Największa tajemnica stanu wojennego

16 grudnia 1981 r. w Kopalni Wujek zamordowano 9 górników. Komunistyczna władza chciała rzucić Śląsk na kolana. 17 grudnia o świcie mieli zginąć stoczniowcy w Szczecinie!

źródło: mat. prasowe

JW 4101 czyli dawny I Batalion Szturmowy komandosów w Dziwnowie to legenda polskiego wojska. Bez nich nie byłoby jednostki Grom, Formoza, a nawet Pierwszego Pułku Specjalnego Komandosów w Lublińcu. Jedni z najlepszych w całym Układzie Warszawskim. Najlepiej wyszkoleni, przeznaczeni do zadań specjalnych i działań dywersyjnych na tyłach wroga, mieli pomagać sowietom w zdobywaniu Niemiec, Dani i Francji.

Batalion składał się z dwóch kompanii szturmowych złożonych z najlepszych zabijaków w Polsce oraz z kompanii szkolnej, do której trafiali młodzi 18-19 letni chłopcy z cywila. Po przekroczeniu bram koszar elewi, bo tak ich nazywano, byli poddawani katorżniczej obróbce przez bezwzględnego dowódcę, kapitana.

Pobór wiosenny w 1981 roku trafił do Dziwnowa w maju i po półrocznym szkoleniu we wrześniu miał się zakończyć. Młodzi chłopcy w stopniu kaprali mieli być rozesłani do różnych jednostek w kraju. Ze względu jednak na gorącą atmosferę związaną ze zrywem Solidarności elewom z kompanii szkolnej przedłużono pobyt w koszarach na czas nieokreślony. Tam zastał ich stan wojenny wprowadzony przez generała Wojciecha Jaruzelskiego.

13 grudnia 1981 roku żołnierze Batalionu Szturmowego nie zostali wyprowadzeni na ulice miast, aby pomagać w stłamszeniu Solidarności. Jako elita wojska zalegali na pryczach w koszarach, a sute wojenne racje żywnościowe zadziwiały swą obfitością nawet oficerów. Żyć nie umierać. Tak się wydawało.

Po kolacji 16 grudnia dowódca kompani szkolnej wydał rozkaz przygotowania do akcji. Żołnierzom wydano  bagnety oraz broń maszynową i po trzy magazynki ostrej amunicji czyli 90 naboi służących do zabijania wroga. Na młodych żołnierzy padł blady strach. Wiedzieli, że zostaną użyci przeciwko cywilom. Nie wiedzieli tylko, gdzie. Gdy w wiadomościach TVP podano informację o masakrze w Kopalni Wujek, niektórzy z nich płakali. Atmosfera gęstniała z minuty na minutę. Wszyscy spali w pełnym umundurowaniu z bronią pod poduszką.

O czwartej rano ogłoszono alarm bojowy, chociaż tak naprawdę chyba nikt nie zmrużył oka. Przerażenie młodych, niedoświadczonych żołnierzy sięgało zenitu. Zadawano sobie pytanie, dlaczego dowództwo ICH kieruje do tej bratobójczej walki, a nie doświadczone kompanie szturmowe?

Nie wiedzieli, że zgodnie z wojskową doktryną sowiecką zawsze do najgorszych zadań wysyłano w pierwszej kolejności tzw. „młode wojsko”. Ci zastraszeni, przerażeni, niespełna dwudziestoletni chłopcy ginęli najciszej. Starsi, doświadczeni żołdacy mogli skierować lufy karabinów przeciwko swoim dowódcom.

Około piątej rano kolumna samochodów wojskowych dojechała na lotnisko w podszczecińskim Goleniowie. Czekały już na nich bojowe helikoptery MI-8 oraz pułkownik milicji, prawdopodobnie komendant wojewódzki. Powiedział on na odprawie, że komandosi mają zdobyć wyspę stoczni Parnica. Strajkowało tam ok 2,5 tys ludzi i nie można było wysłać czołgów. Po ataku komandosów na stocznię miały uderzyć barki desantowe z wojskiem i ZOMO-wcami.

Mimo siarczystego mrozu  nikt z młodych żołnierzy nie czuł zimna. Pocili się ze strachu. Tym bardziej, że jeden z dowódców podobno zapowiedział, że „jak ktoś się cofnie, to dostanie kulkę w łeb”. Na odprawie okazało się, że na wyspie są magazyny Ligi Obrony Kraju z karabinkami sportowymi KBKS i rakietnicami. Dowódcy musieli sobie zdawać sprawę, że wystarczy jeden przypadkowy strzał na wiwat, aby młodzi komandosi strzelali na oślep ze strachu w stronę strajkujących stoczniowców. Mogło zginąć o wiele więcej niewinnych ludzi niż poprzedniego dnia w Kopalni Wujek.

