Historyczne centrum czy objazdowy bar? Meneleksy niszczą prestiż Gdańska
Gdańsk, słynący z bogatej historii i unikatowych zabytków, coraz częściej staje się areną przaśnej turystyki. Choć w mieście obowiązuje bezwzględny zakaz spożywania alkoholu w miejscach publicznych, turyści mogą bez przeszkód pić alkohol bez limitu w wieloosobowych tzw. meleksach imprezowych (nawet ok. 14 pasażerów z kierowcą). Mieszkańcy mają dość hałasu i patorozwoju, a eksperci ostrzegają: promowanie tego typu prymitywnych usług drastycznie obniża rangę i prestiż tak wyjątkowego miejsca.

Turystyka z procentami, czyli Gdańsk „bez limitu”
Na platformie GetYourGuide bez trudu znajdziemy ofertę na imprezowe meleksy „Gdansk: NO LIMIT BEER City Tour by Golf Cart”. Za kilkanaście dolarów organizatorzy obiecują „zimne piwo bez limitu podczas jazdy”, głośną muzykę i „całkowity luz”. Zagraniczni goście są zachwyceni. Brytyjscy turyści w recenzjach chwalą połączenie zwiedzania z nielimitowanym alkoholem.
Tymczasem Gdańsk ma przecież ogromnie dużo do zaoferowania – od wysokiej klasy muzeów, przez unikatową architekturę, po bogatą ofertę kulturalną. Tworzenie i tolerowanie usług opartych na nielimitowanym alkoholu w historycznym centrum miasta drastycznie obniża jego rangę i prestiż. Biznes się kręci, ale historyczne serce Gdańska coraz bardziej przypomina mobilny pub.
Co na to mieszkańcy?
Podczas gdy turyści wznoszą toasty, mieszkańcy śródmieścia coraz głośniej wyrażają sprzeciw wobec takiej formy turystyki. W ankiecie portalu trojmiasto.pl aż 76% respondentów opowiedziało się przeciwko wycieczkom z alkoholem, wskazując na ich fatalny wpływ na wizerunek miasta.
Mieszkańcy alarmują, że pijane grupy na ulicach stają się normą. Czytelnicy opisują to dosadnie: „skrzynki z piwem na pokładzie meleksów, wrzaski, rzucanie butelkami bezkarność”. Coraz częściej pojawiają się głosy, że – nic nie ujmując miastu Władysławowo – Gdańsk zaczyna zmierzać w stronę „wielkiego Władysławowa”, gdzie przaśna rozrywka wypiera kulturę i dobry smak.
Paragraf na pijaństwo na kółkach? Co mówi prawo
Dlaczego nikt z tym nic nie robi? Choć polskie prawo jasno zakazuje spożywania alkoholu w miejscach publicznych poza lokalami posiadającymi koncesje i ogródek, w tym na ulicach i chodnikach, organizatorzy takich wycieczek doskonale znają luki w przepisach. Radca prawny Wojciech Kawczyński na łamach trojmiasto.pl wyjaśnia, że taka działalność jest formalnie legalna.
Przeczytaj:
Ustawa o wychowaniu w trzeźwości zakazuje spożywania alkoholu w środkach transportu publicznego, jednak prywatny meleks nie mieści się w tej kategorii.
Choć ulice są miejscami publicznymi, pasażerowie formalnie znajdują się „wewnątrz” pojazdu, a organizator może ominąć restrykcje dzięki zezwoleniu cateringowemu na imprezy zamknięte. Trzeźwy musi być wyłącznie kierowca. Pasażerowie mogą pić na umór na oczach przechodniów i policji – dopóki nie dojdzie do rażącego zakłócania porządku.
Bezradność władz i upadek prestiżu miasta
Urzędnicy wiedzą o problemie. Podczas konsultacji dotyczących parku kulturowego ponad 90% uczestników domagało się uporządkowania działalności meleksów. Odpowiedź magistratu brzmi jednak jak urzędnicza kapitulacja. Miasto tłumaczy, że nie wydaje licencji transportowych dla pojazdów wolnobieżnych, a jedynym realnym narzędziem pozostają dodatkowe patrole policji i straży miejskiej.
Dla wielu mieszkańców Gdańska to po prostu nie fair. Skoro miasto toleruje taki kierunek rozwoju turystyki i nic z tym nie robi, nie powinno się potem dziwić, że Gdańsk nie aspiruje do najwyższej półki kulturalnej i turystycznej, a jego prestiż systematycznie spada. Trudno budować wizerunek ekskluzywnej, bałtyckiej metropolii, gdy na głównych ulicach przyzwala się na prymitywne, alkoholowe ekscesy.

Meleksy to nie początek. Problem zaczął się na wodzie
Warto na koniec podkreślić, że meleksy nie były pierwsze. Ten wątpliwej jakości model „rozrywki” od dawna funkcjonuje na wodach Motławy. Głośna muzyka, krzyki i nieskrępowane spożywanie alkoholu już wcześniej stały się normą na pokładach czarterowanych łodzi, motorówek czy katamaranów. Meleksy są jedynie lądową kontynuacją trendu, który od lat konsekwentnie niszczy wizerunek historycznego serca Gdańska.

