Pomniki gdańskiego cechu

W Gdańsku niezwykle rozpowszechnionym sposobem upamiętniania zmarłych było fundowanie epitafiów. Tego typu pomniki zawierały przedstawienie nieboszczyka czy podsumowujące życie tablice inskrypcyjne, które przedstawiały pozytywne wzorce osoby zmarłej. Miały zachęcić widzów do zastanowienia się nad krótkotrwałością i przemijaniem życia oraz sławy. Pomniki te stawały się miejscem kontemplacji, modlitwy. Fundatorzy mieli też swój własny wkład w rozwój sztuki kościoła – wiele przecież tablic zachowało się do dnia dzisiejszego, wypełniając i ozdabiając wnętrze świątyń.

Średnie warstwy mieszczan nieszczególnie mogły pozwolić sobie na tego typu wydatek. Portrety osób z tej sfery można znaleźć jedynie na trzech epitafiach, przy czym warto dodać, że dwa powstały już po ordynacji Augusta III w 1750 roku, dzięki której kupcy mogli zasiadać w Radzie lub Ławie, co oznaczało znaczny awans społeczny.

W takim momencie – przejścia rodziny do patrycjatu powstało epitafium Jana Schrödera (1665 – 1675). Jan Schröder był pierwszą osobą nie należącą do sfery patrycjatu, która ufundowała sobie epitafium. Przynależał jednak do jednej z najzamożniejszych grup społecznych – pochodził z rodziny browarników. Pomnik ten powstał zgodnie z ostatnią wolą zmarłego w 1659 roku Jana, który w ten sposób najprawdopodobniej chciał zademonstrować wzrost swojej pozycji społecznej i możliwość upamiętnienia osoby stosunkowo skromnego stanu. Epitafium Schrödera przez prawie wiek było jedynym pomnikiem osoby z tej klasy społecznej, a pozostało na zawsze jedynym umieszczonym, w przeznaczonym do tej pory dla patrycjuszy głównomiejskich, kościele Mariackim.

epitafium1

Autorem interesującej nas tablicy jest Hans Gaspar Gockheller. Artyści w tym czasie mieli kierować się następującą ideą: wszystkie upamiętnione osoby znane z widzenia, przypominają niedawno spotykanych, a teraz nieżywych, więc przedstawienie musi być wierne, a zarazem uchwycone w momencie powagi lub koncentracji psychicznej. Postać z epitafium odtwarza więc rysy Jana Schrödera, a poprzez narzucony na jego ramiona płaszcz, uszlachetnia modela. Według K. Cieślak mamy tu do czynienia z zamierzoną antykizacją postaci, poprzez kształt stroju, przypominający togę. Napis epitafijny przypomina o oczekującym wszystkich końcu i zachęca do modlitwy:

Poświęcone Bogu Najlepszemu Największemu.
Jan Schröeder,
pochodzący ze starego rodu niemieckiego,
dla którego ojczyzną był Gdańsk,
w swoich obyczajach pobożny,
w swym charakterze pełen cnót,
dzięki pomyślności sławny wśród współobywateli,
żyjąc uczciwie i spokojnie w celibacie 63 lata,
kazał wznieść sobie ten pomnik.
Uczeni i biedacy, bądźcie życzliwi
dla wielkodusznego i łaskawego względem was.
Ty, przechodniu, wznieś za niego modlitwę
i podążaj za tym,
którego czeka ten sam los.
Bądź zdrów!

Wiemy już, że epitafium prezentuje status społeczny osoby zmarłej, a powstawanie tego typu dzieła związane jest z zamożnością danej osoby – stąd tak niewielka liczba pomników wśród społeczności cechów miejskich. W późniejszych czasach pojawia się natomiast zupełnie inny wymóg: „powszechnie uznawanych zasług” upamiętnianego. Taką właśnie osobą był Jan Heweliusz, wspominany w tym miejscu przeze mnie z powodu jego przynależności, podobnie jak Jana Schrödera, do cechu browarników. Jego epitafium jednak znacznie różni się od omawianego już pomnika. Przede wszystkim nie powstało z woli samego Heweliusza, tylko zostało ufundowane przez jego prawnuka – Daniela Gottlieba Davissona. Po drugie, nie prezentuje jego sukcesów zawodowych jako browarnika czy rajcy, a jego sławę jako uczonego. Powstało także ponad sto lat później, więc przybrało  inny kształt.

Wizyta matematyka i astronoma Johanna Bernoulliego w Gdańsku, jego spotkanie z krewnym Heweliusza – Danielem Davissonem i zaskoczenie brakiem w mieście pomnika wielkiego uczonego, przyczyniły się do ufundowania w 1780 roku epitafium, które zawisło nieopodal grobu Jana Heweliusza w kościele św. Katarzyny.

epitafium

Przy tworzeniu tablicy czerpano z istniejących już wizerunków gdańskiego uczonego. Zamieszczona łacińska sentencja jest dedykacją „Janowi Heweliuszowi z całą czcią należną takiemu mężowi Dan. Gottl Davisson MDCCLXXX”. Zamiast określenia jego chwały umieszczono jedynie wyobrażenie przyrządów, astronomicznego instrumentarium. Berliński rzeźbiarz Meyer (prawdopodobnie chodzi o Wilhelma) pracę nad dziełem ukończył w grudniu 1779 roku. Pierwotnie epitafium miało postać czerwonego obelisku z białym medalionem portretowym. Zastosowanie obelisku dla upamiętnienia Heweliusza jest zrozumiałe, gdyż od starożytności symbolika obelisku, piramidy, nie uległa zmianie. Dekorowane było dodatkowo girlandami i trzema urnami dookoła. Dzieło to jednak nie przypadło do gustu jego fundatorowi, tak więc postanowiono powiększyć je optycznie poprzez dodanie baldachimu, który wieńczy wyobrażenie promieni światła przebijających skłębione chmury. W takiej formie epitafium oglądamy dzisiaj. Po wojnie niestety zaginęła jedna z waz, które ozdabiały pomnik.

Ryszard Kopittke

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *