Gdy dzień zamienia się w noc

Polacy nie gęsi i swoje zaćmienia… mieli
W ponad tysiącletniej historii Polski całkowite zaćmienia Słońca (wyłączając obrączkowe) miały miejsce 17 razy. Chronologicznie były to zaćmienia z dnia (w nawiasie podano wybrane większe miasta i miasteczka, które objął stożek cienia):

  • 20 marca 1140 (Słupsk, Władysławowo, Hel)
  • 4 września 1187 (Gdańsk, Olsztyn, Warszawa, Białystok, Lublin, Lwów)
  • 26 czerwca 1321 (Włocławek, Leszno)
  • 16 czerwca 1406 (Szczecin, Kołobrzeg, Świnoujście)
  • 7 czerwca 1415 (Wrocław, Katowice, Kraków, Łódź, Kielce, Warszawa, Lublin, Białystok, Wilno)
  • 26 czerwca 1424 (Szczecin, Poznań, Toruń, Częstochowa, Łódź, Warszawa, Lublin, Lwów)
  • 16 marca 1485 (Zakopane, Stryj, Tarnopol)
  • 24 stycznia 1544 (Olsztyn, Płock, Sieradz)
  • 12 sierpnia 1654 (Słupsk, Gdańsk, Olsztyn, Siedlce, Biała Podlaska)
  • 23 września 1699 (Świnoujście, Piła, Radom, Zamość, Tarnopol)
  • 12 maja 1706 (Gdańsk, Poznań, Toruń, Wrocław)
  • 13 maja 1733 (Władysławowo, Hel, Braniewo)
  • 19 listopada 1816 (Słupsk, Bydgoszcz, Włocławek, Łódź, Warszawa, Rzeszów)
  • 8 lipca 1842 (Zakopane, Rzeszów, Przemyśl, Lwów)
  • 28 lipca 1851 (Gdańsk, Olsztyn, Warszawa, Białystok, Lublin, Tarnopol)
  • 19 sierpnia 1887 (Gorzów Wielkopolski, Poznań, Bydgoszcz, Toruń, Olsztyn, Suwałki, Wilno)
  • 30 czerwca 1954 (Suwałki, Sejny)

Jak widać z przytoczonych dat, wyjątkowym szczęściem do zaćmień mogą poszczycić się mieszkańcy nadbałtyckiej Polski, przez którą aż dziesięć razy przechodził pas całkowitego zaćmienia. Również centralne rejony kraju nie powinny czuć się tu specjalnie poszkodowane. Jak łatwo się domyśli, powyższa lista dotyczy tylko obszaru ograniczonego od północy brzegiem Bałtyku, od zachodu Odrą, od południa pasmem Sudetów i Karpat, a od wschodu granicami sprzed II wojny światowej (Kresy). Gdyby jednak uwzględnić historyczne zmiany terytorialne będące wynikiem wojen, unii i innych traktatów, jak chociażby epokę największego rozkwitu i zasięgu granic państwa w epoce kazimierzowskiej i jagiellońskiej („Polska od morza do morza”), poszerzyłoby to z pewnością powyższą listę o dodatkowe zjawiska.

Z wczesnych przekazów historycznych uwagę przykuwa całkowite zaćmienie Słońca z 7 czerwca 1415 roku, które w późniejszej relacji Jana Długosza (1415-1480) miało zaskoczyć Władysława Jagiełłę (1362-1434) podczas jego podróży na Litwę:

(…) W piątek po Oktawie Bożego Ciała, o trzeciej godzinie, w godzinie pacierzy Tercją zwanych, wielkie zaćmienie Słońca się objawiło, które jako zjawisko niespodziewane i nieznane Króla Władysława i wszystkich, którzy z nim jechali wpierw w wielkie zdumienie, a potem w bojaźń zabobonną wprawiło. Tak bowiem było wielkie, że ptaki nagłą ciemnością przestraszone na ziemi osiadły, a gwiazdy świeciły jak w nocy; tenże Król Władysław z powodu ciemności zmuszony był się zatrzymać i nie wcześniej mógł ruszyć naprzód, aż zaćmienie Słońca nie minęło. (…)

Dokumentacja zaćmienia Słońca z dnia 12 sierpnia 1624 roku, wykonana przez Jana Heweliusza
Dokumentacja zaćmienia Słońca z dnia 12 sierpnia 1624 roku, wykonana przez Jana Heweliusza

Zaćmienia Słońca, choć tylko częściowe, obserwowali też Mikołaj Kopernik (1473-1543) i Jan Heweliusz (1611-1687). Pierwszy z nich pozostawił krótkie zapiski, które kreślił w studiowanych w tym czasie książkach. Dotyczyły one zaćmień częściowych 29 marca 1530, 18 czerwca 1536, 18 kwietnia 1539, 7 kwietnia 1540 i 21 sierpnia 1541 roku, które widoczne były z siedziby astronoma we Fromborku. Podobne szczęście miał gdański astronom, któremu obserwację całkowitego zaćmienia z 1654 roku uniemożliwiły chmury, które zasłoniły całe niebo w chwili, gdy słoneczny dysk był mniej więcej w połowie zakryty przez Księżyc. Wcześniej uczony obserwował też zaćmienia częściowe 1 czerwca 1639, 8 kwietnia 1650, a później 30 marca 1661 roku, za każdym razem wyznaczając momenty początku i końca zjawiska.

Dnia 5 września 1793 roku, w trudnej sytuacji politycznej królestwa podczas burzliwego sejmu grodzieńskiego, dwór Stanisława Augusta Poniatowskiego wybrał się do Augustowa, aby obserwować zaćmienie obrączkowe Słońca. Królowi asystowali wtedy astronomowie Jan Śniadecki (1756-1830), założyciel Obserwatorium Krakowskiego, oraz Marcin Odlanicki Poczobut (1728-1810)
z Obserwatorium Wileńskiego.

Niezwykle ważne jest przypomnienie działalności innego polskiego astronoma, który w naszym kraju (będącym wtedy pod zaborami) dał początek badaniom heliofizycznym, a ogólniej astrofizycznym. Mowa o Adamie Prażmowskim (1821-1885), który poza rozległą wiedzą teoretyczną, był też świetnym konstruktorem przyrządów naukowych. Obserwacja całkowitego zaćmienia Słońca w 1851 roku (uczony przebywał wtedy w Wysokim Mazowieckim) skłoniła go do zbudowania przyrządu do pomiarów polaryzacji korony słonecznej. Poglądy na jej naturę były wtedy różne. Jedni uważali ją za przejaw atmosfery Księżyca, inni twierdzili nawet, że Słońce jest czarną kulą otoczoną gorącą koroną (plamy słoneczne miały być przerwami w koronie, przez które widać ów czarny glob). Prażmowski przypuszczał z kolei, że korona świeci światłem odbitym od Słońca i gdyby miał rację, jej światło byłoby spolaryzowane. Aby zweryfikować swoją hipotezę uczony zorganizował ekspedycję zaćmieniową do Hiszpanii (18 lipca 1860), gdzie za pomocą zaprojektowanego przez siebie polarymetru stwierdził polaryzację światła korony, a więc że świeci ona światłem pochodzącym od Słońca. Sam zainteresowany pisał:

(…) Dla wyznaczenia kierunku płaszczyzny polaryzacji światła korony słonecznej użyłem lunety z okularem ziemskim o powiększeniu 22-krotnym. We wspólnym ognisku obiektywu i okularu umieściłem obracalną płytkę z kwarcu nieco zabarwioną. Również obracalny pryzmat Nicola został zamontowany pomiędzy pierwszą a drugą soczewką okularu. Nie wpływało to na ostrość obrazów lunety. Jak w polaryskopie Arago, pole widzenia było podzielone na dwa barwne odcinki. Zabarwienie to powinno zniknąć, gdy linia podziału pola widzenia odpowiadała płaszczyźnie polaryzacji światła. W czasie zaćmienia całkowitego naprowadziłem Księżyc na środek pola widzenia. Wystąpiły żywe uzupełniające się barwy: czerwona i zielona. Ponieważ obrót pryzmatu Nicola w okularze dokoła jego osi nie dał żadnej zmiany barwy, światło korony słonecznej było więc światłem słonecznym odbitym pod kątem 45° od cząsteczek gazowych, spolaryzowanym w płaszczyźnie prostopadłej do profilu Księżyca. (…)

Pierwszy w historii dagerotyp zaćmienia Słońca autorstwa Johanna Juliusa Friedricha Berkowskiego
Pierwszy w historii dagerotyp zaćmienia Słońca autorstwa Johanna Juliusa Friedricha Berkowskiego

Jakby tego było mało, podczas tej samej ekspedycji naukowiec zauważył też brak polaryzacji światła protuberancji, co było dowodem na to, że świecą one samoistnie. Prace polskiego astronoma odbiły się szerokim echem wśród współczesnych mu badaczy natury naszej Gwiazdy Dziennej.

Zjawisko z dnia 28 lipca 1851 roku, poza inspiracją dla późniejszych sukcesów Adama Prażmowskiego, było też okazją wykonania pierwszego dagerotypu zaćmionego Słońca i jego korony. Dokonał tego prawdopodobnie nasz rodak ( przynajmniej sądząc po nazwisku) Johann Julius Friedrich Berkowski (1810-1892), który wraz z odpowiednim ekwipunkiem obserwował je będąc
w progach Królewskiego Obserwatorium Astronomicznego w pruskim wtedy Królewcu (Königsberg). Fotografię naświetlaną przez 84 sekundy wykonał za pomocą 6 cm refraktora zamocowanego na 16 cm heliometrze Fraunhofera. Zaćmienie obserwowano także z okolic Rozewia, Gdańska (na Biskupiej Górce) i Sopotu, Fromborka, Malborka, Kętrzyna, Węgorzewa, Giżycka, Łomży, Ostrołęki, Serocka i Zambrowa. W Warszawie, w której zaćmienie obserwowały zebrane na ulicach tłumy mieszkańców, również wykonano jego dagerotypy. Ich autorem był Karol Beyer (1818-1877). Ciekawostką jest fakt, że zaćmienie sprowadziło do naszego kraju wielu wybitnych astronomów tamtego okresu. Ich nazwiska mówią same za siebie: Carl Frederik Fearnley (1818-1890), August Ludwig Busch (1804-1855), Otto Wilhelm von Struve (1819-1905), a także Johann Gottfried Galle (1812-1910), który pięć lat wcześniej odkrył planetę Neptun. Zachowały się też zapiski Polaków będących w tym czasie poza krajem – astronom Marian Kowalski (1821-1884) obserwował zaćmienie na Zaporożu, geodeta Józef Chodźko (1800-1881) widział je w Osetii, a Telesfor Szpadkowski (1817-1903), budowniczy gubernialny miasta Warszawy, był jego świadkiem
w Dagestanie.Zaćmienie z 1851 roku z widokiem na Biskupią Górkę w Gdańsku. Obok zaćmionego Słońca widoczny Merkury (róg po lewej) i Wenus (na prawo), litografia z atlasu Karla von Littrowa (1811-1877)

Zaćmienie z dnia 19 sierpnia 1887 stało się inspiracją dla Bolesława Prusa (1847-1912), który zachwycony wrażeniami jakie wywołuje zmrok podczas dnia, osiem lat później umieścił opis zjawiska w słynnej powieści historycznej „Faraon”. Pomimo pochmurnego nieba w Mławie, gdzie wtedy przebywał, uniemożliwiającego bezpośrednią obserwację, pisarz w dwa dni po nim opublikował felieton w „Kurierze Codziennym”, w którym czytamy:

(…) Wy ludzie dobrzy nie sądźcie, że zupełne zaćmienie słońca, nawet przy dniu pochmur­nym, należy do tuzinkowych zjawisk. Ja także je widziałem w biednej Mławie przy chmurach, a owe półtorej minuty, przez które trwało, uważam za najszczęśliwszą chwilę w moim życiu. I jeżeli kiedy to w tym wypadku zrozumiałem dawny aforyzm, że kto chce poznać i od­ czuć naturę w jej cudach, musi przede wszystkim umieć czuć i patrzeć. W przeciwnym razie lepiej zrobi, nie podnosząc się na czas zaćmienia od stolika,
na którym „śrubują winta”. (…)

Opis tego samego zaćmienia podał również Stefan Żeromski (1864-1925), który obserwował je będąc w Szulmierzu, około 10 km na północ od Ciechanowa. Tam ku jego szczęściu panowała dobra pogoda. W swoich „Dziennikach” pisze:

(…) Wreszcie nadeszła chwila, że nastała ciemność absolutna i taka, że nie widać było nic o cztery kroki. Bydło idące na pole zaczyna ryczeć i zawracać do domu, na wsi pieją koguty, gwałtowny wicher obraca ramiona wiatraka z gwałtownością, szare obłoki nabierają barwy popiołu, później stają się brudnoczarnymi, wreszcie czarnymi jak sadze. Tę nieprzejrzaną ciemność, jaka piorunem spadła na cały widnokrąg, przeszywa ostry śpiew, zmieszany z płaczem: to kobiety wiejskie śpiewają przed figurą Matki Boskiej.  Co jednak było najwspanialsze, to to, że gdy na całej północno-wschodniej stronie panowała nieprzejrzana ciemność – w stronie Warszawy było naj­zupełniej jasno. Szulmierz leży na granicy pasa zaćmienia. Ale oto – po upływie 45 sekund światło wraca… Straszliwe, fantastyczne przedstawienie! Piekielnie drżą nerwy,  gdy na taką straszną przestrzeń – w ciągu jednej sekundy upada nie­ przejrzana noc. Nieoszacowana szkoda, że nie widać było fenomenu całego – przepadł widok korony słonecznej, gwiazd etc. (…)

Przed II wojną światową polscy astronomowie (w tym min. Tadeusz Banachiewicz, Stanisław Struzik, Stanisław Szeligowski, Kazimierz Kordylewski, Edward Stenz, Eugeniusz Rybka, Stanisław Andruszewski, Józef Witkowski, Włodzimierz Zonn, Stefan Piotrowski, Tadeusz Olczak, Fryderyk Koebcke), organizowali również zagraniczne ekspedycje do miejsc, gdzie miało dojść do całkowitego zaćmienia Słońca. Wystarczy wymienić zjawiska z dnia 29 czerwca 1927 roku do Laponii w Szwecji, 1 sierpnia 1932 roku w USA, 19 czerwca 1936 do Grecji, Syberii i Japonii. Bardzo ciekawym pomysłem na wykorzystanie zaćmień Słońca w pomiarach geodezyjnych, była idea Tadeusza Banachiewicza. Uczony rozumował, aby w przypadku zaćmień przebiegających na kilku kontynentach wyznaczyć możliwie dokładnie momenty II i III kontaktu (początku i końca fazy całkowitej), co pozwoliłoby obliczyć odległoś pomiędzy kontynentami z dokładnością do kilkudziesięciu metrów.

Polska ekspedycja zaćmieniowa do Laponii i chronokinematograf, który posłużył do badań szeregu kolejnych zaćmień (fot. J. M. Kreiner)
Polska ekspedycja zaćmieniowa do Laponii i chronokinematograf, który posłużył do badań szeregu kolejnych zaćmień (fot. J. M. Kreiner)

Ostatnie całkowite zaćmienie Słońca obserwowane było z obszaru Polski w dniu 30 czerwca 1954 roku.
W związku z tym, że zaczęło się w Ameryce Północnej, po czym powędrowało do Europy, a niej do Azji, nazwano je zaćmieniem trzech kontynentów. Pas całkowitego zaćmienia przebiegał w rejonie Suwalszczyzny, dokąd udała się rzesza nie tylko profesjonalistów, ale też i miłośników astronomii. Zawodowcom podzielonym na kilka grup obserwacyjnych (Suwałki, Sejny, Wiżajny, Trakiszki i Ogrodniki) przewodził Eugeniusz Rybka, a zacne grono astronomów uzupełniali min. Jan Gadomski, Józef Witkowski, Jan Mergentaler, Kazimierz Kordylewski, Konrad Rudnicki, Maciej Bielicki, Antoni Rybarski, Wojciech Krzemiński i Tadeusz Przypkowski. Pogoda tego dnia była bardzo zmienna i utrudniała prowadzenie obserwacji. Mimo tego, zbierając i kompletując materiał ze wszystkich stacji, udało się udokumentować przebieg zjawiska. Grupa uczonych z Torunia i Wrocławia, pod kierownictwem Wilhelminy Iwanowskiej, wyjechała w rejon północnego Kaukazu w ówczesnym ZSRR (dziś Rosja), jednak wyjątkowo zła pogoda uniemożliwiła tam jakiekolwiek obserwacje. Zaćmienie z 1954 roku było też pierwszym w Polsce zjawiskiem śledzonym z pokładu samolotu. Brak doświadczenia w tego typu obserwacjach, drgania i porywy strumienia powietrza na wysokości ponad 5 km, spowodowały, że zrealizowano tylko część zaplanowanych wcześniej obserwacji. Warto dodać, że z pomocą dwóch anten radiowych w obserwatorium Fort Skała pod Krakowem, przeprowadzono tego dnia pierwsze w kraju radioastronomiczne obserwacje zaćmienia Słońca.

Suwałki przed, w trakcie, i po zaćmieniu Słońca z dnia 30 czerwca 1954 roku na fotografiach Tadeusza Przypkowskiego
Suwałki przed, w trakcie, i po zaćmieniu Słońca z dnia 30 czerwca 1954 roku na fotografiach Tadeusza Przypkowskiego

Najbliższe całkowite zaćmienie Słońca w naszym kraju będziemy mogli obserwować dopiero 7 października 2135 roku, natomiast obrączkowe 13 lipca 2075 roku. Dla większości czytających te słowa nie pozostawiają one złudzeń, co do realnych możliwości ich obserwacji. Ale nie ma co załamywać rąk, tylko już dziś wpisać w wakacyjny grafik wyjazd do Hiszpanii lub północnej Afryki (Maroko, Algieria, Tunezja, Libia, Egipt) na dwa całkowite zaćmienia Słońca, które będą tam miały miejsce 12 sierpnia 2026 i 2 sierpnia 2027 roku. Fascynujące będzie szczególnie to drugie, gdyż w samym środku pasa znajdą się starożytne Luksor i Teby, z jednymi z najwspanialszych zabytków cywilizacji egipskiej – świątynią Hatszepsut, świątynią w Karnaku, kolosami Memnona, czy świątynią Ramzesa III. Dla tych, którzy się tam wybiorą, może to być symboliczne zmaterializowanie się cytowanej na początku tego eseju, literackiej wizji Bolesława Prusa. Zważywszy na wysokie prawdopodobieństwo doskonałej pogody i względną łatwość w dotarciu do rejonu pasa zaćmienia całkowitego, nadarza się doskonała okazja do spełnienia marzeń o samodzielnej obserwacji rzadkiego fenomenu przyrody.

Całkowite zaćmienie Słońca 21 sierpnia 2017 roku
Już pierwszy rzut oka na mapę przebiegu stożka cienia tegorocznego zaćmienia, daje do zrozumienia, że jest ono niezwykłe i nie bez powodu zyskało miano Wielkiego Zaćmienia Ameryki (The Great American Eclipse). Przebiega równoleżnikowo przez praktycznie całe Stany Zjednoczone, od stanu Oregon przez Idaho, Wyoming, Nebraskę, Kansas, Iowa, Missouri, Kentucky, Tennessee, Georgię, aż do Północnej i Południowej Karoliny. Pora roku dobrze rokuje odnośnie pogody, która przy odrobinie szczęścia powinna dopisać na większej części pasa zaćmienia całkowitego. Blisko jego środka znajduje się stolica muzyki country Nashville, gdzie bez wątpienia można się spodziewać licznych pielgrzymek o zupełnie różnym od muzycznego charakterze. Inne większe miasta w pasie to Salem, Kansas City, Saint Louis, Charleston, a we względnej bliskości strefy całkowitego zaćmienia znajdują się Portland, Salt Lake City, Denver, Oklahoma City, Memphis, Atlanta i Charlotte.

Amerykańska część pasa zaćmienia całkowitego z dnia 21 sierpnia 2017 roku
Amerykańska część pasa zaćmienia całkowitego z dnia 21 sierpnia 2017 roku

Sierpniowe zaćmienie będzie 22. zjawiskiem w ramach Saros 145. Co ciekawe, 21. zaćmieniem tego cyklu było wspomniane na początku tego eseju zaćmienie w Rumunii w 1999 roku. Szerokość pasa zaćmienia wyniesie tylko 115 km, w związku z czym faza całkowita będzie trwać maksymalnie 2 minuty i 41 sekundy. Chętni do wzięcia udziału w ekspedycji w ramach zorganizowanej grupy muszą się spieszyć ze względu na kończące się miejsca, a także ograniczony czas potrzebny na załatwienie niezbędnych dokumentów, z biletem lotniczym i amerykańską wizą włącznie. Dlatego też zapisy do grup zaćmieniowych prowadzone były już rok temu, kiedy istniała szansa na kupno znacznie tańszych biletów. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby do Stanów Zjednoczonych wybrać się samemu lub w gronie najbliższych przyjaciół. Tam po wynajęciu większego samochodu można spokojnie ruszyć w dalszą drogę. Trzeba jednak pamiętać, że ze względu na duże zainteresowanie zjawiskiem, aktualnie wysokie ceny biletów lotniczych i ich ograniczona dostępność mogą być dla wielu portfeli dużym wyzwaniem. Co do samego zaćmienia, wielu obserwatorów wybierze zapewne spokojne i mało zaludnione obszary położone z dala od dużych aglomeracji. Dla wielu gości z zagranicy podróż na kontynent amerykański będzie też zapewne okazją spędzenia dłuższego urlopu połączonego ze zwiedzaniem wspaniałych i licznych atrakcji przyrodniczych kraju.

Jak i co obserwować?
Zasady obserwacji zaćmień Słońca są podobne jak w przypadku tranzytów Merkurego i Wenus. Wokół tej kwestii narosło jednak wiele nieporozumień i przejaskrawień. Czytamy więc, że patrzenie na zaćmione Słońce może spowodować uszkodzenie lub utratę wzroku. Jest w tym racja, o ile obserwujemy je bez zabezpieczenia podczas fazy częściowej lub gdy zaćmienie jest obrączkowe. W tych przypadkach dociera do naszych oczu jego wciąż oślepiający blask. Ale i tutaj trzeba wyjątkowego samozaparcia, żeby pomimo rażącego światła nadal z uporem maniaka nie zakrywać wzroku. Podczas fazy częściowej należy więc założyć specjalne okulary zaćmieniowe, a w przypadku obserwacji za pomocą teleskopu, który zwiększa ilość dochodzącego do oka światła, wyposażyć go w odpowiednio silny filtr lub, po zamontowaniu specjalnego ekranu, obserwować metodą projekcyjną. Podczas fazy całkowitej zaćmienia można je jednak spokojnie obserwować gołym okiem i delektować się widokiem diamentowego pierścienia, pereł Baily’ego, korony słonecznej, protuberancji i rzecz jasna rozgwieżdżonego nieba. Obserwatorzy znajdujący się na wyższych wzniesieniach mogą też spróbować zaobserwować zbliżający się z zachodniego kierunku cień Księżyca, który stopniowo ogarnia oddalone elementy krajobrazu.

 Bezpieczne metody obserwacji zaćmienia Słońca, od lewej: okulary zaćmieniowe, projekcja na ekran, filtr obiektywowy
Bezpieczne metody obserwacji zaćmienia Słońca, od lewej: okulary zaćmieniowe, projekcja na ekran, filtr obiektywowy

Warto też w miarę możliwości zwracać uwagę na zachowanie się przyrody, głównie ptaków i zwierząt domowych. Dla nich nagła noc w środku dnia jest czymś zupełnie niepojętym, stąd mogą wykazywać dziwne zachowania. Piszący te słowa, podczas zaćmienia w Turcji, widział przysiadające na ulicach i chodnikach wróble, które zaskoczone wolały przerwać lot i głośne do niedawna jeszcze ćwierkanie. W upalny dzień podczas fazy całkowitej temperatura może spaść nagle nawet o kilkanaście stopni. Zrywa się wiatr, co jeszcze potęguje atmosferę tajemniczości, a nawet grozy. Inne charakterystyczne zdarzenia to zapalanie się witryn i reklam sklepowych, które automatycznie reagują na zmrok. Podczas fazy częściowej wszelkie niewielkie otwory, przez które przedostaje się światło słoneczne (np. przerwy pomiędzy liśćmi drzew), stanowią naturalnej camera obscura, przez co w miejscu gdzie pada obraz widzimy pomniejszone obrazy zakrywanej tarczy słonecznej.

Zwielokrotneiony obraz częściowo zaćmionego Słońca jako efekt camera obscura dzięki przerwom pomiędzy liśćmi
Zwielokrotneiony obraz częściowo zaćmionego Słońca jakoefekt camera obscura dzięki przerwom pomiędzy liśćmi

Wspaniałą pamiątką z obserwacji zaćmienia Słońca jest mozaika zdjęć przedstawiających rozwój zjawiska od I do IV kontaktu. Wykonuje się ją na nieruchomym statywie tak, aby zmieścić w kadrze początek fazy częściowej, w centrum kadru zaćmienie całkowite, oraz koniec całego zjawiska. Ostatecznego złożenia kilkunastu ekspozycji dokonuje się za pomocą programu komputerowego. Aby podkreślić walory estetyczne fotografii kadruje się ją tak, aby kolejne fazy zaćmienia ukazać na tle malowniczych elementów otoczenia – gór, jezior, formacji roślinnych, plaży. Niektórzy idą inną drogą, a mianowicie w ciągu dnia wykonują odpowiednio skadrowaną panoramę otoczenia, a w trakcie zaćmienia na dłuższej ogniskowej fotografują tylko tarczę słoneczną z zakrywającym ją Księżycem. Później, już w domowym zaciszu, dokonują złożenia wybranych klatek w pełną sekwencję przebiegu zjawiska i nanoszą ją na przygotowane wcześniej tło.

