Totart na jubileusz bez Sajnóga: historia smutna i dydaktyczna zarazem

O niefortunnym wydarzeniu. W załączeniu ulotka „popieraj metafizykę społeczną” przeznaczona do rozrzucenia podczas obchodów trzydziestopięciolecia Tranzytoryjnej Formacji Totart 22 lipca 2021 po 17:00 na dziedzińcu CSW Łaźnia 2 Nowy Port, ul. Strajku Dokerów 5 nadesłana przez Joannę E. Kabalę.

22.07 35. urodziny formacji Totart, Łaźnia 2

Kolejna feta totartowska przed nami. Grupa performerów, muzyków, poetów i artystów życia pod przewodnictwem Zbigniewa Sajnóga narobiła sporo szumu w szaroburych latach formalnej agonii komuny. Formalnej, bo wg wielu praktycznie komuna trwa i ma się dobrze do dzisiaj. Wp***lając mule u Leona towarzysze śmieją się nam prosto w twarz.

Formacja Tranzytoryjna Totart wykreowała indywidualności, które po rozpadzie zespołu są aktywne do dzisiaj. Z różnym efektem artystycznym, co oczywiste jak fakt inicjacji i namaszczenia przez Totart. Totart jest ważny i jego fetowanie ma sens, ale tegoroczne obchody 35-lecia założenia grupy będą się kojarzyć przede wszystkim z niesmakiem, którego źródłem jest całkowite pominięcie osoby Zbigniewa Sajnóga.

Sho[r]t: Film potrzebny, ale… TOTART czyli 30 lat metafizyki społecznej

Jak do tego mogło dojść?

Zbigniew Sajnóg nie został przez nas pominięty – kontaktowaliśmy się z panem Sajnógiem w sprawie Jubileuszu Totartu, niestety artysta odmówił aktywnego udziału w imprezie ze względów osobistych. Jednocześnie Zbigniew Sajnóg zapowiedział nam, że prawdopodobnie pojawi się na tym wydarzeniu, ale prywatnie, a nie jako uczestnik. Jako organizatorzy uszanowaliśmy ten wybór artysty i liczymy, że pojawi się na urodzinach Totartu w charakterze gościa. Co ważne cały program wydarzenia został zaproponowany przez członków grupy Totart – w odpowiedzi na nasze pytanie poinformowała nas Jadwiga Charzyńska, dyrektorka CSW Łaźnia, organizatora fety.

A jak sprawę widzi Sajnóg?

Nie konsultowano ze mną w jakikolwiek sposób organizacji owych obchodów, o imprezie dowiedziałem się pokątnie od kolegów. Jeden z przyjaciół poinformował mnie o liście osób z grona Totartu, które mają być przedstawione do nagrody okolicznościowej. Był oburzony faktem, iż mnie na tej liście nie uwzględniono i zapytał mnie, czy nie mam czegoś przeciw temu, aby zwrócił się o uzupełnienie tej listy o moją osobę. Odpowiedziałem: skoro nie uwzględniono, to nich już tak pozostanie.

Po tym organizator zadzwonił do mnie, zapraszając i pytając o to, czy przybędę, czy chcę wziąć udział w spotkaniu oraz w kwestii nagrody. Odpowiedziałem jw., uzupełniając, iż ponieważ mam wysoce krytyczną opinię o, mówiąc ogólnie, prowadzeniu spraw kultury w Gdańsku, o czym piszę i mówię, trudno byłoby mi przyjmować wyraz uznania od osoby, która ów stan rzeczy firmuje. To kwestia logiki, sumienia, tudzież „kwestia herbertowska”. (Nadto, gdy pięć lat temu przyjąłem rocznicową nagrodę przyznaną przez prezydenta Adamowicza, znosiłem niewybredne komentarze, dowodzące jak daleko jesteśmy od rozumienia rzeczy wspólnych etc. Nie chcę powtarzać tych nieprzyjemności). Zapowiedziałem jednak, że chętnie wezmę udział w spotkaniu, o ile – ze względu na sytuację osobistą – nie będę zmuszony do pozostania w domu.

Sieroty, outsiderzy i celebryci, czyli shine on you crazy diamond. Po projekcji filmu „Totart, czyli odzyskiwanie rozumu” na All About Freedom

Jednak, gdy otrzymałem oficjalne zaproszenie, po czym zapoznałem się z programem wydarzenia, zrodziła się we mnie niechęć do brania w tym udziału. Nie chcę kwestii rozwijać, bo nie chcę sprawiać komukolwiek przykrości, a nawet bardzo merytoryczne wyjaśnienie niechybnie dotknęłoby niektóre osoby. Myślę, że zapraszanie jako głównego wykładowcę na imprezę rocznicową osoby, która nie rozumie i nie akceptuje zjawiska, które ma prezentować, jest błędem w sztuce – zakończył Zbigniew Sajnóg.

Komentarz

Jubileusz Totartu bez Sajnóga to jak chód sportowy zamiast sprintu czy Led Zeppelin bez Roberta Planta itd. Doszło do kuriozalnego zdarzenia, aż nie wiem, jak odnieść się do sytuacji, w której anarchiści zachowują się jak biznesmeni. Szkoda, że Zbyszek nie zdecydował się na obecność, mógłby zaprezentować jakieś perfo lub zlać się im do środka (śmiech). Szkoda, że dawni towarzysze anarchiści nie ujęli się za kolegą, nie zwizualizowali sytuacji. A może chociaż jakieś Wish You Were Here w nawiązaniu do sytuacji oraz inspiracji Floydami i ich hołdem dla Syda? Nie dosłownie oczywiście, bo Sajnóg nie odleciał bezpowrotnie jak Barrett.

Brak Sajnóga na liście nagrodzonych to niestety chyba coś więcej niż faux pas. Zbigniew Sajnóg jest dyrektorem biura poselskiego Kacpra Płażyńskiego i konsekwentnym, twardym krytykiem gdańskiej władzy, szczególnie w zakresie szeroko rozumianej kultury i tożsamości. Nie owija w bawełnę, smaga biczem krytyki, składa swoje refleksje w system, patrzy z szerszej perspektywy (książka „Na przykładzie Gdańska”). To nie może podobać się władzy, bo też nie jest pisane, by się podobało, ale też nie powinno stanowić argumentu dla pominięcia Sajnóga. Gdańsk szczyci się mianem miasta wolności i dlatego „zapis na Sajnóga” martwi.

W tej smutnej historii błąd został popełniony na samym początku, gdy organizatorzy wydarzenia nie rozpoczęli od rozmowy z „Sajgonem”. Nie tylko dlatego, że był liderem formacji, ale do dzisiaj jest aktywny jako badacz i historyk kultury. Najzwyczajniej w świecie mógłby dużo wnieść merytorycznie do projektu. Cała ta historia jest smutna, tym bardziej że dotyczy… anarchistów! Niestety na emeryturze. Jedni, jak Konjo, na klaunadzie zarobili miliony, inni koniecznie chcą się ogrzewać nieustannie w świetle dawnych zasług. Są też na szczęście tacy jak Kabala i śp. Awsiej, którzy zachowali pion.

25-lecie Totartu, czyli Artyści, Wariaci i Anarchiści w podróży sentymentalnej

Twórcza niezgoda buduje, nie zgadzajmy się jak najbardziej, ale szanujmy się. Polityka jest wszędzie, wszystko jest polityczne, jak powiedział kiedyś Pasolini, ale boli mnie, gdy nie potrafimy unieść się ponad podziały i uznać zasług osób o odmiennych poglądach. Patrzę też ze smutkiem na wymazywanie z mapy świadomości zbiorowej najważniejszych dokonań trójmiejskiej kontrkultury. W 2015 r. Muzeum Sztuki Nowoczesnej z Warszawy i kurator Robert Jarosz przedstawili na Openerze wystawę „Nikt nam nie weźmie młodości! – jak sztuka i muzyka lat 80. stworzyły alternatywne Trójmiasto”. Obiecano, że wystawa miała być powtórzona w Gdańsku, już dla lokalsów i normalsów (na Openerze trzeba było słono zapłacić za wstęp). I co? I nic, do dzisiaj cisza, bo „nasi” kuratorzy są skłóceni z połową środowiska. Chlubą Pomorza była niegdyś sztuka krytyczna – i co? I nic. Itd., itd.

Artyści, tacy jak Sajnóg i Klaman, to rogate dusze i cieszmy się, że tacy są, bo to ich napędza i kreuje. Są doceniani w kraju i na świecie, ale u nas jest ich coraz mniej. Wymazywanie takich indywidualności to niepowetowana strata dla naszej kultury. Może ta ewidentna wpadka przy fecie Totartu nas czegoś nauczy? Może zaczniemy dostrzegać i rozmawiać z tymi, którzy mają bardzo inne widzenie świata, ale mają coś, czasami wiele, do powiedzenia? Bardzo bym chciał, by nastąpiło to poprzez kulturę i w moim mieście. Może spróbujemy?

Za: Piotr Wyszomirski  Gazeta Świętojańska

  • Nic w tym dziwnego. To dla PO-wskiego lewactwa, typowy przejaw tolerancji i propagowanego przez nich „szacunku dla odmienności”. Trochę jeszcze są w tyle za islamem, bo na razie nie mordują.

    Odpowiedz

Dodaj opinię lub komentarz.