuje liczne wypowiedzi Forstera, zacytuję kilka, naprawdę ważnych dla poruszonej sprawy:

Polacy to z natury bydło, zarówno panowie, jak i słudzy. Wszyscy są źle ubrani, zwłaszcza kobiety.
To z pewnością nie są ludzie, to zwierzęta [– –]. To świnie, tak kobiety,  jak i mężczyźni.
Lud właściwy, mam tu na myśli miliony sztuk bydła w ludzkiej postaci, całkowicie pozbawionych praw przysługujących ludziom i wyrzuconych na margines narodu, choć w liczbie swej bez reszty dominuje ponad innymi grupami, na skutek wielowiekowego zniewolenia żyje teraz niemal na równi ze zwierzętami, pogrążony w duchowym upadku, nieopisanym lenistwie i przepastnej niewiedzy.
Sumienna służąca w Niemczech pracuje ciężej niż trzech Polaków; dźwiga trzy razy więcej ciężarów, chodzi trzy razy szybciej, a nawet wierzę, że mogłaby pokonać trzech takich nędzarzy, którzy pełzają po ziemi jak tępe muchy. Nie ma absolutnie żadnego porównania między miejscowymi kobietami z ludu i Niemkami.
Polacy w czasie Wielkiego Postu śmierdzą na dziesięć kroków, a przynajmniej na trzy zjełczałym olejem, na którym przygotowują wszystkie potrawy.

W przekonaniu Forstera Polacy, obok mieszkańców Moraw, byli najbrzydsi na całym świecie.

Zapytamy dlaczego zatem, mimo takich opinii Forster mieszkał w Rzeczpospolitej? Otóż przyjął propozycję objęcia katedry historii naturalnej na Uniwersytecie Wileńskim. Dlaczego przyjął?

Był przekonany, że objęcie wileńskiej katedry historii naturalnej stanowi dla niego sporą szansę. Nie miał wątpliwości, że nie mógłby liczyć na propozycję zatrudnienia na podobnych warunkach w Kassel. Wprost pisał do ojca: „nie mam najmniejszej nadziei, że mogliby mi zaoferować coś, co mogłoby w jakikolwiek sposób zrekompensować to, co oferuje się mi w Polsce, ponieważ zbyt dobrze znam tutejszą sytuację”. Chodziło o pensję na rocznym poziomie 400 dukatów holenderskich, dodatek do naukowych ekskursji i ekspedycji oraz tytuł tajnego radcy, ułatwiający mu dostęp do europejskich dworów, nadto opłacenie kosztów przeprowadzki, przeznaczenie niemałej sumy na odpowiednie wyposażenie katedry: dobrze zaopatrzoną bibliotekę i gabinet mineraliów oraz zawierający liczne rośliny i sadzonki ogród botaniczny. Po zakończeniu ośmioletniego kontraktu Forster z tytułem emeritus otrzymywać miał uposażenie w wysokości dwóch trzecich dotychczasowych poborów. W pierwszym rzędzie liczył Forster na to, że praca na Uniwersytecie Wileńskim przyniesie mu życiową stabilizację i przyczyni się do poprawy jego bardzo trudnej sytuacji finansowej. Miał nadzieję, że posada w stolicy Wielkiego Księstwa możliwą uczyni realizację jego marzeń o założeniu i utrzymaniu rodziny. Samuelowi Thomasowi Sömmeringowi ujawniał, że do Wilna podąża za chlebem.

Johann Georg Adam Forster, portret J.H.W. Tischbeina

Nie wszystkie dane Forsterowi obietnice zostały spełnione ale jak napisał w jednym z listów: ze swojej strony wyznaję to, do czego nie przyznałbym się żadnemu Polakowi, że w Niemczech nie osiągnąłbym tak wiele w tym samym czasie.

Koniecznie trzeba zaznaczyć, że doceniał Forster wolność polskiej szlachty i cenił osobiście wiele postaci życia publicznego, natomiast gdy w sierpniu 1786 r. przyszła na świat [jego] córka, w listach do przyjaciół donosił, że narodziny dziewczynki ucieszyły go szczególnie, dlatego że o wiele łatwiej będzie ją mógł zachować przy matce w spokoju domowego ogniska i uchronić od kontaktów z rówieśnikami. Wyrażał przy tym nadzieję, że przed siódmym rokiem życia nie nauczy się ani polskiego, ani francuskiego. Zamierzał zresztą chronić ją od wszelkich polskich wpływów. Dowodził, że choć sama nauka języka byłaby może dla dziewczynki ćwiczeniem nie najgorszym, wszystko, czego wraz z przyswojeniem polszczyzny mogłaby się nauczyć, wydawało się bardzo niebezpieczne.