Mozaika z całkowitego zaćmienia Słońca w Turcji z dnia 29 marca 2006 roku (fot. Stefan Seip)
Mozaika z całkowitego zaćmienia Słońca w Turcji z dnia 29 marca 2006 roku (fot. Stefan Seip)

Wiele osób jeździ na zaćmienia traktując je jako hobby. Ich życie rodzinne i zawodowe podporządkowane jest rytmowi kolejnych zjawisk. Znajomość przyszłych zaćmień pozwala tak dopasować grafik pracy i innych obowiązków, aby mieć wystarczająco dużo czasu na zebranie niezbędnych funduszy, wymaganych dokumentów, przygotowanie zaćmieniowego ekwipunku. Można powiedzieć, że zaćmienia stały się dla nich sposobem na życie.

Zamiast zakończenia, czyli nic nie trwa wiecznie
Fascynujący fenomen przyrody, jakim jest całkowite zaćmienie Słońca, niestety będzie miał kiedyś swój kres. Nie wydarzy się to jednak szybko, bo dopiero za około 560 milionów lat. Oddalający się wciąż od Ziemi Księżyc (ok. 3,8 cm rocznie) będzie miał wtedy zbyt małe rozmiary kątowe, aby całkowicie zakryć tarczę słoneczną, nawet przy idealnych warunkach (Ziemia w aphelium, Księżyc w perygeum). W tym samym czasie Słońce również trochę się powiększy, co dodatkowo spotęguje niekorzystny z naszego punktu widzenia efekt. Ostatecznie więc, wszelkie zaćmienia całkowite staną się obrączkowymi i nie będzie od tego odwrotu. Nie ma się jednak czym przejmować, gdyż dla nas, ludzi XXI wieku, oraz mieszkańców Ziemi w przyszłych stuleciach i tysiącleciach, wciąż dane będzie podziwiać jeden z najwspanialszych cudów Matki Natury. To on, przez kilka minut fazy całkowitej, czyni z nas newralgiczny i niezmiernie ważny element tej astronomiczno-geometrycznej układanki. Ważny dlatego, że za pomocą zmysłów możemy świadomie napawać się widokiem spektakularnego kosmicznego zbiegu okoliczności, badać go, czerpać osobistą satysfakcję, szukać inspiracji, czy ładować wewnętrzne akumulatory na nadchodzący czas. Warto wykorzystać ten niewątpliwy przywilej i choć raz wybrać się do pasa całkowitego zaćmienia. Będzie to z pewnością jedno z najbardziej niezapomnianych wspomnień w naszym życiu.

Przemysław Rudź – Polska Agencja Kosmiczna – Gdańsk

 artykuły powiązane:

Pasja, która zmieniła moje życie

Parę słów o zaćmieniach

 

7 myśli na temat “Gdy dzień zamienia się w noc

  • Jako były autor dokładnie znam uczucie, kiedy nikt nie komentuje. Czasami trudno uwierzyć w statystyki. Mój najlepszy tekst miał 20.000 vievs – tyle co rozmowa z pewnym gangsterem. Przypisywałbym ten ruch botowi, gdyby nie dyskusja, która była dłuższa dwa razy niż mój pierwotny tekst.
    Postanowiłem skomentować zatem, żeby Autor miał świadomość, że te 101 vievs (tyle jest jak to piszę) to przynajmniej jeden czytelnik (czyli ja). Oczywiście nie doszedłem do końca tekstu. Jestem profanem, który codziennie patrzy w niebo i nic z niego nie rozumie. Nie należę do grupy fascynatów, którzy potrafią narysować sobie na niebie Gwiazdozbiór Kasjopei w pochmurną noc.
    Oczywiście rozumiem zamysł – jak będzie na zbyt niskim poziomie merytorycznym – Strefa będzie postrzegana jako miejsce dyletanckich tekstów. Ale może warto zawalczyć o takiego czytelnika jak ja – nauczyć go podstaw zanim “zabije się” go cytatem z Faraona. Mam nadzieję, że ktoś poza mną też chciał kiedyś zrozumieć takie poważne teksty na Strefie. Czego Autorowi (i sobie) życzę.
    To bardzo gdański temat – w końcu kosmos jest w Gdańsku, a Gdańsk jest w kosmosie 🙂

