Kto jeszcze wierzy w słonie?

W cieniu niedawno zakończonego Gdańskiego Tygodnia Demokracji, gdzie tubylczy i zagraniczni specjaliści prześcigali się w definiowaniu tegoż ustroju i miarkowaniu, jak zastana rzeczywistość do niego pasuje, wybucha znowu afera z budżetem obywatelskim (BO) w roli głównej. Jak na złość nie chce się on wpisać w demokratyczny ład naszego księstewka, a to za sprawą systemu liczenia głosów, który dziurawy jest jak onuca weterana kampanii napoleońskiej. Już 2 lata temu w dziwny sposób z puli oddanych głosów zniknęło ich 30 tysięcy, a raban jaki się zrobił wymusił dodatkowe głosowanie nad już rozlanym mlekiem. Miało być lepiej, że to niby operator programistyczny to ogarnie, poprawi i będzie cacy.

przeczytaj:

Tymczasem dziś można głosować przy pomocy chyba jeszcze bardziej nieszczelnego systemu, który nie weryfikuje w zasadzie nic, tak że mogą głosować nawet noworodki, można sprawdzać, kto już i jak głosował, a jeśli nie głosował, to można za niego ów głos oddać na dowolnie wybrany projekt. Ponad tydzień temu nasza Księżna poinformowała publicznie, że z radością wzięła już udział w głosowaniu w budżecie obywatelskim. Okazało się jednak, że coś się nie zgadza, bo system w rękach dociekliwego dziennikarza nie potwierdził tej deklaracji. Umożliwił jednak w ramach opisanej w artykule prowokacji zagłosowanie w jej imieniu na jakiś projekt ochrony zwierzaków. Na takie dictum magistrat poinformował o skandalu i prawdopodobnym skierowaniu sprawy do sądu przeciwko… dziennikarzowi.

W takich oto okolicznościach idea budżetu obywatelskiego, jako jednego z niewielu dostępnych w Polsce rozsądnych narzędzi demokracji bezpośredniej, w cudowny sposób została w enklawie rodzimej demokracji sprowadzona ad absurdum. Coś jak w opowiadaniu Mrożka, w którym młodzież w prowincjonalnym zoo po entuzjastycznej reakcji na widok ogromnego słonia, który niespodziewanie nagle zaczął się unosić, bo pękła linka trzymająca dmuchanego kolosa na ziemi, od tego wszystkiego sfrustrowana zaczęła pić wódkę i palić papierosy. No, bo w słonie to już na bank nie wierzy. To samo z BO…

Przemysław Rudź

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *