Mity piwnej rewolucji w Polsce

W tym tekście chciałbym poświęcić kilka słów tezom i trendom, które towarzyszą rodzimej piwnej rewolucji (z którymi osobiście się nie zgadzam), bowiem czasem, gdy tak z boku patrzę, mam wrażenie, że piwny światek sam się zapędza w kozi róg. Walcząc z jednymi mitami, tworzy się następne. Inną sprawą jest, że „piwnych neofitów” przybywa i często mam wrażenie, że powtarzają oni bezrefleksyjnie hasła wyczytane tu i ówdzie w Internecie, czy zasłyszane na piwnych imprezach. A zatem, przejdźmy do konkretów:

Piwni rewolucjoniści z "Wolnościowego Piwa"

Deprecjacja lagera
Pokutuje przekonanie, że piwa dolnej fermentacji to produkty poślednie jakościowo względem tych górnofermentacyjnych. Pionierskie piwa, które pokazały ludziom, że piwo to coś innego niż koncernowy, jasny lager były, i w większości są, piwami z grupy ale. Nie widzę jednak podstaw do tworzenia dychotomicznej wizji świata polegającej na tym, że „dolniaki” sprowadzane są do roli piw z natury „nudnych”, czy „bezsensowych”. W tym roku jednym z lepszych polskich lagerów, jakiego miałem okazję pić był „Drwal” z Browaru Gościszewo, ale nie jest to jedyne udane piwo dolnej fermentacji, jakie ukazało się w Polsce od zeszłego roku lub wcześniej. Pamiętajmy o takich piwach jak: „Pierwsza pomoc”, „Czarna dziura” i „Oki doki” z Browaru PINTA, „Jurajskie z ostropestem” z Browaru na Jurze, czy „Rudawskie” z Browaru Miedzianka. Postulat mitycznego pilsa za trzy złote nadal jest aktualny, bowiem ciągle możemy zazdrościć Czechom wielu ich pilznerów. Dobrym pilznerem pewnie też niejedną osobę można by też przekonać do zagłębienia się w piwny świat. Uwaga dla piwnych neofitów: porter bałtycki, który pewnie gromadzicie w piwnicach to też piwo dolnej fermentacji.

Tylko amerykański chmiel
Amerykański chmiel na dobre zagościł w polskim piwowarstwie rzemieślniczym. Nie ma co pomniejszać jego roli, czy walorów smakowych, ale powiedzmy sobie szczerze, na odmianach z USA świat się nie kończy. Jest wiele ciekawych odmian chmielu, które z powodzeniem można stosować w piwowarstwie. Jestem zdania, że walenie amerykańskiego chmielu do piwa nie zawsze i wszędzie się sprawdzi, bowiem są piwne style, które z założenia chmielone są innymi odmianami. Na przykład dla mnie ESB chmielone Citrą to posunięcie „ni w pięć, ni w dziewięć”. Poza tym, kiepskiemu piwu to i Simcoe, czy CTZ nie pomoże… Nie jestem też tym, który deprecjonuje polski chmiel, bo nie ma w nim cytrusów i żywicy. „Zefir” z Browaru Olimp, czy „Pyza na polskich dróżkach” z Browaru Bazyliszek pokazały, że i polskie odmiany mogą dawać interesujące efekty, pod warunkiem, że z głową podejdzie się też choćby do kwestii zasypu (casus karmelowych piw z serii „PLON”). Uwaga dla piwnych neofitów: belgijska klasyka – w tym sławetne Westvelteren XII – warzone są bez udziału chmielu zza Oceanu. Można? IPA z londyńskiego Fuller’s Brewery też nie jest chmielone Citrą, czy Amarillo, a posiada status piwa kultowego. Pilsner Urquell odniósł światowy sukces, a amerykańskiego chmielu to piwo nigdy nie widziało. Piwu grodziskiemu brak jankeskiego chmielu też nie przeszkodził w sukcesie rynkowym w okresie międzywojennym, gdy eksportowano je do 37 krajów na świecie.

Nudne style
Mam wrażenie, że dla niektórych jedynym słusznym stylem jest American India Pale ale, ewentualnie mniej chmielone American Pale Ale, podczas gdy świat piwnych stylów jest naprawdę o wiele bogatszy. Sęk w tym, że większość z nich nie jest aż tak chmielona jak AIPA, bowiem niejednokrotnie chodzi albo balans pomiędzy słodowością i nutami chmielowym, lub o to, aby akcenty chmielowe były po prostu subtelne i wycofane, by na przykład uwydatnić efekty pracy drożdży. Piszę o tym, bo odnoszę wrażenie, że mamy do czynienia ze swego rodzaju „kultem AIPA”, podczas gdy wielu konsumentów piwnych, świadomie nie sięga po inne style, bazując na opiniach innych, które jednoznacznie twierdzą, że owa gatunki to „nuda, panie, nuda”. Warto przypomnieć, że gdy Pracownia Piwa ogłosiła, że uwarzy American Wheat też mówiono, ze to nuda. Dziś AW to styl, który śmiało sobie w Polsce poczyna. Przyzwoitość poznawcza wymaga, by starać się poznać jak najwięcej stylów piwnych, choćby dla własnego doświadczenia i opinii na ich temat. Piwny neofito! Nie broda czyni filozofem. To, że znasz wszystkie IPY i APY na rynku wiele nie znaczy skoro nie wiesz, czym jest klasyczne angielskie Brown Ale, czy belgijski saison. Nie zamykaj się w strefie komfortu.

Gadżeciarstwo
Piwny światek także staje się areną, gdzie pojawiają się przedmioty, które zgodnie z tworzącymi się konwenansami trzeba/wypada mieć. Piszę o tym nie po, to by narazić się kolekcjonerom szkła, czy innej maści birofiliów, ale chcę zwrócić uwagę na tę kategorię osób, która kupuje piwne gadżety na potęgę motywowana przesłankami stricte snobistycznymi, czytaj: dla lansu. Mam w swoim skromnym dorobku podstawowe wzory szkła takie jak: kufle, szklanki i pokale, ale nie dajmy się zwariować. Po kiego grzyba mam tracić kasę na IPA Glass, czy Stout Glass, które są delikatne jak wydmuszki na pisanki? Myślę, że w piciu piwa chodzi o coś innego niż ślepa pogoń za trendami, które próbuje się narzucić. Za chwilę okaże się, że na piwnych festiwalach będzie obowiązywać z góry ustalony strój. Gadżety w piwnej branży były, są i będą (szkło, otwieracze, nosidełka, koszulki i inne), ale warto, by w tej kwestii nie dochodziło do przerostu formy nad treścią, bowiem – piwny neofito – szkło, czy inny lanserski gadżet, nie zastąpi wiedzy, a widok kogoś wymachującego Craft Masterem One, wyjętym trzy minuty temu z pudełka i jednocześnie plotącego bzdury nie jest szczególnie imponujący i najczęściej przynosi efekt odwrotny od zamierzonego. Kiedyś nie mieliście w domach teku, a piwo jakoś Wam przechodziło przez gardła…

Zły koncern i dobry rzemieślnik
Dychotomiczna wizja świata podzielonego na koncerny, uosobienie zła wszelakiego i browary spod znaku rzemiosła, pełniących rolę mężów opatrznościowych. Do tego próbuje się nakreślić kanon, w którym każda ze stron może warzyć tylko konkretne style piwne. I tak, gdy na rynek w zeszłym roku trafiło piwo Żywiec APA, wywołało to w piwnym świecie niemałe poruszenie. Krzyczano: „Duzi podszywają się pod małych!”, „Kontrrewolucja!”, ale kto komu zaborni? Gdzie jest napisane, że KP S.A. nie może uwarzyć czegoś nowofalowego? A gdyby, hipotetycznie, AleBrowar postanowił uwarzyć lager na modłę wypustów koncernowych, to czy nagle masy piwnych entuzjastów masowo by się obraziły i poczuły zdradzone? Mamy demokrację i wolny rynek. Można robić, co się chce… Piwo koncernowe jakie jest każdy wie, ale przynajmniej trzyma poziom i sięgając po nie wiemy, czego się spodziewać. Z browarami rzemieślniczymi bywa różnie. Są wśród nich takie, które naprawdę dbają o jakość swoich piw, ale są też tacy, których piwo w najlepszym przypadku jest mocno wadliwe, a wielokroć po prostu zepsute, a tego nie pochwalam. Warto w tej kwestii zachować zdrowy rozsądek i myśleć głową, a nie opiniami innych. A tak na marginesie, pamiętajcie piwni neofici, że prawdziwi piwosze skupiają się na ciekawszych aspektach piwa i piwowarstwa niż jego przemysłowe oblicze. Po prostu szkoda im czasu na pierdoły…

Podsumowując, w tekście tym postanowiłem przedstawić tezy, trendy oraz postawy wyznawców piwnej rewolucji w Polsce, z którymi się nie zgadzam. Nie są to wszystkie przemyślenia w tym temacie, które udało mi się zgromadzić w ciągu kilku ostatnich miesięcy. Niewykluczone, że pojawi się kolejna część tego felietonu. Sam jestem ciekaw Waszych opinii w tym temacie. Z czym się zgadzacie, a z czym byście polemizowali? Czy jest coś, co dodalibyście do tej listy?
Wasze zdrowie!

Maciej Hus, autor blogu No to… po piwku!

2 myśli na temat “Mity piwnej rewolucji w Polsce

  • Dołożę jeszcze jeden – mit, że dobre piwko musi być kraftowe i musi kosztować minimum 6 zeta. Tymczasem pomiędzy koncernami a kraftem jest jeszcze cała masa browarów regionalnych i lokalnych, które robią dobre piwka, które można ustrzelić w cenie nawet 4 zł. Jak wspomniany tu browar na Jurze czy browar Pilsweizer.
    A moim zdaniem takie podejście też odstrasza wielu potencjalnych chętnych na “rewolucję” i zostają przy koncerniakach, bo wolą płacić za piwo 3 zł. Przeskok do 4-5 zł jeszcze by dali radę przezyć, ale nie do 6-8, a tym bardziej wyżej (byłem ostatnio na festiwalu piwnym i od 6-8 zł ceny startowały, a nie brak było o piwek po 15-20-25 zł – szczerze mówiąc uważam to za poważne przegięcie…

    Odpowiedz
  • “Tylko amerykański chmiel” – to akurat prawda nad czym boleję.
    Miał być obalony ten mit a wyszło coś takiego – rewolucja piwna amerykańskim chmielem tylko stoi a nie powinna. Nie powinna bo są inne możliwości, ale nie są wykorzystywane.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *