My wykształceni z wielkich ośrodków kontra średniowieczne prawackie wsioki
Czy gdański liberalizm to puste hasło dla wybranych, podczas gdy reszta mieszkańców tonie w błocie niedokończonych inwestycji? Analizujemy najnowszy popis „elit” w Radiu Gdańsk w likwidacji, który pokazuje, jak głęboka przepaść dzieli teoretyków z uniwersytetu od codziennych gdańskich problemów. To nie jest tekst o politykach, to tekst o rzeczywistości, której salon nie chce dostrzec.

Bardzo ciekawą rozmową przeprowadziło nasze Lokalne Radio w Likwidacji z profesor Uniwersytetu Gdańskiego przedstawiającą się jako „politolożka”
Czegóż to mogliśmy się tam dowiedzieć? Parę ciekawych rzeczy, które jednocześnie utwierdziły mnie w przekonaniu, że stopień odklejenia od rzeczywistości naszych lokalnych elit jest na stale wysokim poziomie. Przede wszystkim należy się tu skupić na punkcie wyjścia do tej rozmowy, którym była…. wzmożona aktywność skrajnie prawicowych polityków w Trójmieście. Madmoiselle Politolożka, wraz z oficerem frontu serdecznościowego prowadzącym rozmowę, postanowili wspólnie pojojczyć nad tym, jak bardzo źli ludzie zaczynają się u nas na kwadracie pojawiać. Jednocześnie, odmieniali przez chyba wszystkie przypadki wielkie słowa typu liberalizm, solidarność, otwartość i inne klasyki gatunku codziennie serwowane nam przez uśmiechniętych ludzi z przypiętymi serduszkami.
Jako że stopień naukowy pani profesor sugeruje, że ta zna się na politykowaniu, z ogromną chęcią udzieliła nam na ten temat wykładu, przedstawiając między wierszami jak wyjątkowo niechcianym gościem jest tu każdy, kto ma czelność przedstawiać odmienny światopogląd od tego słusznego.
Odnosiła się tu między innymi do:
- Spotkania Roberta Bąkiewicza i Ruchu Obrony Granic w Gdyni
- ️Różańca pod szpitalem na Zaspie (w sprawie aborcji przeprowadzanych w tamtej placówce)
- ️Planowanego marszu „Polska za Pokojem” środowisk G. Brauna
- braku zgody UG na spotkania studentów z politykami PiS w konwencji znanej w Stanach pod nazwą „Zmień moje zdanie”

I jakby ktoś się pytał, to nie – nie było to odnoszenie się w sposób zdystansowany i totalnie neutralny, o czym już świadczły jej pierwsze słowa w odpowiedzi na to, kiedy prowadzący rozmowę nawiązał do powyższych:
„Wszyscy nasi słuchacze chyba wiedzą i zdają sobie sprawę z tego, że Trójmiasto zawsze było oknem na świat i było tym miejscem najbardziej opozycyjnym według wszelkich narzucanych schematów, form autorytaryzmu i zamordyzmu”, po czym gładko przeszła do celów wyżej wspomnianych polityków i ich popleczników, tworząc ewidentne powiązanie, że oni = autorytaryzm i zamordyzm, który chce się odrodzić w prekampanijnym czasie.
Następnie, rozmówczyni z wyraźnie dużą troską wspomniała, o co jest ta gra:
„W ramach przypomnienia, sprawdziłam sobie, z jaką przewagą przegrał pan Karol Nawrocki – prezydent Karol Nawrocki – w Gdańsku, no i spośród wszystkich głosów oddanych przez gdańszczan, uzyskał niespełna 30% […] i to też jest symboliczne dla działań Bąkiewicza, Brauna, Jakiego, Czarnka i wszystkich innych polityków związanych z prawicą i skrajną prawicą.
Mówiąc kolokwialnie, próba odbicia Gdańska z tych przyczółków liberalnych, liberalnego myślenia – ale nie takiego myślenia szufladkowanego, tylko liberalnego myślenia opartego na wolności wyboru, na autentycznej wolności wyboru, którą każdy z obywateli posiada.”
Najbardziej rozczulił mnie jednak ten fragment, pokazujący co tam dokładnie się dzieje:
„Myślę, że opór taki środowiskowy, intelektualny, umysłowy, obywatelski, dotyczący spotkań z politykami tej prawej strony, agitującymi za pewnymi schematami działania, za tym, żeby głosować konkretnie na prawą stronę polskiej sceny politycznej, myślę, że tutaj będzie wśród mieszkańców Trójmiasta dość duży opór. Albo i szerzej – Pomorza […] – bo inaczej zachowują się duże miasta, inaczej mieszkańcy małych miast i wsi, natomiast opór jest na tyle duży, że w mojej ocenie, takie działania [jak wyżej wspomniane] są nieskuteczne i będą nieskuteczne w dłuższej perspektywie.”
Jak więc sami rozumiecie – Gdańsk wraz z przyległym obszarem jest liberalny, serdeczny, otwarty i inkluzywny, ale … bez przesady. Zwróćcie uwagę na tworzenie jasnego podziału na prawicę i skrajną prawicę versus środowiska intelektualne, umysłowe i obywatelskie. Dodajmy jeszcze do tego nawiązanie do różnic między dużymi miastami, a miasteczkami i wsiami, i co otrzymujemy?
Stary dobry podział na 'my wykształceni z wielkich ośrodków’ kontra 'średniowieczne prawackie wsioki z wąskimi horyzontami intelektualnymi’. Tyle z grubsza mogliśmy się dowiedzieć od Pani Teoretyk, która swoją wiedzę o społeczeństwie zdaje się w dużej części czerpać przede wszystkim z pasków dezinformacyjnych TVN i TVP.
Droga pani Politolożko, a gdzie był cały ten gdański liberalizm, wolność wyboru i wolność myślenia kiedy:
- Mieszkańcy gęsto zaludnionych dzielnic latami nie mogą doprosić się o kawałek chodnika, czy asfaltu?
- ️Głos rad dzielnic będących najniższym, a zarazem najbliższym ludziom szczeblem samorządu, jest codziennie wyrzucany na śmietnik?
- ️Odcina się tysiące ludzi od jedynej pieszej i tramwajowej przeprawy wyspy, na której mieszkają, mówiąc „sorka, to nie nasza wina”?
- Buduje się żłobki pośrodku niczego i każe rodzicom z małymi dzieciaczkami albo zasuwać doń polem, albo drogą, która nie ma chodnika i wygląda jak po bombardowaniu?
- Tysiące gdańszczan uczciwie musi pracować na swoje wypłaty i latami zasuwać na swoje dyplomy, podczas gdy ci bliżej „korony” po prostu sobie te załatwiają na lewych uczelniach i dalej rządzą miastem?
- ️Deweloper źle projektuje osiedla, powodując szkody w infrastrukturze miejskiej, a nieświadomi gdańszczanie kupują tam mieszkania i są przez miasto za wszystko obwiniani, obarczani kosztami i pozostawieni sami sobie?
A to jest tylko czubek góry lodowej i tylko i wyłącznie nawiązując do ostatniego roku. Pół poranka mógłbym jeszcze to wymieniać, ale wydaje mi się, że już wystarczająco dosadnie zaznaczyłem o co mi tu chodzi. Gdyby ktoś dalej tego jednak nie rozumiał, to zrobię wyjątek i napiszę.
Chodzi mi o stopień odklejenia tzw. elyt, które reprezentuje Madmoiselle Profesor.
Jak bardzo ich teoretyczny świat znany z baśni i pieśni mainstreamu rozmija się z rzeczywistością. Jak wybitnie mocno nie kumają, że Gdańsk o którym regularnie piszą i mówią, to Gdańsk, który istnieje głównie w ich wyobrażeniach. Na papierze. No, ale jak wspomniałem: dla wielu z nas nie jest to absolutnie żadna nowość, a jedynie potwierdzenie tego, co już widzieliśmy.
Osoby z tzw. „skrajnej prawicy” (bo według gdańskich elyt w sumie chyba i tak innej nie ma) nie pojawiają się znikąd. One, pani Politolożko, nie są przyczyną, a skutkiem tego, do czego w wielu aspektach ten zbankrutowany światopogląd reprezentowany przez te rzekomo liberalne i rozpływające się nad swoją wspaniałością gdańskie elity doprowadził.
To wy sami zapraszacie Braunów, Bąkiewiczów i innych Czarnków do miast jak Gdańsk, czy Gdynia, latami pokazując, że nie tylko nie macie pojęcia co tu się dookoła was dzieje, ale wy nawet tego pojęcia nie chcecie mieć.
To, że wbrew czarowaniu przez was rzeczywistości znajdują tu coraz więcej zwolenników, wynika z nieróbstwa, skrajnego zamknięcia się na jakiekolwiek inne poglądy, braku głębszych analiz socjologicznych i ciągłego rozmijania się waszych obietnic z faktami. Sami sobie to piwo warzycie, a później zdziwienie razem z redaktorem, że ktoś zaczyna je pić.
Jeszcze co do zdjęcia, które jest użyte w ilustracji tego felietonu.
Wyobraźcie sobie, że ono jest w 100% prawdziwe i cyknąłem je grubo ponad dekadę temu. Przedstawia ono stos dyplomów wrzuconych do śmietnika na korytarzu jednego z wydziałów Uniwersytetu Gdańskiego. Dostrzegłem tę scenkę czekając na jedno ze spotkań seminaryjnych, kiedy to robiłem tam jeszcze swoją magisterkę. Podobnie jak rozmowa, do której odnoszę się powyżej, nie sprawiło to, że dowiedziałem się rzeczy, o których istnieniu nie wiedziałem wcześniej. O nie nie. To jedynie ugruntowało mnie w tym, że świat przedstawiany nam przez tak zwany mainstream, to kolos na glinianych nogach. Był to kolejny mały kawałek większej układanki, który akurat wtedy wpadł mi w ręce.
A czymże jest ta układanka? ️
Opowieścią o pewnym miejscu. Miejscu, gdzie obiecuje się ludziom piękne życie po studiach, kiedy w realu kończy się na etatowym wysyłaniu CV, bo nikt niczego sensownego nie oferuje młodym na start. Miejscu, w którym uczelnie są przedstawiane jako ośrodki krytycznej wymiany myśli każdego z każdym, a okazują się być od tego tak dalekie, jak tylko się da. Miejscu, które jak te opowieści pani Psycholożki, istnieje jedynie w głowach odklejonych od rzeczywistości elit….
I jeszcze mała notka dla mniej spostrzegawczych:
Mnie absolutnie nie chodzi o jakiegoś Brauna, Czarnka, czy nie daj Boże Bąkiewicza. Jakby ci ludzie raptownie gdzieś dziś zniknęli, nawet bym specjalnie nie wzruszył nad tym wydarzeniem ramionami. Tu chodzi przede wszystkim o to, jak daleko odeszli od przeciętnego obywatela ci wszyscy profesorzy, radni, prezydenci, rezydenci, dyrektorzy, czy ministrowie.
A odeszli ojjj odeszli daleko. Szkoda tylko, że tak wielu ludzi ciągną za sobą w tę stronę. Ktoś złośliwy powiedziałby, że jest to ciągnięcie na dno, ale… jaka to wielka radość, że ja przecież złośliwy nie jestem.
Wybaczcie, że tak długo, ale chyba bym się rozchorował, jakbym nie napisał.

