Major Jan Żychoń – syn pułku i Rzeczpospolitej

Jan Żychoń przyjechał do Wolnego Miasta Gdańska, by w wieku 26 lat objąć kierownictwo zewnętrznej ekspozytury polskiego wywiadu.

Ekspozytura 7 Oddziału II Sztabu Głównego Wojska Polskiego (tak zwanej dwójki), zakonspirowana jako sekcja II Departamentu Wojskowego Komisariatu Rzeczypospolitej w Gdańsku, dla zmylenia przeciwnika nazywana Biurem Informacyjnym w Gdańsku (BIG), była trudną placówką. Ze względu na swoje położenie na spornym terytorium odgrywała niezwykle ważną rolę. Do jej zadań należało prowadzenie rozpoznania na terenie Wolnego Miasta Gdańska, Prus Wschodnich oraz Pomorza Zachodniego. Rozpracowywano gdańską policję, niemieckie wojsko, marynarkę wojenną, Abwehrę (wywiad i kontrwywiad) oraz niemieckie organizacje cywilno-wojskowe. Zbierano wszelkie dane o przemyśle wojskowym. Ekspozytura składała się z referatu organizacyjnego, ewidencyjnego oraz kontrwywiadowczego. Ponadto posiadała Posterunki Oficerskie w Kościerzynie, Tczewie, Grudziądzu, Królewcu i Szczecinie. Kierowanie tak odpowiedzialną placówką wymagało dużego doświadczenia, a Jan Żychoń pomimo młodego wieku je posiadał.

Dziecko pułku

Jan Żychoń w czasach legionowych. Fot. materiały IPN za „Tygodnik Bydgoski”

Swoją karierę wojskową rozpoczął w wieku 12 lat. Uciekł z domu w Skawinie pod Krakowem, by wstąpić do formujących się polskich oddziałów wojskowych. Zajmował się magazynami mundurowymi Legionów Polskich w Krakowie, odbył też staż w kompanii szkolnej w Dęblinie. Równolegle do 1917 r. kontynuował naukę w gimnazjum. W wieku 16 lat zwolniono go z wojska z powodu złego stanu zdrowia. Rok później zaciągnął się ponownie i służył w szeregach II Brygady Legionów. Gdy w 1918 roku Austriacy rozformowali Polski Korpus Posiłkowy, trafił do obozu jenieckiego w Witkowicach, a niedługo później w szeregach Polskiej Organizacji Wojskowej rozbrajał Austriaków. W Krakowie wraz z kilkoma innymi kolegami zdobył pancerny pociąg, który nazywano potem imieniem Piłsudskiego, co było zapewne nawiązaniem do akcji w Bezdanach.

Po wstąpieniu do dopiero co utworzonego Wojska Polskiego, jesienią 1918 brał udział w odsieczy Lwowa. W maju 1919 został dowódcą plutonu łączności 12. Pułku Piechoty, walcząc początkowo przeciw Ukraińcom w Małopolsce Wschodniej oraz na Wołyniu, później przeciw Czechom na Śląsku Cieszyńskim. W wieku 17 lat miał już stopień podchorążego i znał wojsko od podszewki. W październiku 1919 r. został przeniesiony do Oddziału II Naczelnego Dowództwa WP. Od sierpnia do października 1920 r. służył jako referent w Oddziale II Frontu Południowego, następnie jako dowódca kompanii destrukcyjnej, w ramach dywersyjnej grupy Wawelberg, pomagał przygotowywać III Powstanie Śląskie. Do zadań grupy należało wysadzenie mostów i odcięcie łączności oraz pomoc powstańcom. Awansował na podporucznika, zdał eksternistycznie maturę w VI Gimnazjum we Lwowie, pod koniec 1921 roku został adiutantem, a niedługo później dowódcą kompanii 45. pułku piechoty Strzelców Kresowych. W 1922 roku już jako porucznik rozpoczął pracę jako kierownik referatu Oddziału II 13. Dywizji Piechoty w Równem. Od sierpnia 1924 pełnił funkcję oficera do specjalnych zleceń szefa Oddziału II Sztabu Generalnego by w styczniu 1926 zostać kierownikiem kieleckiego Posterunku Oficerskiego Ekspozytury nr 4 Oddziału II. 17 marca 1928 roku rozpoczął kierowanie placówką wywiadu w Gdańsku. Miał wtedy tylko 26 lat, z których 13 spędził w wojsku, w tym prawie 10 w wywiadzie. Dwa lata później, prawdopodobnie z jego inicjatywy, ekspozytura gdańska zostaje połączona z poznańską i przeniesiona jako Ekspozytura nr 3 do Bydgoszczy. Jej szefem do wybuchu wojny pozostawał Żychoń. W Gdańsku pozostawiono Posterunek Oficerski nr 4, który dalej prowadził działalność wywiadowczą. Żychoń przeniósł się wtedy do Bydgoszczy, jednak bardzo często bywał w Gdańsku, mieszkając przy ul. Neugarten 7 (Nowe Ogrody).

Reily Gamecock 2 Seater z 1932 r. Takim autem prawdopodobnie jeździł Jan Żychoń.

Bon vivant z ułańską fantazją
Pochodzący z robotniczej rodziny, znający wszystkie trudy i znoje żołnierskiego życia Jan Żychoń doskonale się odnalazł jako majętny bon vivant. Majątek zawdzięczał młodej żonie pochodzącej ze Śląska, Halinie de domo Kiełbasównie. Małżonkowie zamieszkiwali początkowo w Sopocie (dzisiejsza Al. Niepodległości 833 a), później we Wrzeszczu przy dzisiejszej ul. Grunwaldzkiej 117. Zajmowali na 1. piętrze pięciopokojowe mieszkanie o dużym metrażu, z ogrodem. Żychoń cenił komfort i luksusowe samochody, był prawdopodobnie właścicielem auta marki Riley Gamecock. Był to samochód na tyle ekskluzywny, że niewątpliwie jeździłby nim James Bond, gdyby akcja filmu rozgrywała się w międzywojniu. Z agentem Jej Królewskiej Mości łączyła go też inna cecha: służbę państwu przedkładał ponad wszystko, traktując bardzo poważnie swoje zadanie, ale potrafiąc czerpać z wykonywania jego życiową radość. Wydawał huczne przyjęcia, na których bywała polska śmietanka towarzyska nie tylko z Gdańska, ale również z Warszawy. Po pracy wraz z kolegami z wydziału chętnie spędzał czas w restauracjach, niejednokrotnie wdając się później w awantury z gdańską policją lub członkami niemieckich organizacji. Uwielbiał podkreślać swoją polskość, a wiedząc jakie emocje budzi  mundur polskiego żołnierza na gdańskich ulicach, z lubością paradował w nim po mieście. Wiedząc, że wywoła to wściekłość u Niemców, polecił kiedyś orkiestrze zagrać Mazurek Dąbrowskiego pod oknami gdańskiego Prezydium Policji.

Ja wiem, że ty wiesz, że ja wiem

Major Jan Żychoń. Wikipedia.

Zarówno służby wywiadowcze polskie jak i niemieckie w Wolnym Mieście Gdańsku oficjalnie nie istniały. Polski wywiad ukrywał się w Departamencie Wojskowym Komisariatu RP w Gdańsku. Wywiad niemiecki, którego istnienia zakazywał po przegranej wojnie Traktat Wersalski, ukryty był w strukturach teoretycznie neutralnej gdańskiej policji. Praktycznie jednak cała gdańska policja służyła Abwehrze. Wiedziały o tym obie strony, próbując przez cały czas nawzajem się rozpracować.

Niemieckim wywiadem w Gdańsku kierował Oskar Riele, który prowadził rozgrywkę z ze swoim odpowiednikiem po polskiej stronie. Żychoń był podsłuchiwany i obserwowany, o czym doskonale wiedział. W swoim bezczelnym stylu zadzwonił do Rielego, by powiedzieć mu, że nie ma sensu, by go podsłuchiwał, bo i tak niemiecki wywiad do niczego się nie nadaje. Riele, chcąc udowodnić, że zna tajniki polskiego wywiadu w Gdańsku, odpowiedział Żychoniowi, że mogą się spotkać w Komisariacie RP u ministra Strasburgera. Nie dając się zbić z tropu, szef polskiego wywiadu używając niemieckiego szyfru, zaproponował spotkanie w lokalu kontaktowym Abwehry. Riele się zgodził i czekał na Żychonia o umówionej godzinie na ul. Ogarnej. Jednak zamiast niego przybył sierżant z informacją, że niestety kapitan bardzo żałuje, ale nie uzyskał zgody przełożonych na to spotkanie. Żychoń wiedząc, że jego dom we Wrzeszczu jest obserwowany, potrafił też gestami zapraszać niemieckich wywiadowców do robienia zdjęć.

Wino, kobiety i śmierć
Próbowano pozbyć się Żychonia wykorzystując jego słabości: piękne kobiety i alkohol. Niemiecki wywiad podsunął mu Littę, jak nazywano Czesławę Bocheńską, kobietę lubiącą towarzystwo zamożnych mężczyzn. Używając swoich wdzięków miała ona niezauważenie dodać narkotyki do alkoholu, by następnie otumanionego oficera doprowadzić do Prezydium Policji. W przypadku, gdyby nie udało się go odurzyć, miała go otruć i w ten sposób ostatecznie rozwiązać problem szefa polskiego wywiadu. Akcja się nie udała, ponieważ Żychoń zawczasu dowiedział się o niemieckich planach i upublicznił je w prasie, co wywołało niemały skandal.

Sopockie kasyno. Miejsce będące pod stałą obserwacją służb, tu dochodziło do zawierania znajomości i werbowania agentów. Fot. Fotopolska.

Niemcy próbowali zwabić Żychonia do niemieckiego Królewca, by tam go zatrzymać. W królewieckim biurze Luftwaffe (niemieckie siły powietrzne) pracowała Eryka Bielang, jedna z cenniejszych agentek gdańskiej  placówki Żychonia. Niemcy zmusili ją, by napisała list proszący szefa polskiej ekspozytury o przyjazd, lecz ona zawarła w nim zaszyfrowane ostrzeżenie dla Żychonia. Gdy okazało się, że polskich agentów (między innymi Bielang) zdradził pracujący w Komisariacie RP, Władysław Mamel, wezwano go do Gdyni, znajdującej się w polskich granicach i tam aresztowano i skazano na śmierć. Podobny sposób wykorzystano w przypadku werbującego dla Abwehry Georga Reschotskiego. Żychoń upił go do nieprzytomności, a następnie samochodem przewiózł do Gdyni, gdzie go osądzono i skazano za szpiegostwo. Wywożenie agentów poza granice Wolnego Miasta Gdańska stosowały obie strony wywiadowczej rozgrywki. Głośną sprawą było uprowadzenie przez Niemców Czesława Dziocha, pracownika Komisariatu Generalnego RP i zarazem bardzo sprawnego wywiadowcy. Pod pretekstem wyjaśnienia pewnej kwestii przymuszono go by udał się do budynku Prezydium Policji. Stamtąd po kryjomu wywieziono do Malborka, znajdującego się na terenie Niemiec, gdzie osadzono go w więzieniu.

Kochanka szefa wywiadu, księgowy, ciotka i wózek
Wspomniana Eryka Bielang była cenną agentką polskiej dwójki w Gdańsku. Czesława Mamela, przez którego wpadła, zatrzymano dzięki innej, najcenniejszej, agentce Żychonia, Paulinie Tyszewskiej. Była ona kochanką, a później żoną Reinholda Kohtza, zastępcy szefa gdańskiego oddziału Abwery. Żychoń włożył dużo czasu i pracy aby ją pozyskać, wykorzystując jej rodzinę, kłopoty finansowe, stosując szantaż i obiecując pomoc. Tyszewska dostarczała bardzo cennych wiadomości dotyczących Abwehry, zarówno tej gdańskiej, jak i elbląskiej, królewieckiej i berlińskiej. Dzięki niej rozbito siatki szpiegowskie i zlikwidowano wielu niemieckich agentów. Była tak wartościowym źródłem informacji, że gdy Niemcy zaczęli ją podejrzewać, Żychoń przygotował akcję zdejmującą z niej podejrzenia kosztem życia innego agenta. Kolejnym cennym informatorem Żychonia był Wiktor Katlewski, księgowy pracujący w biurze Marynarki Wojennej w Berlinie. Dostarczał olbrzymich ilości danych przechodzących przez Urząd Uzbrojenia Kriegsmarine, m. in. na temat umocnień, artylerii.

Dworzec kolejowy w Chojnicach, 1930 r. Po ruszeniu z tej stacji polskie służby zaczynały przeszukiwanie niemieckich przesyłek kolejowych. www.fotopolska.eu.

Najbardziej znaną operacją Żychonia była trwającą 9 lat akcja Ciotka zwana później Wózek. Pociągi przewożące przesyłki pocztowe dostarczane na teren Wolnego Miasta Gdańska przejeżdżały przez terytorium Polski. Na stacji granicznej w Chojnicach zmieniała się obsada pociągu z niemieckiej na polską. Listy były pakowane do worków które Niemcy po zaplombowaniu liczyli, a następnie przekazywali stronie polskiej. Na odcinku między Chojnicami a Tczewem pociąg zwalniał ruch, by można było przejrzeć i posegregować zawartość worków. Odkładano wojskową korespondencje i przesyłki, worki na powrót plombowano. Odłożone listy były otwierane i fotografowane, a następnie zaklejane i podrzucane do następnego pociągu. Akcja była możliwa dzięki temu, że Niemcy nie ewidencjonowali przesyłek tylko liczyli worki. Podczas akcji korzystano z pomocy zawodowych złodziei i oszustów, zwanych kunami, których umiejętność bezśladowego otwierania listów oraz podrabiania pieczęci i plomb była niezbędna, by operacja się nie wydała.

Goście na moście
Służby państw mających placówki w Gdańsku miały świadomość nadchodzącego lada moment wybuchu konfliktu. Rozpoczęły je opuszczać już od początku sierpnia. Również statki handlowe miały instrukcje, by opuszczać gdański port. Polski wywiad oczywiście również miał taką wiedzę. Dzień przed wybuchem wojny do Komisariatu Generalnego RP w Gdańsku przyjechał mjr Żychoń z informacją, że w ciągu doby prawdopodobnie Niemcy zaatakują Westerplatte, polskie placówki w Gdańsku, i zajmą miasto. Przekazał również informacje na temat rozlokowania niemieckich wojsk znajdujących się w pobliżu. Bezpośrednio po tej rozmowie ppłk Sobociński, szef Wydziału Wojskowego, pojechał na Westerplatte, gdzie przedstawił mjr. Sucharskiemu aktualny stan oraz poinformował w tajemnicy, że Wojsko Polskie nie przyjdzie z odsieczą. Polecił również, by załoga Westerplatte odpierała atak przez 12 godzin zamiast pierwotnie planowanych sześciu.

Juzogram nadany przez Żychonia 31.08.1939 r. informujący o przekroczeniu mostu w Kiezmarku przez niemieckie oddział. CAW, www.wikipedia.org.

Przed północą 31 sierpnia Żychoń nadał depeszę do generała Bortnowskiego w Toruniu o wojsku niemieckim przekraczającym most pontonowy w Kiezmarku, a więc już na terenie Wolnego Miasta Gdańska. Informacja, na którą powoływał się Żychoń, była zaszyfrowana i mówiła o gościach maszerujących przez most pontonowy na Wiśle. Żychoń tym czasie już miał najprawdopodobniej spalone wszystkie dokumenty i akta znajdujące się w jego placówce w Bydgoszczy. Zadbał o to, by Niemcy nie poznali skali polskiej penetracji, tajemnic wywiadu ani danych agentów. W biurze w Bydgoszczy zostawił Niemcom tylko swoją wizytówkę z niecenzuralnym pozdrowieniem.

Lista proskrypcyjna zawierająca nazwiska wrógów Niemiec., przeznaczonych do zatrzymania po zajęciu Wielkiej Brytanii. Wikipedia.

Po tych makach szedł żołnierz i ginął
Po wybuchu wojny Żychoń przez Rumunię przedostał się na zachód, do Francji. Jako piłsudczyk początkowo nie był pozytywnie odbierany przez gen. Władysława Sikorskiego. Jednak ze względu na wiedzę i swoich agentów umieszczonych między innymi w Kriegsmarine był bardzo cenny dla Francuzów i na ich prośbę został przekazany do ich dyspozycji. Po ewakuacji z Francji do Wielkiej Brytanii, od lipca 1940 do lutego 1944, był szefem Wydziału Wywiadowczego Oddziału II Sztabu Naczelnego Wodza w Londynie. Był twórcą struktur polskiego wywiadu na uchodźstwie. Organizował prace placówek w Europie Zachodniej, Ameryce, Afryce. Wielka Brytania korzystała w pełni z pozyskiwanych przez niego informacji, Stany Zjednoczone uważały polską dwójka za najskuteczniejszy wywiad. Dla Niemców Żychoń był cierniem w oku. Był jednym z pięciu Polaków, którzy zaleźli się na liście proskrypcyjnej zawierającej 2820 osób, które Niemcy po zajęciu Wielkiej Brytanii mieli natychmiast zatrzymać.

Mimo tego, niektórzy oficerowie, niedowierzający jeszcze przed wybuchem wojny, że można tak skutecznie zdobywać informacje, zarzucali mu współpracę z Abwehrą. Po wybuchu wojny, gdy warszawscy oficerowie nie dopilnowali, by przed ewakuacją na zachód, spalić archiwa wywiadu znajdujące się w Forcie Legionów, w ręce Gestapo wpadły bezcenne dane. Wynikiem tego były procesy, niejednokrotnie zakończone wyrokami śmierci ludzi którzy pracowali dla polskiego wywiadu, między innymi dla Żychonia. Zarzucono mu, że to on pozostawił dane w bydgoskim biurze. W 1944 r. wytoczył proces oficerom oskarżającym go o bycie nieświadomym źródłem informacji dla Abwehry. Sąd ukarał ich za pomówienia, ale dla Żychonia było to za mało. Oczekiwał, że zostanie przy tej okazji jednoznacznie i ostatecznie oczyszczony z zarzutów, a tym sąd się nie zajął. Major Żychoń po tym wyroku zrezygnował z pełnionej dotychczas funkcji i wstąpił do wojska liniowego. Został zastępcą dowódcy 13 Wileńskiego Batalionu Strzelców 5 Kresowej Dywizji Piechoty. Najlepszy polski oficer wywiadu zmarł 18.05.1944 arcypolską śmiercią – postrzelony podczas zdobywania Monte Cassino.

Nagrobek majora Jana Żychonia na cmentarzu na Monte Cassino. www.naszswiat.it.

Życie i śmierć dla ojczyzny – to za mało?
Major Jan Żychoń spędził w wojsku praktycznie całe swoje życie, z czego ćwierć wieku w wywiadzie. Brał udział w obronie i formowaniu granic II Rzeczypospolitej walcząc z Ukraińcami, Czechami, Niemcami. Podczas wojny polsko-bolszewickiej, polsko-ukraińskiej i podczas III Powstania Śląskiego. Rozpracowywał niemieckiego sąsiada i jego przygotowania do wybuchu wojny. W jej trakcie był jednym z ważniejszych oficerów wywiadu, tworząc jego nowe struktury. Odznaczono go Krzyżem na Śląskiej Wstędze Waleczności i Zasługi, Srebrnym Krzyżem Zasługi, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem Niepodległości, Medalem Pamiątkowym za Wojnę 1918-1921, Medalem Dziesięciolecia Odzyskanej Niepodległości oraz pośmiertnie Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari. Wiele zawdzięczali mu również Francuzi oraz Brytyjczycy, którzy odznaczyli go Orderem Imperium Brytyjskiego, od Estończyków otrzymał Krzyż Oficerski Orderu Krzyża Orła. Z informacji polskiej dwójki, którą wówczas dowodził, korzystali też Amerykanie, również bardzo wysoko je ceniąc.

Istniejący do dziś budynek przy ul. Grunwaldzkiej 117 w Gdańsku, w którym mieszkał Jan Żychoń. Fot. J. Jarzęcka-Stąporek.

W Gdańsku przy ulicy Grunwaldzkiej 117 do dziś istnieje kamienica, którą zamieszkiwał Żychoń pełniąc rolę szefa gdańskiej ekspozytury polskiego wywiadu. Pięć lat temu do Urzędu Miasta wpłynęło pismo z jak najbardziej zasadną prośbą o upamiętnienie miejsca zamieszkania człowieka, który żył, by służyć ojczyźnie i który za nią zginął. Póki co budynek jest wysiedlony i powoli niszczeje, a na jego ścianach zamiast tablicy pamiątkowej poświęconej Żychoniowi pojawiają się kolejne mało artystyczne graffiti.

Joanna Jarzęcka-Stąporek

Literatura:

  • J. Boczaczek-Trąbska, Major Jan Henryk Żychoń (1902–1944) – żołnierz i oficer wywiadu, [w: ] (red.) S. Pastuszewski, Bydgoszcz jako ośrodek działań wywiadowczych w przededniu i w trakcie II wojny światowej, Bydgoszcz 2015.
  • H. Ćwiek, Rola majora Jana Henryka Żychonia w rozpoznaniu zagrożenia II Rzeczypospolitej ze strony Niemiec, [w:] Acta Universitatis Wratislaviensis t. XLIV, 2008.
  • J. Daniluk, Niespokojne lato. Sytuacja w Gdańsku w przededniu wybuchu II wojny światowe (czerwiec-sierpień 1939), [w:] Argumenta Historica. Czasopismo Naukowo-Dydaktyczne nr 2/2015. 
  • B. Gondek, A. Jendrzejewski, Pobyt i główne nurty działań oficera polskiego wywiadu mjr. Jana Henryka Żychonia na terenie Wolnego Miasta Gdańska (1928-1939), [w:] Rocznik Gdański 2015/2016. 
  • L. Gondek, Wywiad polski w III Rzeszy. Sukcesy i porażki. Warszawa 2011.
  • A. Jendrzejewski, Polski wywiad wojskowy w Wolnym Mieście Gdańsku w latach 1920-1930. Gdańsk 2018.
  • W. Skóra, Działalność gdańskiej Ekspozytury polskiego wywiadu wojskowego w latach 1920–1930 [w:] (red.) T. Dubicki, Wywiad i kontrwywiad wojskowy II RP. Studia i materiały z działalności Oddziału II SG WP, t. I, Łomianki 2010.
  • W. Skóra, Oficerowie wywiadu polskiego na Pomorzu 1919-1939. Sylwetki, kryteria doboru, prawidłowości [Officers of Polish intelligence in Pomerania 1919–1939. Profiles, selection criteria, regularities]. [w:] (red.) J.  Jędrysiak, Conference: Kadry decydują o wszystkim. Studia z zakresu biografistyki wojskowej, Wrocław 2015.
  • K. Śledziński, W tajnej służbie. Wojna wywiadów w II RP. Warszawa 2015.

 

 

5 thoughts on “Major Jan Żychoń – syn pułku i Rzeczpospolitej

  • W artykule wkradł się mały błąd, no chyba, że dwóch asów polskiego wywiadu międzywojennego pozyskało niemieckiego oficera Abwehry o tym samym nazwisku co byłoby niezwykle interesujące. Chodzi o Gunthera Rudloffa, które faktycznie chyba trzeba przypisać mjr Jerzemu Sosnowskiemu

    Odpowiedz
    • Dziękuję za zwrócenie uwagi na niemały błąd :)

      Odpowiedz
      • Major Jan Henryk Żychoń zmarł 18 maja 1944 r. w wyniku odniesionych poprzedniego dnia ran.

        Odpowiedz
        • Oczywiście, że 18 maja, jest to dokładnie pisane w Pańskiej książce. Zastosowałam niefortunny skrót myślowy. Dziękuję za zwrócenie uwagi, datę w tekście poprawiłam, by nie wprowadzać w błąd czytelnika. Pozdrawiam serdecznie

          Odpowiedz
          • Dziękuję. W literaturze czasami pojawiała się informacja o 17 maju, a spowodowane było to tym, że kiedy to postrzelony został Żychoń uważano, że od razu skonał. W relacjach z tego zdarzenia później powtarzano, że to właśnie 17 maja miał zginąć. Zgon jednak faktycznie stwierdzono dzień później. Również serdecznie pozdrawiam

Dodaj opinię lub komentarz.