Być może o to chodziło generałowi Jaruzelskiemu i Kiszczakowi. 16 grudnia rzucili na kolana Śląsk, a 17 grudnia miały paść zastraszone nową masakrą stocznie na całym wybrzeżu.

Tym razem jednak natura pokrzyżowała te zbrodnicze plany. Gdy helikoptery leciały już w kierunku śpiącego jeszcze miasta, nad stocznią pojawiła się niespodziewanie mgła, co jest wielką rzadkością o tej porze roku. Gęsta mgła opatuliła całą wyspę i helikoptery nie mogły lądować. Akcję odwołano, a następnego dnia stoczniowcy poddali się sami.

O tych dramatycznych wydarzeniach, poza uczestnikami, nie wiedział prawie nikt. Nawet stoczniowcy Parnicy do dzisiaj nie wiedzą, co im groziło, a IPN też nie zbadał tych faktów. Za to na kanwie tych wydarzeń powstał scenariusz filmowy, który wciąż czeka na realizację.

Andrzej Ficek

Artykuł ukazał się na portalu SuperPolska

28 thoughts on “Największa tajemnica stanu wojennego

  • Mam prośbę.
    Choć jeden dokument na poparcie tego „scenariusza”.
    Inaczej będzie kolejny film science fiction typu „Smoleńsk”. Zwłaszcza, że „nawet IPN tego nie zadał”.

    Odpowiedz
    • Szukaj w szafie Kiszczaka. Dokument chłopaku, gdzie ty żyjesz? Paliły się mądralo.

      Odpowiedz
      • Gdzie? Na pewno nie w wirtualnym świecie idiotycznych „scenariuszy” na poziomie SE lub Faktu.
        Mam nadzieję, że w przyszłości Strefa będzie bardziej dbała o poziom publikowanych materiałów.
        A szafa była Lesiaka, a nie Kiszczaka i dotyczyła spraw z lat 1992-95.

        Odpowiedz
        • Kogo Pan broni? Jaruzelskiego i Kiszczaka? 4 godziny rozmawiałam z uczestnikiem tych wydarzeń. Proszę wykazać idiotyzm tego artykułu.

          Odpowiedz
          • Pani Aniu mam pytanie.
            Z jakimi uczestnikami i jakich wydarzeń? Z żołnierzami, którzy mieli brać udział w tym „desancie”? Z ich dowódcami? Z kim? Czy ze stoczniowcami?

            Nawet w Gdańsku w czasie największych walk w grudniu 1981 wojsko nie otrzymało ostrej amunicji. Zamiast tego zwiększono ochronę magazynów broni.

            Pani rozmawiała z „uczestnikami”, a IPN do nich nie dotarł? Nikt tego nie wyciągnął ani w czasie żadnej rozprawy przeciwko twórcom Stanu Wojennego?

            I żeby było jasne. NIE BRONIĘ NIKOGO. Ani gen. Jaruzelskiego, ani gen. Kiszczaka. NIE ZGADZAM SIĘ natomiast na rozpowszechnianie mitów tworzonych w maglu. Kolejna „mgła” czy kolejny „zamach”.

    • Zadam więc pytanie mojego poprzednika: na jakim świecie Pan żyje? Rozprawy przeciwko twórcom stanu wojennego? To jakiś żart? Proszę mi wybaczyć, ale szkoda mi czasu na takie brednie.

      Odpowiedz
      • Odpowiem. W realnym świecie. Zarówno dziś jak i wtedy.
        16 grudnia razem z magazynierem ratowałem książki z magazynu Wydawnictwa Morskiego. Konkretnie dwa tytuły. Album „Solidarność” oraz „Wałęsa”. Te co ich nie zdążyliśmy wynieść skończyły w młynie papierni w Łapinie.
        Co tydzień w niedzielę o 17-tej bywałem w Mariackim przy kopii Obrazu Ostrobramskiego na spotkaniach RMP. Znałem Rybickich, Modzelewską i innych. Żyłem wtedy realnie tak jak i dziś. I naprawdę znam to z obu stron. Również wojsko znało to z różnych stron.
        Nie mam zamiaru prowadzić „dyskusji” publicznie.
        Brednie? Na dziś brednią jest ten „scenariusz”.