Pisał też: Towarzystwo i kontakty z Polakami są oczywiście nic nie warte dla mojej żony; jak dotąd nie spotkaliśmy ani jednej polskiej czy litewskiej duszy, która byłaby do zniesienia.

I dla dopełnienia: z korespondencji żony Forstera, Theresy, dowiadujemy się, że i ona nie czuła się w Rzeczypospolitej zbyt dobrze: „Klimat jest surowy, okolica surowa, ziemie nieurodzajne [– –]. Ludzie są pozbawieni wszelkiego człowieczeństwa, naród jest dziki… Żal mi ich i wolałabym być wierną poddaną Rosji, Austrii czy Prus, gdyby tylko przyszło do kolejnych rozbiorów”.

Przyjechać za chlebem, deklarując szlachetne idee i zamiary, po czym skrycie złorzeczyć narodowi, u którego się gości? Którego chleb się je? No, doprawdy.
Pan doktor Jacek Kordel lokuje wypowiedzi Forstera na szerokim tle epoki, pokazuje że wiele było w tamtym czasie podobnych i w podobnym tonie wyrażanych opinii o Polsce. Wskazuje na specyfikę gatunku – relacji z podróży, a także na pierwsze przejawy nowej epoki, romantyzmu, na subiektywizm, emocjonalność. Ale w sytuacji, którą się zajmujemy, trzeba wskazać na dwie generalne kwestie:

  • Po pierwsze, zwykłą powinnością uczonego jest badać, dyskutować, ważyć argumenty i dochodzić prawdy, ale podejmowanie decyzji, jakie postacie honorować w sferze publicznej, jest rzeczą zupełnie innego rodzaju. Uczony szuka prawdziwego obrazu człowieka, ale my decydując, kogo honorujemy, kogo wyróżniamy i przedstawiamy za wzór w naszej przestrzeni publicznej, jesteśmy zobowiązani określić granicę, której przekroczyć nie wolno. W tym przypadku chodzi o poglądy, o wypowiedzi dehumanizujące.
  • Po drugie, uczony jest wolny w swoich decyzjach i oczywiście może wedle woli badać poglądy jakiegoś człowieka na tle obrazu epoki, czyli synchronicznie. Ale w zajmującej nas kwestii, wobec tej postaci, wobec takich poglądów i mając przecież świadomość kolejnych historycznych wydarzeń, nie sposób nie dostrzec ich postępu przygotowującego Niemców do popełnienia niedługo później bezprzykładnych zbrodni, do przelania morza krwi, do zdetronizowania i zniszczenia Europy. W tej sytuacji powinniśmy wprost wymagać od uczonych diachronicznego prześledzenia tych wątków. Od Jana Jerzego Forstera do Alberta Marii Forstera. Bo to ta wiedza jest potrzebna. I pamiętając o tym kontekście, nie można umniejszać wagi katalogowania ludzi jako bydła i świń przez sprowadzanie do pewnej tendencji w epoce.

W swoim artykule dr Jacek Kordel pisząc o przechodzeniu od oświeceniowych do romantycznych prądów w nauce cytuje Lessinga: Mówię o republice uczonych. Czym jest Saksonia, czym są Niemcy, czym jest dla nas, uczonych, Europa? Uczony, tak jak ja,  jest dla całego świata,  jest kosmopolitą. On jest słońcem, które musi oświetlać całą kulę ziemską.

A następnie Friedricha Gottlieba Klopstocka, wybitnego przedstawiciela niemieckiego sentymentalizmu. W 1774 r. opublikował on „Niemiecką republikę uczonych”, na kartach której porzucił ideę wspólnoty uniwersalnej, konsekwentnie atakując postawy kosmopolityczne. W zdecydowany sposób podkreślał aspekt narodowy i bronił niemieckiej res publica litteraria przed obcymi wpływami. Stojąc na stanowisku, że „w żadnej republice uczonych nie odkryto i nie wynaleziono tak wiele, jak w niemieckiej”. […] Przenosząc siedzibę Apollina z Parnasu do teutońskiego gaju („Teutoniens Hain”).

Czy to w wersji uczonego-słońce, czy w przeprowadzce niejakiego Apollina do teutońskiego lasu, widzimy odejście od prawdy i szaleńczą pychę. I my dzisiaj, patrząc z punktu widzenia naszej wiedzy, naszego doświadczenia, rozpoznajemy w tym zwiastuny nadchodzącej grozy.

Pan doktor Jacek Kordel w swoim artykule pisze: Po powrocie z wyprawy dokoła świata w roku 1775, rezydujący w Londynie Forster znalazł się pod wpływem niemieckiej literatury patriotycznej. […] Wczesną wiosną 1776 r. pisał do pastora Friedricha Adolfa Vollprachta: „w myślach jestem Niemcem [– –]; trzeba nam porzucić te zdeprawowane angielskie zwyczaje, by w Niemczech odnaleźć coś czystszego, coś bardziej naturalnego i bardziej zachwycającego”. Kilka miesięcy później, jeszcze silniej podkreślał swój związek z niemiecką kulturą: „jestem Niemcem, [– –] to znaczy jestem uczciwym człowiekiem. Chce pan wiedzieć, dlaczego — będąc w Anglii — od niedawna nie jestem już szczęśliwy. Odpowiem: od kiedy zrozumiałem, że w Niemczech myśli się w sposób o wiele bardziej szlachetny, subtelny, prawy”.

I dalej o czasie pobytu Forstera w Polsce: Myślami wracał często do Getyngi, niemiecką „naukę, porządek i pracowitość porównując z miejscową ignorancją, anarchią i obojętnością”. Żalił się, że „nadal bardzo tęskni za naszą drogą niemiecką czystością”.

Portret doktora Johanna Reinholda Forstera i jego syna Georg’a Forstera , ok. 1780 r. Jean Francois Rigaud; ojciec i syn odbyli podróż dookoła świata z kpt. Cookiem; syn w celu  odróżnienia od ojca był nazywany drugim imieniem.

Przez dziesiątki lat wpierano nam objaśnienie, jakoby Niemcy dlatego przystąpili do gazowania ludzi i wytwarzania z ludzkiej skóry abażurów, rękawiczek i spodni do konnej jazdy, ponieważ poczuli się dotknięci Traktatem Wersalskim. Z innej strony nie ustaje zdziwienie, że naród poetów i filozofów dopuścił się takich rzeczy. A z innej jeszcze próbuje się zbyć sprawę stwierdzeniem, że III Rzesza to tylko 12-letni epizod w bogatych dziejach Niemców.

Pragnę jednak zwrócić uwagę w tej kwestii na dwóch niemieckich uczonych. David Friedrich Strauss (1808-1874) opublikował „Das Leben Jesu”, pracę w której wywodził jakoby historia ewangeliczna była zbiorem mitów, stworzonych w pierwszym i drugim wieku, że opisane wydarzenia nie miały miejsca. Z kolei prof. Julius Wellhausen (1844-1918) poprzez analizę filologiczną wywiódł, jakoby Pięcioksiąg nie był spisany przez Mojżesza ale został dużo później zredagowany z czterech dokumentów. Teoria Wellhausena „nie tylko argumentowała przeciwko jedności Pięcioksięgu i dawnej dacie jego napisania; kwestionowała też opowiedzianą w nim historię żydowskiej wiary”. Obaj uczeni, Strauss i Wellhausen, byli uczniami Hegla. Nieco skracając, skoro zatem naukowo zostało stwierdzone, jakoby Biblia była tylko żydowską mitologią, to przecież Niemcy mają swoją mitologię. Lepszą – niemiecką. Adolf Hitler powiedział: „kto chce zrozumieć narodowo-socjalistyczne Niemcy, ten musi poznać Wagnera”. A sam Adolf Hitler to przecież wypatrywany heglowski człowiek historii, który uwolni Niemcy – nowy naród wybrany.

Teoria źródeł Wellhausena została nieomal powszechnie przyjęta, uznana za prawdę o Pięcioksięgu. Ujmując najogólniej Wellhausen rozpoznał w tej księdze cztery głosy, cztery style wypowiedzi, nadto inaczej nazywające Boga. Ale jakże pochopne, jakże niewłaściwe wyciągnął wnioski! Skoro bowiem później otrzymaliśmy cztery Ewangelie i skoro czytamy o czterech postaciach u tronu Boga – widzimy Boży porządek, wewnętrzną spójność Pisma Świętego. Paweł Apostoł napisał:

Baczcie, aby was kto nie sprowadził na manowce filozofią i czczym urojeniem, opartym na podaniach ludzkich i na żywiołach świata, a nie na Chrystusie. ( Kol. 2:8-10).

Przykład z nauki tego świata: jest uczona teoria o polifoczniczności – czyli wielogłosowości – powieści Fiodora Dostojewskiego. Ale czy ktokolwiek ze stwierdzenia tej wielogłosowości wyprowadza wniosek o innym autorstwie albo zgoła neguje istnienie autora? Uznano by to za nienaukowe, nieuprawnione czy wręcz szalone. Bo widzi się sens tej wielogłosowości i uznaje ją za wyraz szczególnego kunsztu, dającego odbiorcy żywe przeżycia, ponieważ każda postać ma swój właściwy sobie język, sposób myślenia itp. Dlaczego odnośnie Pięcioksięgu wnioskuje się inaczej? Nieszczęśni, ginący ludzie, to jest więc ta nauka, o której mówicie, że zweryfikowała istnienie Boga?

Wracając do Jana Jerzego Forstera, nie chcę sądzić jego wiary, natomiast w zacytowanych jego wypowiedziach nie sposób nie zauważyć przesłanek wskazujących, iż nie był człowiekiem odrodzonym duchowo. Jakże inaczej mógłby traktować ludzi jak zwierzęta, sądzić według swojego gustu, lżyć. A przecież określał się jako kalwinista – przy tym wyłania się kwestia ważna dla właściwego widzenia poparcia narodowego socjalizmu przez protestantów, w ogromnej mierze, i w znacznej przez katolików, co rzutowane jest na obraz chrześcijaństwa w ogóle. Na współczesny stosunek do chrześcijaństwa. Ale chrześcijanin to człowiek narodzony na nowo.

Dzwon w kościele w Herxheim am Berg. Rada miejska zdecydowała, że nie będzie usuwać nazistowskiego reliktu, fot. Thomas Lohnes/Getty Images

Jako przykład punktu dojścia tego rodzaju nauki o jakim mówimy, niech posłuży sytuacja, która miała miejsce w obozie Auschwitz Birkenau. Odnotował ją pod datą 5 września 1942 roku Johann Paul Kremer, doktor medycyny i filozofii, profesor uniwersytetu, lekarz SS. Niemcy przeprowadzili selekcję w obozie żeńskim, a następnie zamordowali w komorach gazowych 800 kobiet. Biorący udział w tym mordzie lekarz garnizonowy SS Heinz Thilo powiedział profesorowi Kremerowi, że znajdują się przy Anus mundi – odbytnicy świata. To określenie, a dokładniej ten perwersyjnie zmalwersowany termin – jakoby naukowy, medyczny (po łacinie!), przedstawiał samo istnienie obozu koncentracyjnego jako wynikające z naukowo stwierdzonej konieczności oczyszczenia świata, konieczności naturalnej, porządku fizjologicznym życia. Badał te rzeczy psychiatra, profesor Antoni Kepiński, sam były więzień obozu koncentracyjnego, pisał o nich w książce „Rytm życia”. W koncepcji hitlerowskiego obozu zagłady – poza bezpośrednim celem polityczno-ekonomicznym, polegającym na jak najbardziej efektywnym i najtańszym wyniszczeniu wroga –był  sens głębszy: oczyszczenie rasy germańskiej z tego wszystkiego, co nie zgadzało się z ideałem germańskiego nadczłowieka.

Ale koniecznie należy uzupełnić ten obraz o wnioski wyprowadzone z teorii ewolucji, wtedy dopiero widzimy jakie powołanie znaleźli Niemcy, jaką swoją misję rozpoznali – oczyszczenia i wydoskonalenia rodzaju ludzkiego. Oto rycerze podejmujący się wybitnie wymagającego dzieła, dzieła samego w sobie trudnego, ale jakże szlachetnego i odpowiedzialnego. Wszedłszy na wyższy stopień rozwoju świadomie wzięli mechanizm życia w swoje ręce. A że uosabiają jego najwyższe stadium więc wszystko ma być dla nich – dla dobra rodzaju ludzkiego. Kremer i Thilo to niemieccy intelektualiści i lekarze leczący gatunek ludzki, rycerze fizjologii świata. I przecież anus mundi to jest koncept filozoficzny erste Klasse. Pytacie: jak naród poetów i filozofów mógł zrobić takie rzeczy? Odwrotnie: to właśnie naród filozofów i poetów mógł je zrobić.

Wiesław Kielar, podówczas młody człowiek, przeżył w Auschwitz pięć lat, przewieziony tam z Tarnowa w grupie pierwszych więźniów. W swojej książce zatytułowanej właśnie: Anus mundi przytacza szereg wyzwisk, jakimi więźniowie byli lżeni przez Niemców. Wśród nich powtarza się: Verfluchte Bande! Ihr Drecksacke! – Worki gówna. A więc odbytnica świata – i worki kału.

Widzimy rozwojową paletę deprecjacji i dehumanizacji: europejscy Irokezi, bydło, świnie, podludzie, mieszańcy, kał.
Ale i zające – oto fragment protokołu przesłuchania świadka, pielęgniarza z Krajowego Pomorskiego Zakładu Psychiatrycznego w Świeciu: wszystkich pacjentów wywożono i rozstrzeliwano w tym samym miejscu, tzn. w Jeżewie. […] transporty tego rodzaju mogły trwać około 10-11 dni. […] Szpital liczył ponad 2 tysiące chorych. Na końcu wywieziono w ten sposób oddział dziecięcy, pod który również przyjechały dwa autobusy. Widziałem osobiście jak wyprowadzano dzieci i kazano wchodzić im do autobusów. […] Po przyjeździe na miejsce wypuszczono dzieci z autobusów i pozwolono im się rozbiec w dowolnym kierunku, po czym oddział SS strzelał do nich „jak do zajęcy”. Następnie obecni na miejscu Żydzi ze Świecia musieli brać zabitych i ich zakopać. Nie zważano na to, czy któreś z dzieci było ranne czy też zabite. Wszystkich ładowano do wykopanych rowów i zasypano ziemią.[…] Po zakopaniu dzieci ziemia w niektórych miejscach poruszała się.

Ale wreszcie sam zdumiewający ściek naukowej dehumanizacji: używanie ludzkich ciał jako surowca przemysłowego (pisząc: przemysłowy nie mówię o skali, a o samym rodzaju). Aż prosi się, aby w odpowiedzi na polnische Wirtschaft odpowiedzieć: a oto deutsche Wirtschaft.

Deutsche Wirtschaft – więźniowie KL Auschwitz demonstrują wytatuowane numery obozowe., źródło: auschwitz.org

Ale proszę powiedzieć, jak państwu Niemcom z tym teraz? Przyjemne jest takie uogólnienie: deutsche Wirtschaft? A budujące? Czy coś dobrego wnosi? Załatwia jakąś sprawę? Czy odpowiada na jakieś pytanie?

Nie są to czcze rozważania, bowiem jesteśmy nadal w tej sytuacji – Polacy rozdzierani, medialnie, kulturowo i politycznie operowani, i znów rozbierani (linia Wisły) i Niemcy znów chcący władać Europą, uznający się za do tego powołanych, a może właśnie uznani za mających odpowiednie kwalifikacje, aby przekształcić Europę w dom niewoli? Mimo zatem powtarzanych od lat zapewnień, widzimy jakże wyraźnie, że ta stara sprawa nie została wyjaśniona i zakończona.

Jan Jerzy Forster nie może być patronem tramwaju w Gdańsku. Za dużo już o tym wiemy, zbyt wiele doświadczyliśmy, aby lekko traktować defamację i dehumanizację. I może budzić poważne zdziwienie, że za patronatem Forstera tak obstają ludzie głoszący ideologię równościową. Może budzić, ale właśnie nie powinno, bo gdy ktoś jest owładnięty ideologią, nie widzi prawdy. Nie ma nauki bez prawdy. A prawdą jest Jezus Chrystus. Według Jana (14,6):

Ja jestem drogą i prawdą, i życiem.

Zbigniew Sajnóg

Bibliografia:

  • Jacek Kordel, Czy Georg Forster nie lubił Polaków? Pendant do refleksji nad literaturą podróżniczą jako źródłem historycznym. „Kwartalnik historyczny”, CXXX, 2023, nr 3. apcz.umk.pl/KH/article/view/47352/37094
  • Krzysztof Kłopotowski, Ewa Koszewska, Magdalena Zapart, Geniusz Niemców. „Rzeczpospolita. Plus-Minus”. 18.05.2013 r.
  • Biblia, Towarzystwo Biblijne w Polsce, Warszawa 2004
  • Wiesław Kielar, Anus mundi, Kraków 1976
  • Zbrodnia pomorska 1939. T 1. Bydgoszcz -Warszawa 2025 r.

Dodaj opinię lub komentarz.