Najpiękniejszy koniec świata

Lofoty, widok na miasteczko Reine

Chociaż maturę zdawałam z geografii  (dawno temu) i wydawało mi się, że wiedzę o świecie posiadam, zasobną (hehe…) to jednak istnienie Lofotów dotarło do mojej jaźni zaledwie kilka lat temu. Zdarzyło się to w czasie maratonu opowieści wędkarskich zapodawanych a to przez Jego Wysokość małżonka, a to przez kolegów szkolnych…..Ktoś powiedział, że Lofoty są przepiękne i tak ziarno zostało zasiane….

Lofoty leżą na końcu świata, a na pewno na skraju Europy. Jest to archipelag na północy Norwegii wcinający się stukilometrową  kosą w wody Atlantyku. Złożone zasadniczo z sześciu większych i dwóch mniejszych wysp są Lofoty krainą o nieskomplikowanej historii, gdzie głównym zajęciem mieszkańców, oprócz niezbyt zaawansowanego rolnictwa było, jest i będzie (?) rybołówstwo, a specjalnością – suszenie dorszy na tak zwane stokfisze, które swego czasu jako żywność dość skutecznie zakonserwowana były pożądane i niezbędne do przeżycia. W czerwcu, gdy przypada szczyt sezonu suszenia dorszy, całe wyspy śmierdzą paskudnie zgniłą rybą, ale tubylcom to nie przeszkadza – mówią, że to zapach pieniędzy. Chociaż archipelag leży za kołem podbiegunowym, klimat jest tu przyjazny – sprawia to ciepły prąd Golfström, zaś wysokie góry chronią przed zimnymi północnymi wiatrami. Zimy są w miarę łagodne, chociaż „czarne jak noc” ale w nagrodę często rozświetlane zorzą polarną, lata mogą być bez upałów. Ślady osadnictwa sięgają sześć tysięcy lat wstecz. Urok wysp docenili nawet Wikingowie, którzy w średniowieczu założyli na archipelagu kilka osad. Obecnie mieszka tu trochę ponad dwadzieścia tysięcy osób, a największa osada – „stolica” Lofotów Svolvær liczy sobie około 5 tys. mieszkańców.

Na Lofoty dotarliśmy pod koniec lipca w czasie dnia polarnego, czyli praktycznie rzecz biorąc mogliśmy zwiedzać „na okrągło”. Dzięki jakimś szczególnym łaskom pańskim, trafiliśmy też na cudowna pogodę. Ominęły nas też sensacje zapachowe – smród dorszowego „złota” już całkowicie się był ulotnił i jeszcze tylko gdzieniegdzie widać było typowe konstrukcje z drewnianych kijów z dosuszającymi się rybami. Żyć, nie umierać! I prawdę mówiły opowieści – Lofoty to najpiękniejszy zakątek świata jaki widziałam! Za każdym niemal zakrętem czają się widoki zapierające dech w piersiach, aż do zdrętwienia przepony! Góry schodzące prosto do morza, morze raz to szmaragdowe, raz to srebrno-szare, małe osady przyczajone w zatoczkach, domki rybackie tzw. Rorbuer na wysokich palach – jak z bajki!

Rorbuer, stare domki rybackie

Woda jest tu cudownie czysta, a kolory tak wyraziste, że fotoszop niech się schowa!

Lofoty, kolory jak z bajki, okolice osady Henningsvær

Fiordy, wodospady, ptasie kolonie, przestrzeń oceanu….i powietrze o jakim mieszkaniec dużego miasta może tylko sobie pomarzyć (oczywiscie jak juz stokfisze wyschną na drewno i śmierdzieć przestaną). Dziwiło nas tylko, że nie spotkaliśmy zbyt wielu turystów, ale za to jachty stojące w porcie stolicy były  jak to się mówi – full wypas.

Najdalsza osada,   już na samym koniuszku ostatniej wyspy nazywa się Å……tak, właśnie Å i nic więcej. W miasteczku tym znajduje się jedyne na świecie muzeum suszonego dorsza.

miasteczko Å, na dalszym planie muzeum suszonego dorsza

Za Å jest juz tylko ocean….i to wszystko, co chcemy sobie wyobrazić….

Na miasteczku Å kończą się Lofoty, dalej jest już tylko ocean

Niewiele więcej da się o Lofotach powiedzieć, o ile nie chcemy cytować rocznika statystycznego czy Wikipedii – a tego, że jest tu raj dla wędkarzy mówić nie trzeba – to się wie….! już zbieramy ekipę na przyszłe lato….:) Chętni?

Zapraszam do galerii – jak mówią – jeden obraz znaczy więcej niż tysiąc słów.

Aleksandra Zetterlund

4 myśli na temat “Najpiękniejszy koniec świata

  • Tak, sądząc ze zdjęć, niestety nie miałem (jeszcze nie miałem?…:-)) przyjemności tam być, rzeczywiście coś pięknego. Turystów mało? Np. ci z PL w Hulajhada (tak ciotka mojej koleżanki nazywa egipską Hurghada), bo tam cieplo i slonecznie? Pewnie nie tylko dlatego. No, ale to temat na inne opowiadanie. Choc skały i woda nie są przypisane jedynie do Skandynawi, mnie jednoznacznie kojarzą sie wlaśnie z nią. Nie dziwię się Twoim zachwytom. Wszak archipelag wokolo Sztokholmu mona nazwać Przedsionkiem Krainy Lofotów 🙂
    Pozdrowienia od “znajomego” (NK-II LO) z Lidingö, gdzie w sztormowa pogode (nie ma zlej pogody-sa tylko zle ubrani ludzie) wlaze na skaly (o wieeeeeeele nizsze niz te w Lofoten:-) i dluuuuugo gapie sie na wzburzona wode.

    Odpowiedz
    • Dzięki P.! Prawdę powiadasz – szkiery sa przepiękne !!….. I uważaj na tych skałach! Pozdrawiam viceversem 🙂

      Odpowiedz
  • Co to za most widoczny na 10. zdjęciu, lub skąd zostało zrobione zdjęcie?

    Odpowiedz
    • Najprawdopodobniej jest to most nad Breisundet, łączący wyspy Hamnøya i Toppøya, niestety nie mogę podać dokładnych koordynacji, nie mam GPS w aparacie fotograficznym.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *