Pandemia nie naruszyła przychodów prominentnych przedstawicieli gdańskiej nomenklatury gospodarczej w sezonie obrachunkowym 2020. Szczodrość Gdańska nie została zainfekowana koronawirusem. Najdrożsi menedżerowie spółek gminy Gdańsk zarabiają już rocznie ponad 340 tys. złotych.

W zarobkach gdańskich prezesów nie widać pandemii
W zarobkach gdańskich prezesów nie widać pandemii

Liderem tego zestawienia w ub. roku był prezes GIWK, Jacek Skarbek, którego przychody przekroczyły 350 tys. złotych. Blisko tej granicy był prezes GAiT, uprzednio polityk PO, Maciej Lisicki, którego wynagrodzenie w zarządzie spółki wzrosło od 2015 roku o 150 tys. zł. Z kolei radny z zastępu Aleksandry Dulkiewicz i koalicji zarządzającej Gdańskiem, Andrzej Stelmasiewicz, prezes zarządu i główny udziałowiec prywatnej spółki złożył niespodziewanie korektę oświadczenia za 2019 rok. Nie pominął godziwej pensji prezesa wynoszącej 440 tys. zł, ale pominął dochód z dywidendy. Wpisał… zero, a po roku przypomniał sobie, że to było ponad 800 tys. złotych!

Liderzy gdańskiej samorządowej strefy finansowego prestiżu zaliczyli kolejny bardzo udany rok – czyli podobnie jak wszyscy gdańscy podatnicy. W pierwszej czwórce najdroższych menedżerów są wytransferowani z polityki miejskiej do gospodarki komunalnej 3 byli wiceprezydenci Gdańska z ekipy Pawła Adamowicza: Maciej Lisicki, Andrzej Bojanowski i Wiesław Bielawski.

Drugiego na liście M. Lisickiego wyprzedził o 8 tys. złotych Jacek Skarbek, prezes Gdańskiej Infrastruktury Wodociągowo-Kanalizacyjnej. Łącznie z pracą w dwóch radach nadzorczych – Gdańskie Usługi Komunalne i Gdańskie Wody – oraz kontraktem menedżerskim wartym 315 tys. zł mógł zaksięgować w ub. roku 354 tys. złotych. Nieco więcej niż rok wcześniej i sporo więcej niż w 2018 r.

Drugi w tym zestawieniu Maciej Lisicki, prezes Gdańskich Autobusów i Tramwajów, spółki korzystającej z dotacji do komunikacji miejskiej, ale też sponsorującej sport zawodowy, podsumował rok na poziomie 346 tys. zł. W przeciwieństwie do innych prezesów nie zajmował się nadzorem nad żadną spółką – tyle po prostu wart był jego kontrakt menedżerski. To więcej o 9 tys. zł niż w 2019 i więcej o 28 tys. zł niż w 2018. Jeszcze w 2015 jako wiceprezes M. Lisicki miał 192 tys. pensji. Transfer z funkcji wiceprezydenta do biznesu miejskiego pozwolił politykowi PO, który wyróżnił się polewaniem wodą z miejskiego hydrantu drobnych kupców, na roztropne zaplanowanie kariery. Do dziś natomiast nie wiadomo, kto zapłacił za wodę, którą funkcjonariusz gminy zużył w celach propagandowych.

Rok 2020 był, jak każdy poprzedni, udany także dla innego b. wiceprezydenta Andrzeja Bojanowskiego. V oddział banku PeKaO Sa w Gdańsku, w którym wcześniej pracował, nie musi bać się o spłatę ponad 500 tys. zł kredytu na budowę domu o wartości 1,5 mln złotych. Jako prezes MTG SA, mimo flauty na rynku wystawienniczym, miał do dyspozycji 343 tys. złotych, z tego 314 tys. zł z kontraktu w MTG i 29,2 tys. zł z nadzoru nad pracą zarządu Portu Czystej Energii. Rok wcześniej zainkasował w sumie prawie 20 tys. zł mniej, czyli też nieźle. Poziom roczny 300 tys. zł utrzymywał też, będąc w urzędzie i łącząc pracę samorządowca z pracą w organach dwóch spółek miejskich, w tym MTG SA, której został w końcu prezesem.

Następny w zestawieniu jest kolejny były przedstawiciel kierownictwa gdańskiego samorządu. Wiesław Bielawski po odejściu w grudniu 2018 z fotela zastępcy prezydenta już w styczniu 2019 został dokooptowany do zarządu GIWK. Kilka dni po pogrzebie P. Adamowicza jego następczyni jako walne zgromadzenie spółki ustanowiła dla niego bardzo godne wynagrodzenie, co w gruncie rzeczy było naturalne, bo W. Bielawski w urzędzie zawsze świetnie zarabiał. Potrafił też dorobić jako juror w konkursie organizowanym przez interesariusza gminy, co nikogo nie bulwersowało w urzędzie. Za 12 miesięcy 2020 roku wiceprezes GIWK zarobił w sumie 341 tys. zł. Z tej kwoty 5 tys. zł to ostatnia wypłata z urzędu miejskiego, a na pozostałą kwotę składa się kontrakt menedżerski i dochód z dwóch rad nadzorczych: TBS Motławy i Gdańskich Wód. To więcej prawie o 30 tys. zł niż w 2019, gdy praca W. Bielawskiego kosztowała GIWK 192 tys. zł, urząd miejski jeszcze 76 tys. zł, a dwie rady nadzorcze – Motława i Gdańskie Usługi Komunalne – łącznie 46,5 tys. zł. Na poziomie roku 2020 był natomiast rok 2018. Zastępca prezydenta otrzymał 260 tys. pensji w urzędzie i 92 tys. zł z pracy w dwóch radach nadzorczych.

Nie posiadający doświadczenia w uprawianiu polityki miejskiej inni prezesi nie są już tak kosztowni dla Gdańska. Władający Gdańskimi Wodami Ryszard Gajewski zarządza tylko swoją spółką i w ostatnich 3 latach zarabiał od 298 do 332 tys. zł. rocznie. Następca rekordzisty miejskiego z lat ubiegłych, Alana Aleksandrowicza, w GARG-u, prezes Marek Ossowski też sięgnął pułapu 300 tys. To efekt kumulacji dochodów w spółce i radzie nadzorczej – najpierw GIS, potem Gdańskich Wód. Odpowiadający za Zakład Utylizacji – i zapach w Gdańsku! – prezes Michał Dzioba w ostatnich dwóch latach zarabiał średnio 276 tys. zł, o 15 tys. zł więcej niż w 2018. Poziom 200 tys. zł przekracza też Sławomir Kiszkurno, prezes Portu Czystej Energii, jego praca jest warta dla spółki rocznie 225 tys. zł, to znacznie lepiej niż wtedy gdy pracował jako dyrektor wydziału w gdańskim magistracie. Konsekwentnie na poziomie rocznym 200 tys. zł utrzymuje swój standing prezes Gdańskiej Infrastruktury Społecznej Aleksandra Krzywosz.

Interesujące jest oświadczenie majątkowe nowego prezesa spółki stadionowej Arena Gdańsk. Rafał Mańkus zarobił w ub. roku łącznie ze świadczeniem chorobowym ok. 140 tys. zł, ale… niemal drugie tyle, dokładnie 109 tys. zł to dochód z funkcji w radzie nadzorczej Gdańskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej, do której został wydelegowany przez A. Dulkiewicz na miejsce zajmowane przez lata przez Pawła Adamowicza, a wciąż zasiada w niej Iwona Bierut, dyr. wydziału polityki gospodarczej urzędu, która zajmowała się bezpośrednią sprzedażą miejskiego ciepłociągu i od blisko 15 lat korzysta z owoców swojej urzędniczej mitręgi.

Prawdziwym wydarzeniem sezonu gdańskich oświadczeń majątkowych wydaje się być natomiast korekta oświadczenia za 2019 rok złożona przy okazji oświadczeń 2020 przez radnego koalicji rządzącej Gdańskiem Andrzeja Stelmasiewicza. To założyciel i pierwszy prezes fundacji „Wspólnota Gdańska”, z którą gmina Gdańsk intensywnie współpracuje. To też aktywny uczestnik rozmaitych miejskich gremiów definiujących różne polityki kulturalne Gdańska. Radny A. Stelmasiewicz, główny udziałowiec i prezes prywatnej spółki prawa handlowego, w zeszłym roku wykazał, że zarobił 440 tys. zł., za to 90 proc. udziałów przyniosło mu zero złotych dywidendy. Po roku okazało się, że radny Stelmasiewicz, zapomniał o 800 tys. złotych, które otrzymał z podziału zysku. Za rok 2020 był już dokładny. Jego pensja jako prezesa wzrosła do 638 tys. zł, a dywidenda opiewa na 1,7 mln złotych. Sukces ten radny osiągnął w czasach polityki gospodarczej rządu Prawa i Sprawiedliwości, które konsekwentnie krytykuje.

wybrzeze24.pl

2 thoughts on “W zarobkach gdańskich prezesów nie widać pandemii

  • Myślę że o zarobkach powinno się dyskutować jedynie w wypadku gdy są zbyt niskie. Dążmy raczej do tego by więcej zarabiać, niż do tego by inni zarabiali mniej.

    Odpowiedz
  • Czy to prawda, że pan Lisicki objął to intratne stanowisko prezesa GAiT za namową Śp. prezydenta Adamowicza, by móc później wspólnie odsprzedać majątek spółki – zajezdnię w Brzeżnie, we Wrzeszczu oraz Kamienicę na ul. Jaśkowa Doliny? Odsprzedać jednej, znanej oczywiście w Gdańsku firmie deweloperskiej? Zajezdnię podobno planuje się przenieść na Ujeścisko w okolicy ul. Jabłoniowej, gdzie na tej wiejskiej dróżce korki są od rana do wieczora. Tłumaczeniem, bezsensownym zresztą, jest, że tamtym rejonie zamieszkuje już około 100 tysięcy osób i że w ten sposób zmniejszy się ilość tzw. pustych przejazdów do starych zajezdni. A co z pozostałą częścią, blisko 500 tys. mieszkańców Śródmieścia, Brzeźna, Nowego Portu, Wrzeszcza, Oliwy, Przymorza i innych dzielnic? Rejon planowanej zajezdni to w najlepszym przystanku, licząc łącznie z dzielnicą Chełm zaledwie 9 przystanków tramwajowych np. linii 2 a pozostałe 29 przystanki to inne dzielnice Gdańska.

    Odpowiedz

Dodaj opinię lub komentarz.