    Odpowiedz
  • Wielce czcigodny Marku,

    nie wiem skąd się wzięła Twoja dygresja na temat mojego rzekomego fatalnego stanu ducha wywołanego brakiem komentarzy pod tekstem. Otóż chciałbym Cie zapewnić, że nie jestem patologicznym łowcą komentarzy, nie siedzę przed ekranem komputera zliczając z wypiekami na twarzy kolejne “lajki” i “kliknięcia”. Pogodę ducha mam w dniu dzisiejszym na poziomie 9.5 w skali 10-stopniowej, co jest chyba niezłym wynikiem. Post pojawił się zresztą chyba wczoraj, dajmy mu więc okrzepnąć, może publikacja na FB też coś pomoże. Nieważne. Taka jest specyfika tekstów popularnonaukowych, które w przeciwieństwie do informacji bieżących trafiają tylko do ograniczonego grona odbiorców, co jest rzeczą normalną. Co do poziomu trudności, muszę się tutaj zdać na czytelników, którzy jeśli zechcą, to podzielą się opiniami. Starałem się maksymalnie rzecz uprościć, a nawet dla lekkości przekazu zbeletryzować. Nie mogę niestety za bardzo trywializować, bo po prostu trzeba do lektury pewnych tekstów posiadać albo już pewien poziom podstawowej wiedzy, albo determinację, żeby w międzyczasie coś doczytać. Oczywiście możliwym jest, że nie potrafię należycie tłumaczyć, co byłoby moją osobistą porażką jako autora literatury popularnonaukowej. Jest też jeszcze jedno wyjście – dopytać o wszelkie niejasności autora, czyli mnie 🙂

    Tekst natomiast jest oczywiście tekstem oryginalnym, tyle że podanym w nieco innej postaci graficznej. Został opublikowany za moją pełną wiedzą i aprobatą. Na koniec jestem podpisany włącznie z podmiotem, który zawodowo reprezentuję i który umożliwia mi pracę nad tego typu treściami. Ten sam tekst ukaże się też niebawem w dwumiesięczniku “Urania. Postępy Astronomii”, a jeśli bozia pozwoli jeszcze w kilku innych miejscach. Mam w tym względzie pełne błogosławieństwo przełożonych, aby za pomocą mediów społecznościowych nieść kaganek astronomicznej oświaty wśród rodaków w kraju i zagranicą. Strefa ze swoją poczytnością i zasięgiem oddziaływania nadaje się do tego doskonale. A tak poza tym, to kiedyś będzie z tego książka 🙂

    Pozdrowienia,
    Przem

    ps. Gdańsk powinien domagać się przywrócenia astronomii do przestrzeni i debaty publicznej. Spuścizna Heweliusza, centrala PAK, Hewelianum i plany budowy nowoczesnego planetarium, obserwatoria szkolne i kilka innych pomysłów na inicjalnym etapie realizacji, to dobry kierunek. Oby tylko wystrzegać się “kosmicznie” żałosnych miejskich instalacji, jak ta sprzed bodajże 2-3 lat, która na Targu Węglowym o mało nie zabiła człowieka, bo że niczego o kosmosie nie nauczyła to pewne. Tak to już bywa, że czasem kosmos wali się komuś na łeb. Tylko żeby nie odbywało się to z kieszeni podatnika.

    Odpowiedz
  • “od babilońskiego słowa sāru, oznaczającego 3600 lat”
    Chyba chodzi o 3600 dni?

    Odpowiedz
    • Racja! Generalnie słowo to oznacza liczbę 3600, czyli w dniach mniej więcej połowę okresu saros. Gratuluje spostrzegawczości. Dni, nie lata 🙂

      Pozdrowienia!
      PR

      Odpowiedz
  • Tafiłam na ten artykuł dopiero teraz. Wspaniały, dziekuję!

    Odpowiedz
    • Dziękuję za dobre słowo 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *