Dlaczego najem krótkoterminowy jest tak niebezpieczny, a mimo to rząd nie robi nic
Najem krótkoterminowy to cichy zabójca. Nie przychodzi od razu. Ktoś sprzedaje mieszkanie, nikt się nie wprowadza. Przy drzwiach pojawia się mała skrzyneczka na klucze. Powoli sąsiedzi zamieniają się w nieznajome twarze, a Ty zaczynasz mieć wrażenie, że ciągle jesteś na wakacjach – bo Twoje najbliższe miejsce traci lokalną tożsamość.

Zachód pokazuje, co robić
Pamiętam, jak jako dziecko pojechałem z rodzicami do Chorwacji, świeżo po wojnie bałkańskiej z lat 90. Turystów było mało, lokalni byli serdeczni. Dziś, wracając w okolice Rijeki, zderzamy się ze zmęczeniem. Chorwaci mają dość bycia tanią imprezownią dla tych, którzy chcą się pobawić za grosze. Zdecydowali się walczyć z najmem krótkoterminowym. Barcelona to miasto, które niewątpliwie ma swoją duszę. Ciasne uliczki, zabudowa wyrośnięta między morzem a górami, nieodłączny kataloński sznyt. Słońce i gwarancja dobrej pogody przyciągają latem masy turystów. Łapczywość części społeczeństwa sprawiła jednak, że koszty nadmiernej turystyfikacji spadły na mieszkańców, a ci stawiają ostry opór. Pryskanie turystów wodą, protesty, silna presja społeczna na uregulowanie rynku. Barcelona wprowadza niezwykle restrykcyjne przepisy dotyczące najmu krótkoterminowego.
Kto płaci cenę za najem krótkoterminowy w Gdańsku? – zobacz film. Ciąg dalszy artykułu pod materiałem filmowym.
Cichy zabójca
Przenieśmy się do naszego nadwiślańskiego grodu, gdzie truciciel spod znaku najmu krótkoterminowego jest szczególnie groźny. Zacznijmy od rynku nieruchomości. Na najem krótki trafiają często znakomicie zlokalizowane mieszkania – blisko ludzi, szkół, sklepów. Mieszkańcy wypychani są na obrzeża. Historyczne centra, które od wieków stanowiły oś handlowego i kulturowego życia europejskich miast, oddano przybyszom.
Wyobraźcie sobie, że 500 lat temu przy gdańskim Trakcie Królewskim nie mieszka nikt z tutejszych. Są tylko kupcy, którzy zawinęli do portu zrobić interesy, wieczorem korzystają z usług pobliskich kurtyzan i sączą browar. Dziś to nie metafora – to rzeczywistość. Po drugie, i to najważniejsze, najem krótkoterminowy to zabójstwo tożsamości miejskiej. Znikają mieszkańcy i drobni przedsiębiorcy, zostają jedynie franczyzy, często z zagranicznym kapitałem. Turysta z Azji odwiedzający Gdańsk niedługo nie poczuje różnicy względem Amsterdamu. Na ulicy z trudem znajdzie dobrą polską kuchnię, za to bez problemu wstąpi do międzynarodowej sieciówki na kawę.
Przeczytaj
- Strefa Obywatelska
- Architektura i urbanistyka
- Zabytek wyremontowany za 9,5 mln zł dostępny na Booking
- Gdański booking – zapobiegać, zamiast leczyć
Dlaczego rządzącym brakuje jaj?
Państwa zachodnie zorientowały się, że na najmie krótkoterminowym dorabiają się przede wszystkim podmioty kapitałowe, niezakorzenione lokalnie, pozbawione społecznej odpowiedzialności za biznes. W Polsce na moment pisania tego tekstu wszystko wskazuje na plan minimum – obowiązek rejestracji, który pozwoli ocenić, ile tego najmu de facto jest. Na Wiejską nie docierają głosy o imprezach, rzyganiu na klatce schodowej ani o innych pamiątkach produkowanych przez ludzkie ciała. Rządzący mają jeszcze szansę wykazać się odwagą, w co szczerze wątpię.

Po raz kolejny wygrywa wielki biznes i to jest w tym wszystkim najgorsze. Cenę płacimy wszyscy, niezależnie od poglądów. Dla wyborcy PiS-u i dla wyborcy KO hałas za ścianą jest dokładnie taki sam. Trójmiejski lobbing, tak szumnie zapowiadany przez lata, zdumiewająco zmiękł, a samorządy próbują nam wmawiać, że plan minimum wystarczy. Po raz kolejny daje o sobie znać nasza przywara, to co nazywam szlachecką wolnością gospodarczą. Jesteśmy bardziej amerykańscy od Amerykanów. Przecież nie możemy tłumić przedsiębiorczości ani zakazywać właścicielowi, co zrobi ze swoją własnością. A koszty? Rozdzielą się równo między sąsiadów, jeśli ci jeszcze zostaną. Bo właśnie o to chodzi w tej układance – prywatny zysk, uspołeczniony problem. Właściciel apartamentu inkasuje, a resztę rachunku wystawia się całej okolicy. Hałas, śmieci, wyludnienie, zanik więzi. Tego w żadnym Airbnb nie wycenisz. I nikt nie zamierza tego wyceniać, dopóki my wszyscy będziemy za to płacić.
Juliusz Mickiewicz