        Odpowiedz
        • To, co Pan pisze, ma się nijak do Szczecina. Ja 16 grudnia usiłowałam dojść do pomnika Stoczniowców. I co z tego?
          Może Pan wyrażać wątpliwości, ale nie twierdzić, że było inaczej i że są to brednie, bo akurat Pana tam nie było.

          Odpowiedz
          • Nie zauważyła Pani, że wyrażam wątpliwości? Proszę o choć jeden wiarygodny dokument tego dotyczący. I co dostaję? NIC.
            I jeden z dowodów na to, że to są brednie to fakt, że nie ma nic nawet w takiej instytucji zajmującej się „dekomunizacją” jak IPN.
            Co jak co, ale chyba w dzisiejszej sytuacji nie ma w tej instytucji osobników sypiących piasek w żarna „sprawdzaczy prawdziwej historii”.

  • Po co ta klotnia, Moglo tak byc i pewnie bylo. Sam w tym czasie sluzylem w wojsku od wiosny 1981 do wiosny 1983. Rezerwa ktora miala na jesien odejsc do cywila byla przetrzymana do stycznia 1982. Kazda jednostka a sluzylem wtedy w pulku lotnictwa mysliwskiego w Malborku, miala wydzielony poddodzial gotowy do ruszenia na wypadek wiekszych rozruchow. Samochody zaladowane amunicja ,. prowiatem i wyposazeniem czyli wsatnie gotowosci bojowej. My sami musielismy chodzic z bronia na okrago przez i dzni , nawet wydano nam amunicje , ale po kilku dniach zabrano. W nocy chodziliosmy patrolowac ulice Malborka z bronia i amunic ja jeden magazynek. Ci mlodzi tzw. koty byli nallepiej prezygotowanym oddzialem do desantu bo nie mogli za bardzo odmowic i byli totalnie przestraszeni przez tzw. kadre. Nas tez straszono co i rusz sadem wojennym, albo wrecz roztrzelaniem itp za nie wykonanie rozkazu. Stare wojsko wiedzialo ze oni sa nie do ruszenia, nie dali sie tak latwo zastraszac. Ja nie sluzylem w jednostce liniowej, ale robilismy wszystko tak jak nakazywl stan wojenny czyli wojna. Ci co sluzyli w liniowce mieli jeszcze gorzej. Czolgi ktore jechaly na Gdansk to nie byli zawodowi to byli tacy jak ja mlodzi ludzie, pobor wiosenny. Jak ktos niesluzyl wtedy w armii niech nie pisze bzdur. ze tak nie bylo ,bylo tak, jak chociazby pisze pani Ania. A te wszystkie pytania o dokumenty czy ipn. to jaks pomylka. Przeciez zyja ludzie ktorzy byli wtedy po obu stronach barykady. Ich sie trzeba pytac. Te pierwsze dni byly raczej mowiac po wojskowemu do dupy. potem sie troche opamietano, bo moglo by dojsc do buntu samej kadry oderwanej od domow i mieszkajcej kilka dni w swoich jednostkach. A to juz nie bylo takie cacy. . Zaraz jak sie zrobilo lzej w mojej jednostce sporo kadry zlozylo papiery o przeniesienie do rezerwy. A my prowadzac rozmowy „co dalej z to Polsko”, nie mielismy zamiaru umierac za nia . Bo to nie byla nasza Polska , tak samo jak i ta dzisiejsza nie jest nasza.

    Odpowiedz
    • To nie kłótnia. To prośba o chwilę rozsądku.

      Zgadzam się, że należałoby słuchać głosów z „obu stron barykady”. Z obu, a nie reagować że”oni kłamali i kłamią”.
      Ja mówię znając obie strony. W tym również tę wojskową. Znałem (dziś niestety już nie żyją) oficerów pełniących rolę komisarzy w zakładach pracy i wyciągających ludzi z więzień i aresztów. Sam osobiście jeździłem do okolicznych miejscowości by przekazać rodzinom informacje, gdzie znajdują się ich synowie. I wiedzieli o tym żołnierze zawodowi.

      Możecie znaleźć na fb wspomnienia ludzi, którzy wtedy odmówili wyjazdu do Gdańska, odmówili w trakcie służby zasadniczej. Człowiek z Gdańska trafił na trzy tygodnie do aresztu w Braniewie. I był wdzięczny za ten areszt bo nie musiał stawać z bronią naprzeciw sąsiadom i kolegom.

      A tak przy okazji, jak ktoś chciał podejść pod Stocznię 16 grudnia to czy pamięta kwiaty w lufach czołgów?

      W dalszym ciągu będę prosił o jakikolwiek dowód na to co zostało opisane w tym „scenariuszu”.
      Dlaczego? Bo przeraża mnie ostatnie zdanie: ” Bo to nie byla nasza Polska , tak samo jak i ta dzisiejsza nie jest nasza.”.

      Odpowiedz
      • To, o czym Pan pisze, nie ma związku z artykułem.

        Odpowiedz
        • Nie?
          Każda z tych rzeczy o których piszę jest do udowodnienia.
          W odróżnieniu od rzeczy zaprezentowanych w artykule.

          Odpowiedz
      • Dowodów, jest aż nad to. Wiadące hasło wiszace na scianach w koszarach. „niepodległej ojczyzny bedziemy bronić tak jak socjalizmu” chyba jakos tak to było napisane. Sorki ale ideologia pomieszana z ojczyzna, to nie moja bajka. Teraz rzadzi nami mniejszosc POPiS owska od 27 lat i co , zamiast wolnego narodu, swiadomego swojej historii i nie mam tu na mysli tysiacletniego chrzescijanstwa, wpedzono nas w niewolę, zalezni jestesmy od naszego „pana partyjno-koscielno-korporacyjnego”, szumowina siedzi przy korycie od tylu lat bo wszystko jest oparte na wyzysku, okradaniu i pozbawianiu wlasnej tozsamosci, wlasnosci, nas mieszkancow tej ziemi, przez ludzi , ktorzy dzierza wladze niby w naszym imieniu i niby dla naszego dobra. To nie jest nasza Polska, Polska wolnych dumnych ludzi.

        Odpowiedz
  • „….Junta rozpoczęła niezwłocznie pacyfikację strajkujących zakładów: już 13 grudnia około 12.30 spacyfikowano PPDiUR „Gryf”, dzień później rozpoczęto pacyfikację Stoczni „Warskiego” i „Gryfii”, 15 grudnia komuniści złamali strajk w „Parnicy”… z portalu edukacyjnego szczecińskiego IPN.
    Zupełnie więc nie rozumiem dlaczego w artykule napisano że gotowość bojową komandosów ogłoszono 16 grudnia, a akcja miała odbyć się 17 rano lecz uniemożliwiła ja mgła, gdy już od 2 dni Stocznia „Parnica” była spacyfikowana i zajęta przez ZOMO. Czyżby wojsko miało zaatakować milicję??? Ktoś ma bujną wyobraźnię lub nie ma pojęcia o chronologii tamtejszych wydarzeń…

    Odpowiedz
    • Wychodzi na to, że nie tylko o tym. Ale za to dobrzy są w s-f. Tylko kiepsko ze scenariuszami na poziomie „Gwiezdnych Wojen” (tych pierwszych). :D
      Dobrze przynajmniej, że ktoś zajrzał do kalendarium.
      Z pozdrowieniami Świątecznymi dla „obrońców mitologii” :P

      Odpowiedz
      • Mglista coś ta historia pisana na nowo:)

        Odpowiedz
        • Nie mglista, a głupia.
          Zastanawiam się co teraz myślą ci co twierdzili, że ja piszę bzdury. Ja? A im nie chciało się nawet spytać „wujka gugla”. Mimo, że sugerowałem zajrzeć do źródeł ;) :P

          Odpowiedz
  • Zastanawiam się czy właściciele Strefy Prestiżu będą mieli tyle odwagi by przeprosić za wprowadzanie w błąd czytelników?
    Bo raczej nie liczę na odwagę autora tych bredni.

    Odpowiedz
    • Panie Marku, i panie mister Edzie, dlaczego uwazacie , ze ktos kto pisze o tamtych czasach pisze bzdury. Ja podajacy sie z imieni i nazwiska, dal przypomnienia Zenon „Padre” Hroboni ja prawdę opisałem jak wyglądał początek stanu wojennego z dnia 13.12.1981 r. O godz. 06.00 ogłoszono alarm i pełną gotowośc bojową i trwał ten stan do swiąt, Nikt, ani Kadra ani my służba zasadnicza, nie bylismy wogole poinformowani co sie dzieje np. w stoczniach. To że Stocznie juz po 2-3 dniach były w rękach zomo lub wojska, nie wiedzielismy o tym. Powtarzam nie informowano nas o tym. Cały czas bylismy w SGB o ile wiecie co to znaczy. Prosze sobie poszukac stare regulaminy wojskowe i poczytac jak to wyglada. Pewnie i dzisiaj jest podobnie. Na wypadek wojny wojsko opuszca koszary i tak było , chociazby w 41 Pułku Lotnictwa Myśliwskiego w Malborku. To że ci mlodzi komandosi nie wzieli udziału w akcji , jakos trzeba było wytłumaczyc , ogolnie mgła, a nie ze sie stoczniowcy poddali. Drugi raz taki numer by nie przeszedł i mogło by dojść do odmowy wykonania rozkazu. A tak wogole po co bicie tej pany i czemu słuzy. GSP jest swietna i niech działa jak najwiecej.

      Odpowiedz
      • Autor odpowiada. Nazywanie czyichś wspomnień brednią, bo politycznie komuś nie pasują, jest lekko niegrzeczne.

        Odpowiedz
        • Szanowna Pani.
          Nie wie Pani absolutnie nic na temat tego co mi „politycznie odpowiada”.
          Przynajmniej nigdy publicznie nie wyjaśniałem swoich „poglądów politycznych”. Prosiłbym o pominięcie insynuacji na poziomie „aktualnie zarządzających krajem” i nie nakręcanie sytuacji, tym bardziej, że od ostatniej „odpowiedzi autora” minął prawie miesiąc.
          Prosiłem o jakikolwiek ślad dowodu. Co z faktem, że „wspomnienia” różnią się z dowodami IPN i historyków? Też się mylą?

          Odpowiedz
  • Przypomina się mem: „Udowodnij, że tak nie było!”.

    Zmieńcie grafikę, bo na niej jest Mi-17, a nie Mi-8, a do tego we współczesnym malowaniu i z opancerzeniem.

    Odpowiedz
  • Szczerze? Służyłem w latach 1980 -1982 w zasadniczej służbie wojskowej, w tym od wiosny 1981 w Szczecinie. Tak się złożyło, że stan wojenny zastał mnie w pułku. Ogłoszenie było o godz. 3.15 13 grudnia . Skąd pamiętam tak dobrze? Byłem jednym z dwóch żołnierzy służby zasadniczej kierujących alarmem. Co to oznacza? Że jeśli kolega był na urlopie to ja nie mogłem nawet wyjść na ” stałkę”. Amunicję wydano nam ostrą; trzy magazynki ostrej / w różnej kombinacji/ jeden ślepej. do tego świece dymne DM -1. Uczestniczyłem w obstawianiu Stoczni Warskiego, Elektrowni na Gdańskiej, zakładów odzieżowych na Wyzwolenia, Selfy na Ku Słońcu. „Zaliczyłem” także nieudany desant na Parnicę od strony wody ( z barek desantowych). Tam przeżyłem chwile, które śnią mi się co jakiś czas a włosy – mam ich coraz mniej – stają dęba. Moim zdaniem: wyjazd na misje, nawet te bojowe to ogromne obciążenie psychiczne ale wyjście z bronią na ulice i stanięcie na przeciwko sąsiadów, kolegów, rodziny pozostawia nawet nie ślad ale bruzdę w umyśle. Jednostki mojej już nie ma ale pamięć została.

    Odpowiedz
  • Masz rację wiem która jednostka miała w opiece Błędnik i Dworzec PKP , miałem też okazję widzieć posegregowane ulotki , gazetki … te są Wasze te są Nasze , prywatna kolekcja . Również byłem stałym bywalcem pod pomnikiem Sobieskiego w Gdańsku , wiem komu wywalczyliśmy lepsze jutro , dzisiaj już podchodzę z dużą rezerwą do tamtych dni , nie poszedłbym pod pomnik .Wiem co jest …Wasze a co Nasze i kto walczył o miejsce w pierwszym szeregu a nie o Polskę zresztą Wszyscy to wiedzą , ale nie każdy to przyjmuje do wiadomości .

