Miasto Gdynia odwraca się od morza
Wyobraźnia bez wiedzy może stworzyć rzeczy piękne. Wiedza bez wyobraźni najwyżej doskonałe. – Albert Einstein
Budowa portu w Gdyni to był ewenement na skalę światową. 23 września 1922 r. Sejm II RP przyjął ustawę ws. budowy „portu morskiego przy Gdyni na Pomorzu”, a niecały rok później, 13 sierpnia 1923 r., do molo w porcie przy Gdyni zacumował SS „Kentucky”, pierwszy zagraniczny statek dalekomorski.
Ciekawe sformułowanie – nie w Gdyni, ale „przy Gdyni”. Gdynia w tym czasie była jeszcze wioską i port był budowany poza jej terenem. Dlatego w ustawie napisano „przy Gdyni”. A statek był zagraniczny, bo polskich statków żeglugi dalekomorskiej jeszcze nie było. Jednak rozwój żeglugi pod polską banderą wkrótce nastąpił. Nastąpił również rozwój Gdyni i mała wioska szybko stała się dużym i nowoczesnym miastem. „Miastem z morza i marzeń”, jak to pięknie ujmuje motto Gdyni. I wkrótce o budowanym porcie na Pomorzu mówiono już port w Gdyni, a nie port przy Gdyni.
Tamta wyobraźnia
Port zbudowano piękny i nowoczesny. Mało kto dzisiaj wie, że port w Gdyni został tak zaprojektowany i zbudowany, aby każdy statek, który wpłynie na Bałtyk, mógł również wpłynąć do portu w Gdyni. Ktoś powie – żadna rewelacja, przecież projektanci planowali bałtycki port. Tak, tylko że w tamtym czasie tak dużych statków jeszcze nie było. I raczej trudno było sobie wyobrazić, że kiedykolwiek tak duże będą.
W Gdańsku na Motławie stoi statek-muzeum – „Sołdek”. Pierwszy statek zbudowany w polskiej stoczni po wojnie. Przechodząc wzdłuż niego, można zauważyć na burcie rzędy charakterystycznych i powtarzających się wypukłych punktów. To nity łączące blachy kadłuba statku. „Sołdek” został zbudowany po wojnie, gdy technologia spawania kadłubów statków była już znana. A mimo to blachy były łączone jeszcze za pomocą nitów, a nie spawane. Technologia spawania kadłubów statków została opracowana przez Amerykanów w czasie wojny, gdy trzeba było szybko budować statki, bo niemieckie U-Booty zatapiały całe ich konwoje na Atlantyku. Przed wojną nikt sobie jeszcze nie wyobrażał spawania kadłubów statków. A przy łączeniu blach kadłuba za pomocą nitów budowa dużych statków o zanurzeniu kilkunastu metrów była niemożliwa.
Mimo to ówcześni inżynierowie tak zaprojektowali port Gdyni, żeby mógł tam zawinąć każdy statek, który wpłynie na Bałtyk. I tak jest do czasów współczesnych. Oczywiście, obecnie tor podejściowy trzeba pogłębiać, ale tylko dlatego, że tory wodne prowadzące na Bałtyk też zostały pogłębione. Czyli jednak tamten projekt to rewelacja. I trzeba przyznać, że mieli wyobraźnię projektanci portu przy wiosce Gdyni. Wyobraźnię, której nam, współczesnym mieszkańcom Gdyni, chyba brakuje. Może nie tyle mieszkańcom, ile władzom naszego pięknego miasta.
Wieża w morzu
O co chodzi? Na Zachodzie od kilkunastu lat panuje trend (czy też moda) na przejmowanie opuszczonych terenów portowych przez deweloperów. I budowanie na tych terenach „parków mieszkalnych”, czyli apartamentów do wynajęcia. Takie zagospodarowywanie opuszczonych terenów portowych szczególnie często można zaobserwować w Wielkiej Brytanii. Gdy wpływa się do portów tego morskiego kraju, widzi się piękne apartamentowce tam, gdzie jeszcze niedawno były zaniedbane i opuszczone stare doki.
Wygląda na to, że moda na przekazywanie deweloperom opuszczonych terenów portowych przyszła do Gdyni stamtąd właśnie. Miasto, które kiedyś powstało dzięki temu, że „przy Gdyni” został zbudowany port, teraz ten port zaczyna dusić. Pierwszym objawem tego ataku miasta na port było zbudowanie wieżowca Sea Towers. Wieżowiec zbudowano tuż przy Basenie Prezydenta, tam, gdzie kiedyś cumowały kutry z literami GDY na burcie i liczbą przy nich, trzycyfrową również.
Dzisiaj charakterystycznych żółtych kutrów już nie ma. Żadnego, nawet z liczbą jednocyfrową. Jest za to monstrum, które stoi nad brzegiem basenu portowego i gryzie się z resztą lekkiej i harmonijnie łączącej się z morzem zabudowy skweru Kościuszki. Opinia o tym, że Sea Towers jest brzydki i nie pasuje do tego miejsca, to rzecz gustu. Jednak jest jeszcze praktyczny wymiar położenia wieżowca – to komunikacja. Taki wieżowiec jak Sea Towers to kilka tysięcy ludzi, czyli małe miasto. Jeżeli taki wieżowiec jest zbudowany gdzieś w głębi miasta, to ruch z niego rozchodzi się we wszystkich kierunkach. Można powiedzieć, że na wszystkie strony świata. I w takiej sytuacji nie jest zbyt uciążliwy ani dla mieszkańców wieżowca, ani dla okolicznych mieszkańców. Natomiast Sea Towers jest zbudowany nie w centrum miasta, ale nad brzegiem morza. Skutek jest taki, że ruch z wieżowca rozkłada się tylko na dwie strony. Czyli jest dwukrotnie większy, niż byłby, gdyby został zbudowany dalej od morza, w głębi miasta.
Stracimy bezpowrotnie
Sea Towers to był pierwszy objaw inwazji miasta na port. Port, dzięki któremu to miasto kiedyś powstało i dzięki któremu zawdzięczało swój rozwój. Ale na Sea Towers się nie skończyło, deweloperzy co do terenów portowych mają dalsze plany. Dalmor, którego trawlery łowiły kiedyś ryby nawet na Oceanie Spokojnym, już nie posiada statków rybackich. Pozostały jednak nabrzeża, przy których mogą cumować różne statki. I tam, gdzie cumowały niegdyś żółte bałtyckie kutry i dalekomorskie trawlery, równie dobrze mogą cumować statki np. pasażerskie.
Obecny zarząd portu Gdynia ma takie plany. Chce zmodernizować te nabrzeża i przystosować je do przyjmowania wycieczkowców, które latem zawijają do Gdyni. Turyści to żyła złota dla miasta. Im więcej turystów, tym miasto bogatsze. Są miasta na świecie, które żyją tylko z turystów. Nabrzeża Dalmoru, które znajdują się bardzo blisko centrum miasta, świetnie nadają się do przyjmowania statków pasażerskich. Pasażerowie po zejściu z trapu praktycznie byliby na Świętojańskiej, reprezentacyjnej ulicy miasta.
Ale jest problem. Tereny po Dalmorze chcą przejąć deweloperzy i budować tam apartamentowce. Zgodnie z panującymi trendami w Europie. I zgodnie z tymi trendami władze miasta to akceptują. Być może trendy to dobra rzecz, ale jest mały szkopuł. W Wielkiej Brytanii, gdzie ten trend jest najbardziej widoczny i skąd do Gdyni pewnie przyszedł, dużych i małych portów są setki. I przy dziesiątkach i setkach portów jedno czy dwa nabrzeża zajęte przez deweloperów pod budowę „apartment parku” nie robi różnicy. My mamy tylko trzy duże porty: Gdynię, Gdańsk i Szczecin-Świnoujście. A jedynym zbudowanym od początku do końca przez Polaków jest port w Gdyni. Wzniesiony w ekspresowym tempie i z ogromnym wysiłkiem całego społeczeństwa. Po to, żeby mógł przyjmować statki z całego świata. I w porcie tym została zbudowana infrastruktura przewidziana do przyjmowania statków. Ta infrastruktura, oprócz mody, jest drugim powodem tak silnego zainteresowania deweloperów terenami po Dalmorze. Bo infrastrukturę portową przystosować do budownictwa jest bardzo łatwo.
Ale w drugą stronę, z powrotem na portową, już się nie da. Jeżeli na terenach Dalmoru zostaną zbudowane apartamentowce, to te tereny zostaną stracone dla portu, żeglugi i morza bezpowrotnie. Anglicy mają dziesiątki albo i setki portów. I jedno nabrzeże czy dwa mniej nie robi im różnicy. My Gdynię mamy jedną.
A dzieje się to teraz, gdy rząd pracuje nad tym, aby rodzimą gospodarkę morską postawić na nogi. Gdy wprowadzany jest w życie program „Batory”, który stwarza szansę stoczniom na wznowienie budowy statków, gdy trwają prace nad Morskim Funduszem Inwestycyjnym, który zapewni finasowanie zakupu statków polskim armatorom, gdy ma być wprowadzona nowelizacja ustawy o pracy na morzu, która przyczyni się do tego, że eksploatacja statków pod polską banderą stanie się opłacalna ekonomicznie. Gdy wszystko wskazuje na to, że Polska wraca nad morze. Nie tylko na plażę i na wakacje, ale po to, aby realizować marzenia i z ich realizacji mieć pożytek, gospodarczy przede wszystkim.
A Gdynia, miasto z morza i marzeń, od morza się odwraca.
Tadeusz Hatalski, kpt.ż.w.
Tekst opublikowany w GPC, 03.03.2018







Wzruszające… Szkoda,że nad losem Gdańska nikt tak nie płacze(zniszczonego przez wojnę i PRL i PRL-bis). Gdynia to piękne, nowoczesne miasto. Autentyczny fenomen, wzniesiony być może wyższym kosztem niż ten, na który w momencie jej powstania Polska mogła sobie pozwolić… a jednak powstała, piękna i super. Ale co z Gdańskiem?! Wspaniałe miasto, nieważne, że niemal totalnie zgermanizowane… cudowne miasto z wielkimi możliwościami rozwoju… zmienia się w Budyniowo! Galeria handlowa tu, galeria handlowa tam… totalny chaos urbanizacyjny(w odróżnieniu od przedwojennej Gdyni). Architekt miejski to jakaś groteskowa pacynka… albo cyniczny łapówkarz(nie wiem… nie mogę przesądzać)… Parafrazując reklamę sieci komórkowej: „Biedni my!”
Fakt, że deweloper wybudował Sea Towers, oznacza koniec rozwoju miasta? Toś mnie Pan rozbawił.
No chyba jest wręcz przeciwnie! Gdynia jest pięknym miastem i coraz bardziej doinwestowanym. Powinna czerpać korzyści nie tylko z morza, ale również wykorzystywać swój potencjał w innych branżach. No, ale jak widać sprawdza się stare, polskie …., że „jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził”.
Nie widzę problemu w tym, że miasto inwestuje nie tylko w port, że deweloperzy stawiają budynki typu Sea Towers dzięki którym Gdynia wygląda bardziej nowocześnie. Problem widzę w tym, że niektórzy nie widzą jej potencjału. Nie możemy skupiać się tylko na jednym, bo co jak port nie wypali? To co wtedy?
Autor plecie głupoty zapominając o tym, że port się rozwija i do 2030 chce wyjść z nowymi nabrzeżami kontenerowymi w morze. Sporo rzeczy już w porcie zmodernizowano, sporo jest w trakcie i sporo w planach.
Ciekawym jest, albo jak to jest mozliwe ze Dalmorowi nie oplacalo sie juz zajmowac rybolostwem dalekomorskim a bawi sie w deweloperke. Jak to jest mozliwe ze na naszych koncesjach, licencjach i limitach polowowych lowia (patrz Dalmorowskich) Niemcy, Holendrzy i Islandczycy a Dalmorowi nic sie nie oplacalo, a im sie oplaca. Czytajac komentarze widac braci deweloperow czyli reka reke myje. Port Gdynia ma plany co do rozwoju i owszem, chce wyjsc z rozbudowa w kierunku Zatoki Gdanskiej i Puckiej, ale po co tak gleboko wychodzic z taka inwestycja jak z innej strony wielki pirs Dalmorowski zabudowywany jest szklanymi domami. Co do samego portu to najwazniejsze pytanie jest ile samego portu jest jeszcze w naszych rekach? 10% 5%? Dalmor ma takich prezesow ze wykonywali calkowite remonty poteznych nowoczesnych statkow a potem na zlom je oddawali aby tylko doprowadzic ta firme do bankructwa. Celowo stawiaöi na sznurkach statki aby nie przynosily zysku, celowo nie inwestowali, nie remontowali chlodni, przetworni aby tylko wbijac ostatnie gwozdzie do trumny Dalmoru tylko po to aby z deweloperami zabudowac pirs domami ze szkla (miedzy zdaniami kazdy moze domyslac sie jak to sie odbywalo). Od dzieciaka biegalem po Dalmorze, potem pracowalem na Dalmorowskim trawlerze, wiec wy szczekacze w klinach, ktorzy nie znacie historii calego portu a widzicie tylko swoja pseudo madrosc, troche miejcie poszanowania dla tych dla ktorych Morze i Port stanowi cos wiecej niz tylko jak wanna do moczenia dupy i plastikowych skorup zwanyc jachtami. Gdyby Dalmor mial prezesow z krwi i kosci to dzisiejsza flota bylaby tak samo duza, nowoczesna jak tych co na naszych licencjach polowowych zarabiaja krocie a rynki zbytu sa ogromne, ale po co – najlepiej doprowadzic do upadlosi, powiedziec ze sie nie da, postawic szlkane cuś, i udawac ze Gdynia to dalej okno na Swiat. I z czego byc tu dumnym? Chyba ci wszyscy mieszczanie, rajcy miejscy zapomnieli juz po co powstal PORT GDYNIA i do czego mial sluzyc. Gdyby tak mialo byc jak ktorys z powyzszych komentatorow pisal ze Port sie rozwija to i ten Dalmorowski pirs wygladalby inaczej. Byloby tam zycie, ale przeladunkow, cumujacych statkow, wielonarodowosciowych bander i krzyku mew.