Ciekawostki

Średniowieczna uliczka

Gdańsk ma zachowany stary układ urbanistyczny, ale te wąskie uliczki na Głównym jednak nie zachowują klimatu średniowiecza. Nie jest to zarzut, bo trudno o to w czasach współczesnych, świat inaczej wygląda. Jak zatem wyglądała uliczka średniowieczna?

Pierwsze uliczki to oczywiście nie miejskie, a wiejskie. Rozlokowanie wsi świadczy o potrzebie… obronności. Grupowania się w celach obronnych. Z reguły były przyklejone do siedziby władcy/księcia/feudała/kogo tam chcecie. W razie zagrożenia można się było u niego schować. Dlatego domy były budowane w dużym zagęszczeniu, przecież terenu im nie brakowało. Wystarczy pooglądać zamki z zachowanym podzamczem. W czasach dłuższego pokoju domy budowane były w rozproszeniu, w rozluźnieniu.

Szerokość średniowiecznej ulicy, Mary King’s Close, Edynburg

Wąskie uliczki nie były fanaberią ani trendem modowym, ale koniecznością, bo trzeba było się zmieścić w murach obronnych. Za to przedmieścia mogły się rozwlekać, jak chciały. Linia zabudowy też była dobrze przemyślana. I tak na przykład uliczki były kręte, bo dopasowywały się do linii murów i topografii, albo główne ulice biegły równolegle do nabrzeża portowego i były przecinane wąskimi uliczkami wychodzącymi na nabrzeże. Gdańsk miał podobnie, bo ulice były zakończone bramami wodnymi i wyskakiwały na Motławę. Motława była główną ulicą.
Albo uliczki były wytyczane koncentrycznie wokół kościoła, co miało za zadanie chronić przed gwałtownymi wiatrami, nie tylko siejącymi fizyczne zniszczenia, ale również przywiewające taką na przykład malarię (a właściwie komary w basenie Morza Śródziemnego).

Gdy nie trzeba było dostosować się do warunków geograficznych czy obronnych, miasta planowano w formie prostokąta, gdzie uliczki przecinały się pod kątem prostym, z centralnym placem, na którym mieścił się kościół, siedziba władz miejskich i targ. Ale najwięcej się działo w tych bocznych uliczkach, bo tam życie wręcz pulsowało.

Hanzeatycka uliczka, Muzeum Archeologiczne Błękitny Baranek w Gdańsku

Otóż średniowieczny człowiek żył głównie na ulicy (na marginesie – mieli cieplej, bo w latach 900-1300 trwało średniowieczne ocieplenie, średnio 2 stopnie wyżej niż obecnie, nawet dochodziło do 4). To wyjście na ulicę było rewolucją w stosunku do starożytności, która zamykała się w domach, rzęsiście w środku oświetlonych. Zauważcie, że budowle starożytne mają kłopot z otworami na zewnątrz. A w średniowieczu ludzie wyszli na ulicę.

Każdego ranka sklepikarze wystawiali swoje stragany. Rozwiązywało to problem oświetlenia wewnątrz domu. Nie był dobrze postrzegany ten, kto zaciągał swoich klientów do środka domu. Jeśli twój towar nie ma wad, to go pokazujesz wszystkim w świetle dnia na zewnątrz. Każdy może towar pomacać i powąchać. Wszyscy pracują na ulicy, a jeśli muszą wewnątrz, to twarzą zwróconą ku ulicy i tak, by każdy mógł zobaczyć, co się dzieje.

My też tak lubimy. Przypomina mi to sytuację z budkami warzywniczymi przed ETC na Zaspie. Był jeden stragan, który dobrze prosperował i był drugi naprzeciw, któremu szło gorzej. Miał mniejszy wybór, stanął później. Temu pierwszemu tak dobrze szło, że się rozbudował. Zakupiono duży wóz, sprzedający stanęli wyżej, a owoce i warzywa w dużej mierze były poza zasięgiem kupujących. Cebulę mogli wybrać, ale jakie są wiśnie, już nie widzieli. I co się stało? Kolejki do niego zaczęły maleć, bo się przeniosły do drugiego straganu, gdzie cały czas można patrzeć, wąchać, dotykać i wybierać. To spowodowało, że asortyment towarów się ubogacił i teraz jest bardzo duży wybór i ja też wolę tam kupować.

Hanzeatycka uliczka, Muzeum Archeologiczne Błękitny Baranek w Gdańsku

Tak więc średniowieczna ulica była bardzo ożywiona. Cechy trzymały się razem i dlatego mamy ulice poświęcone rzemieślnikom tam pracującym (Igielnicka, Garncarska, Kaletnicza). Życie tętniło na ulicy. Do tego dochodził „podkład dźwiękowy” (i zapachowy), odmienny od tego, co dzisiaj mamy. Piły piłowały, młoty stukały, sprzedawcy pokrzykiwali. W średniowieczu wszystko się wykrzykuje. Wszystkie wiadomości, ogłoszenia, decyzje straży miejskiej, wyroki, licytacje, reklamy towarów. Były również szybkie degustacje zachwalające wino, podobne do zachwalania jogurtów czy innych zakąsek w dużych sklepowiskach.

Kościoły nie były odgradzane dużymi placami, wręcz wyrastały z ulic (nasza Maryśka stoi przy Piwnej), co świadczyło o pewnej zażyłości ludu z kościołem. Katedry gotyckie najpierw się dostrzegało w pionie – perspektywa wertykalna. Kiedy przebudowywano katedrę w Reims i zdjęto ze szczytu posągi, stwierdzono, że są brzydkie i zdeformowane, ale z dołu wyglądały zupełnie inaczej – bo taki to był zabieg, taka perspektywa postrzegania. Był to świadomy zabieg i geometryczny, i artystyczny.

Czy zatem średniowieczne domy były ociekającymi z brudu norami, a ulice kloakami?

Anna Pisarska

Dodaj opinię lub komentarz.