Stanowski kontra KAS: „Krewetkowa” afera i walka z przedsiębiorcą
To historia gdańskiej pizzerii. Została ona ukarana za rzekomo błędne naliczenie VAT-u. Chodziło o pizzę z krewetkami. Sprawa błyskawicznie obiegła media. Wywołała falę oburzenia. Słyszymy o wielomilionowych oszustwach VAT-owskich. Interwencja skarbówki w sprawie kilku krewetek wydaje się kuriozalna. Cała sytuacja doprowadziła do publicznej dyskusji. Dotyczyła ona oderwania administracji państwowej od rzeczywistości. Doszło nawet do zawiadomienia prokuratury. To efekt krytycznych wypowiedzi medialnych.

Krewetki na cenzurowanym
Wyobraźmy sobie taką scenę. Prowadzisz lokal w Gdańsku Osowej. Serwujesz pizzę. Ludzie chwalą twoje dania. Interes się kręci. Pewnego dnia przyjmujesz zamówienie na pizzę z krewetkami. Jesteś niczego nieświadom. Klientki to dwie panie z sopockiego urzędu skarbowego. Konsumują danie. Gdy przychodzi do płacenia, okazuje się, że jesteś oszustem skarbowym.
Jaki był powód? Zamiast 23% VAT-u na owoce morza, naliczyłeś 8%. Efekt? 2500 złotych kary. Urzędniczki miały poczucie dobrze wykonanej roboty. Brzmi to, jak scenariusz komedii absurdu. Niestety, to polska rzeczywistość.
Wieść o „wielkiej gdańskiej aferze krewetkowej” dotarła do opinii publicznej. W narodzie zawrzało. Trudno się temu dziwić. Od lat słyszymy o gigantycznych wałach na VAT. Mówi się o mafiach, które mają się świetnie. Tymczasem skarbówka „dojeżdża” lokalnego przedsiębiorcę. Robi to z pełną powagą. Za co? Za parę krewetek na placku. Gdzie tu proporcjonalność? To słowo chyba wypadło z urzędniczego słownika.
Oderwanie od rzeczywistości
Różni ludzie dorywają się do mikrofonu. Piętnują opresyjność systemu. Wśród nich znalazł się Krzysztof Stanowski. Skomentował on akcję w niewybrednych słowach. Mocno krytykował urzędniczki. Jak zareagowała administracja? Czy była próba wyciszenia sprawy? Może przeprosiny lub refleksja? Ależ skąd.
Takie naturalne odruchy nie przychodzą do głowy urzędnikom. Wydaje się, że wierzą oni, iż państwo to oni. Nie my wszyscy.
Dyrektor KAS w Gdańsku skierował sprawę do prokuratury regionalnej w Warszawie. Wpłynęło zawiadomienie. Dotyczyło ono podejrzenia popełnienia przestępstwa. Było to po medialnych wypowiedziach Stanowskiego.
To nie wszystko. Na profilu Krajowej Administracji Skarbowej pojawił się post. KAS sprzeciwia się w nim „szykanowaniu, obrażaniu i pomawianiu urzędników”. Podkreślono, że wykonują oni „swoje obowiązki zgodnie z obowiązującym prawem i w interesie publicznym”. Co więcej, CEO Kanału Zero ma być ścigany. Ma być „dojechany z urzędu”. Cóż za konsekwencja!
Interes publiczny czy absurd?
Czy tak się stanie? To się jeszcze okaże. Akcja jest rozwojowa. Po raz kolejny obserwujemy oderwanie administracji państwowej od narodu. Dzieje się to jak na dłoni. W świetle reflektorów, bez krępacji, tworzy się kraj nieprzyjazny obywatelom. Co gorsza, urzędnicy nie widzą w tym problemu. Widzą w tym swój cel. Mówią o tym otwarcie.
Czymże jest ten „interes publiczny”? Z pewnością nie jest nim edukacja. Nie jest nim tworzenie prawa, które jest przyjazne. Prawo powinno mieć sens. Nie powinno wymagać wiedzy z magii i nekromancji. Takiej wiedzy nie potrzebuje się do prowadzenia zwykłej pizzerii.
To nie jest państwo przyjazne. To państwo opresyjne. Dla ludzi z administracji skarbowej i organów nadzorujących jest to w porządku. Liczy się dla nich litera prawa. Nawet jeśli jest absurdalna. Nie liczy się duch zdrowego rozsądku.
Gdzie leży prawdziwy problem?
Czy Stanowski „grubo po nich pojechał”? Tak. W paru momentach użył mocnych słów. Sam bym ich nie użył. Ale to ja. To, co powiedział gość, nie jest tu problemem drugorzędnym. Może jest trzeciorzędnym. On lubi czasem mocno dorzucić do pieca.
Przeczytaj:
Nie wchodźmy w żałosną gierkę. Ma ona odciągnąć uwagę od sedna problemu. Zacznijmy mówić jasno. Kraj, w którym żyjemy, nie jest krajem swobodnym. Polak nie czuje się tu jak u siebie.
Mamy być grzecznym dawcą „hajsów”. Mamy merdać ogonkiem. Mamy podskakiwać na każde huknięcie urzędnika. Niezależnie od przepisów. Nawet jeśli są niemądre i nielogiczne. Mamy je wszystkie mieć w jednym paluszku. Mamy potulnie się do nich stosować.
Polska – kraj bez swobody?
Musimy mówić o tym jasno. Kraj, w którym żyjemy, nie daje poczucia swobody. Polacy mają być posłusznymi dawcami pieniędzy. Mają stosować się do każdego przepisu. Nawet jeśli są one niemądre czy nielogiczne.
Takie podejście jest obce. Wzbudza sprzeciw. Polska ma się rozwijać. Trzeba to zmienić. Opresyjność administracji szkodzi. Nie chce się żyć w państwie. Ono tylko czeka, by kogoś „dojechać”. To jeden z powodów kryzysu demograficznego.


„W paru momentach użył mocnych słów. Sam bym ich nie użył. Ale to ja.”
Doceniam pana poczucie humoru ale warto od czasu do czasu spojrzeć w lustro lub poczytać własne wypowiedzi na fejsbuczku :-)