    Odpowiedz
    • Gorzka prawda.Smutne to i przykre to,ale dla interesujacych sie historia-do nich naleze-to co pisze Janek ma niestety racje.Ja z perspektywy czasu tez juz nie wzialbym udzialu w zadnej hucpie gdzie rola mlodych to bycie ‚miesem armatnim’.Natomiast po ‚zwyciestwie’dzielenie lupow przez wierchuszke na zasadzie nam rodzynki wam zakalec vide porozumienie w Magdalence 1988 rok…W czasach gdy jest dostep do internetu pewnych rzeczy juz nie da sie ukryc,ani przypudrowac,ani udawac ze sie nie wie czy nie wiedzialo…
      Skoro o dostepie do netu wspomnialem to siegnalem do zrodla skad przedruk GSP i tam taki wpis;Carlo Paski
      Mocium panie, cymbał pisze… Dyletant, który to pisał, powinien się w łeb puknąć słownikiem ortograficznym i błagać polonistkę z podstawówki o korepetycje z zasad stawiania przecinków i pisania „nie” z przymiotnikami. Do desantu brali sprawdzonych chłopaków, którzy po 7-9 miesiącach służby byli tak naładowani ideologicznie, że żaden o płaczu by nie myślał…
      No nic… doczytałem do końca… dałem radę… Poczytaj panie autor nieco o przeznaczeniu JW 4101. Podczas wojny w samobójczych rajdach mieli za zadanie uniszkodliwienie (czyt. wysadzenie na terenie przeciwnika) wrogiej broni atomowej. Śmiesz pisać chmyzie, że ktoś z nich strzlałby w plecy swoim dowódcom? Scenariusz… chyba tragikomedii.koniec cytatu.
      A od siebie na koniec dodam tylko tyle,ze mnie jako kombatanta Grudnia’70 Stocznia Gdanska im.Lenina W-4 nikt nigdy nie powolal na swiadka/pomimo,ze sie o to upominalem w gdanskiej ‚S’ w latach rzadow AWS…/
      Nasze relacje byly spisywane w ’80 w Hotelu’Morskim’MKZ’S’ w dziale analiz spolecznych podleglych sp.Alinie Pienkowskiej ,gdzie kierownikiem byl Zbigniew Szczypinski wczesniej kadrowiec ze stoczni gdanskiej,a pozniej posel Unii Pracy…Borusewicz na 25lecie WZZ-etow w Muzem Morskim publicznie zaprzeczal zeby kiedykolwiek cokolwiek bylo rejestrowane w ’80 w podleglym mu MKZ/borsuk byl cytuje Lecha Walese;’Bogdan to nasze wewnetrzne SB,ja mu wierze…’koniec cytatu/.12.12.2019r. ogladalem w polskiej telewizji publicznej TVP1 film’Moja Solidarnosc’o porcie gdanskim .Tam m.inn.padaja slowa Andrzeja Michalowskiego,ze Bogdan Borusewicz i Bogdan LIs w maju’82roku wystapili w odezwie przeciwko protestom …Nie slyszalem o zadnym odniesieniu sie ze strony IPN do slow A.Michalowskiego.Tej instytucji wygodniej jest milczec.Jak juz to IPN sluzy jedynie do rozgrywek personalnych,a nie ustalania prawdy historycznej.Takie sa moje doswiadczenia z ta instytucja/celowo z malej litery/.Za Cat-Mackiewiczem ‚Tylko prawda jest ciekawa’,a do tej musimy dochodzic sami,konfrontujac ja miedzy soba.Tymi jeszcze zyjacymi swiadkami historii.Inaczej inni beda ja pisac o nas,za nas i tak jak im wygodnie…,stad chwala GPM,ze porusza’niewygodne’zdarzenia nawet jak okrywa je’mgla’…Moze kiedys mgla opadnie jak zostanie odtajniony Aneks WSI i zostana upublicznione wszystkie archwia IPN!Pozdrawiam serdecznie GPM.
      Ryszard Zbigniew Ostrowski Hamburg.

      Odpowiedz
      • Errata; oczywiscie nie GPM,a GSP sorry.

        Odpowiedz
  • Tak bylam w tym Gruniu 13–go w pociagu z Gdanska do Warszawy . Nagle uslyszalam przemowienie Jaruzelskego o Stanie Wojennym –ktos otworzyl radio . Z mysla ze uda mi sie wyleciec z Polski skierowalam sie na lotnisko Okecie w Warszawie .
    Juz po drodze zolnierze z bronia ligitimowali mnie ale dojechalam . Na lotnisku ogloszone ze zaden samolot nie wyleci i nie przyleci . Trzeba bylo zostawic bagaz w przechowalni i udac sie na stacje kolejowa . A byla sroga zimma i pelno sniegu . Z tamtad z powrotem do Gdanska pociagem .Tlumy byly w pociagu .Po kilku dniach pod strachem z Gdyni trzeba bylo ruszyc przez Szczecin noca do Wschodnich Niemiec przejsc przez granice i z Franfurtu wyleciec do Stanow . To byla przeprawa .

    Odpowiedz

Dodaj opinię lub komentarz.