Cały swój talent poświęcił morzu cz. 3

W tej części artykułu poświęconemu słynnemu polskiemu malarzowi – maryniście, Marianowi Mokwie, opowiem o losach jego i jego rodziny w czasie II wojny światowej oraz w okresie powojennym.

Cały swój talent poświęcił morzu cz. I

Cały swój talent poświęcił morzu cz. 2

Tuż po wybuchu II wojny światowej willę „Adelaide” zajęło kilka niemieckich rodzin. Marian Mokwa zaproponował im, że będzie pielęgnował ogród i palił w piecach, a żona będzie sprzątała pokoje – w zamian za możliwość zamieszkania w piwnicy willi. Starsza córka, Maria podjęła pracę opiekunki do dzieci dr. Fendrycha (dyrektora Szkoły Zdobniczej w Gdańsku), który, widząc jej zainteresowanie sztuką, uczył ją rysunku i malarstwa.
Druga córka wraz z jednym z braci sprzedawała po domach nieduże akwarele, aby zdobyć pieniądze na skromne utrzymanie.
Przez cały okres okupacji, Marian Mokwa niczym kronikarz uwieczniał swoje wspomnienia z tego czasu w formie szkiców; atak na Westerplatte (który mógł obserwować z poddasza i tarasu swego domu) przedstawił w formie monochromatycznej akwareli. W chwilach wolnych malował portrety oraz pejzaże – głównie okolic Sopotu.

Willa “Adelaide” przy ul. Kasprowicza 8

Podobno Marian Mokwa znajdował się na liście osób, które miały zostać stracone przez Niemców. Przez pomyłkę zamordowano jego brata, który spoczął w masowej mogile w Lesie Szpęgawskim.
Najstarszy syn, Edwin, został wcielony do Wehrmachtu; potem twierdził, że dzięki służbie w niemieckim wojsku uratował życie ojcu.

Marian Mokwa, fragment zdjęcia pochodzącego z książki R. Bławata “Stolem z morza i Kaszub, życie i twórczość Mariana Mokwy (1889 – 1987)

Po zakończeniu wojny malarz powrócił do tematyki marynistycznej; w obrazach z tego okresu nawiązywał tematycznie do utraconych dzieł z cyklu zniszczonego przez Niemców, bazując często na zachowanych szkicach. Jednak, jak twierdzą znawcy, te nowo powstałe obrazy „pozbawione były rozmachu i siły wyrazu, które cechował cykl przedwojenny”.
Malował też na zamówienie Marynarki Wojennej i Polskich Linii Oceanicznych. Dyrekcja PLO zakupiła od malarza kilkanaście obrazów olejnych (w tym o treściach historycznych), które następnie zostały zawieszone w siedzibie tej instytucji w Gdyni oraz we wnętrzach tych statków, które artysta uwiecznił na płótnie.

Tuż po zakończeniu wojny Mokwa został zatrudniony w Urzędzie Miasta Sopotu, gdzie był odpowiedzialny za „sprawy plastyki”; w rzeczywistości praca ta dotyczyła przemalowywania nazw ulic z niemieckich na polskie.

Przybyli na Wybrzeże delegaci rządu, mianowicie Nacht–Samborski i Smosarski proponowali Marianowi Mokwie, by ten zaangażował się w utworzenie Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych oraz Związku Artystów Plastyków. Ten zaś odmówił, tłumacząc to planami otwarcia własnej galerii. Wyraził chęć pomocy, jednak w późniejszym czasie.
Tuż po wojnie odzyskał budynek, w którym niegdyś mieściła się „Galeria Morska” w Gdyni – jako „obiekt poniemiecki i opuszczony”. Po przeprowadzeniu w nim remontu, utracił go definitywnie.

Utworzenie struktur PWSSP powierzono wtedy grupie artystów – plastyków przybyłych na Wybrzeże z innych miast (np. z Warszawy), wśród których byli przykładowo: Krystyna Łada–Studnicka, Juliusz Studnicki, Józefa Wnukowa, jej mąż – Marian Wnuk.
Marian Mokwa nie pasował do nich, gdyż nie ulegał artystycznym modom i wierny był swoim poglądom na sztukę. Jego propozycja prowadzenia w ramach tej uczelni zajęć z marynistyki została odrzucona.
Wspomniani artyści początkowo uniemożliwili Mokwie członkostwo w ZPAP. W konsekwencji odmawiano mu udziału w zjazdach marynistycznych oraz w konkursach związanych z tematyką morską. Nie wystawiano jego obrazów na wystawach organizowanych przez ZPAP. Na jedną z nich wysłał czternaście obrazów, z których żaden nie został wyeksponowany. Otrzymał odpowiedź, że „zaginęły po drodze”. Dzięki zachowanym pokwitowaniom wysyłki, udało mu się dociec, że obrazy dotarły do Zachęty, gdzie zostały umieszczone w magazynach w piwnicy. Nigdy ich nie odzyskał.

W związku z takich biegiem wydarzeń, Marian Mokwa wraz z grupą artystów – plastyków związanych w okresie międzywojennym z warszawską Zachętą: Antonim Suchankiem, Wandą Andrzejewską, Stanisławem Roliczem, Janem Gasińskim i in. – założył w 1946 r. Komitet Polskich Marynistów Plastyków z siedzibą w kawiarni „Cyganeria” w Gdyni vis a vis dawnej „Galerii Morskiej”.

Kawiarnia “Cyganeria” w Gdyni

Ówczesne władze odmówiły wymienionym wyżej artystom zorganizowania wystawy z uwagi na powiązania z Ligą Morską i Kolonialną. Dopiero w lipcu 1949 r. twórcom tym udało się zorganizować ekspozycję swoich obrazów w siedzibie Towarzystwa Przyjaźni Polsko – Radzieckiej przy ul. Monte Cassino w Sopocie.

Kontrowersje budzi swego rodzaju manifest, jaki napisał Mokwa, a dotyczący roli artysty w okresie socrealizmu, zatytułowany „Realizm socjalistyczny orężem walki o pokój”. Malarz napisał go w związku ze swoim wyjazdem na I Polski Kongres Pokoju w Warszawie w 1950 r. Wydrukowano go w „Dzienniku Bałtyckim” 29 IX 1950 r.
Możemy się zastanawiać, skąd takie poglądy u – zdawałoby się – konserwatysty, patrioty, hołdującego zasadom dawnego porządku?
Czytając ten manifest można było z wyciągnąć wniosek, iż Mokwa „zaakceptował socrealizm w sztuce, jako jedynie słuszną doktrynę. (…) Według niego malarstwo powinno być adresowane do mas i przez nie zrozumiałe”. Ponadto „połączył socrealizm w malarstwie z obroną zagrożonego pokoju i strachem przed wojną”. Po latach twierdził, iż zbyt wiele widział w życiu nieszczęść spowodowanych wojną, dlatego pokój był dla niego bezcenny. Dodawał, iż wszystko w życiu czynił z myślą o Polsce.
Może wierzył także, iż socrealizm przyczyni się do powstania „wielkiej sztuki”? A może to splot wspomnianych przykrych doświadczeń z pierwszych lat powojennych przyczynił się do złożenia przez Mokwę takiej swoistej „deklaracji lojalności” wobec ówczesnej władzy?

W taki oto sposób Marian Mokwa zaczął na swych obrazach pokazywać np. okręty budowane w polskich stoczniach, jak chociażby rudowęglowca s / s „Sołdek”, którego wodowanie przypadło na rok 1948.

Rudowęglowiec “Sołdek” zacumowany przy nabrzeżu Ołowianki w Gdańsku, niegdyś uwieczniony przez Mariana Mokwę

Mokwa przedstawiał także trud pracowników portowych, stoczniowców oraz rybaków, za co zarzucano malarzowi, że w ten sposób dokonuje „gloryfikacji socrealizmu i jego nowego człowieka oraz nowej techniki, która pomaga ujarzmiać naturę, by pokonywać morza i oceany”. Jest to jednak ocena zbyt krzywdząca. Warto przyjrzeć się uważniej obrazom Mokwy i dostrzec walory artystyczne jego obrazów, chociażby postaciom rybaków, zmagających się z żywiołem w czasie pracy na morzu. Aby jak najwierniej przedstawić pracę ludzi morza, Marian Mokwa w maju 1955 r. zamustrował się na statek – bazę „Fryderyk Chopin”. Razem z rybakami brał udział w połowach na Morzu Północnym, między Norwegią a Szkocją. (Najpierw pływał na trawlerze „Derkacz”, a z niego przesiadł się na „Chopina”).
Dzięki temu mógł przekonać się, w jakich warunkach ludzie ci pracują; mógł zgłębić ich psychikę, aby jak najwierniej przedstawiać bohaterów swych obrazów. Dzięki temu jako jedyny z powojennych polskich malarzy w tak sugestywny sposób ukazał pracę ludzi morza, ich gesty i mimikę twarzy. W czasie dziewięciotygodniowego rejsu wykonał mnóstwo szkiców, dziesiątki płócien i kartonów. Pierwszą ekspozycję urządził już na statku – bazie na Morzu Północnym. Obecna na wernisażu załoga odniosła się w entuzjazmem do zaprezentowanych obrazów.
Po zakończeniu rejsu wystawę tę można ją było oglądać w siedzibie „Dalmoru” w Gdyni, a potem Biurze Wystaw Artystycznych w Sopocie.
W tamtym czasie Marian Mokwa wypracował swój własny styl; własną paletę barw. Umiejętnie stosował rozpiętą gamę tzw. kolorów złamanych. Bardzo często malował kilka obrazów jednocześnie; przemalowywał płótna aż do uzyskania oczekiwanego efektu. Jego obrazy były cenione ze względu na bardzo dobry warsztat artystyczny.

W latach 50 tych malował szybko i dużo. Dużo wystawiał, przy czym głównie „poza miejscami zainteresowania opiniotwórczej krytyki”. Przykładowo w 1956 r. był to Zakładowy Dom Kultury Portu Gdynia oraz siedziba PLO (także w Gdyni).

Dawna siedziba “Centromoru” w Gdańsku

Mokwa malował także na zamówienia osób prywatnych oraz instytucji związanych z gospodarką morską, np. „Dalmoru”, „Szkunera” (z siedzibą we Władysławowie), „Centromoru”, Polskiego Ratownictwa Okrętowego itp. Niestety obrazy prezentowane w siedzibach wspomnianych instytucji, po ich likwidacji lub restrukturyzacji, uległy rozproszeniu i los ich nie jest znany.

Marian Mokwa prezentował swoje prace także na różnych wystawach związanych tematycznie z morzem, też w innych miastach, np. w 1953 r. Szczecinie, rok później w Nowej Hucie.

Malarstwem Mokwy zainteresowali się Anglicy. Towarzystwo Marynistyczne Malarzy Brytyjskich zaprosiło artystę do Londynu. Jako jedyny Polak wystawiał w Royal Society oraz Society of British Painters.
W Londynie Mokwa wykonał wiele szkiców z tzw. starego Londynu. Jego obraz „Domy nad Tamizą” kupił od niego dziennikarz William Glenton, z którym Mokwa zaprzyjaźnił się (po powrocie do Polski zaprosił go do Sopotu). Dziennikarz ten był dobrym znajomym Antonego Armstronga – narzeczonego księżniczki Małgorzaty, siostry królowej Elżbiety, i podarował nowożeńcom właśnie ten obraz polskiego marynisty.

Popularność Mokwy budziła zazdrość innych artystów – malarzy. Na zarzut postawiony przez jednego z nich, że „goni za pieniądzem” odpowiedział rezolutnie, że to „pieniądze gonią Mokwę”.

Dwór Artusa przy Długim Targu w Gdańsku

W czerwcu 1958 r. Mokwa obchodził Jubileusz 50 – lecia pracy twórczej. Otrzymał wtedy Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski. Klub Marynistów oraz Wydział Kultury Miejskiej Rady Narodowej przygotowały na tę okoliczność wystawę jubileuszową w Dworze Artusa, zatytułowaną „Morze, praca w portach i stoczniach”. Zaprezentowano wówczas ponad 100 obrazów Mokwy, zarówno olejnych, jak i akwarel. Dodatkowo malarz otrzymał wtedy Wojewódzką Nagrodę Marynistyczną, którą wręczył jubilatowi przewodniczący WRN, Józef Wołek.
Podkreślono wówczas, że „nikt dotąd lepiej nie odczuł, tak prawdziwie nie namalował i nie przybliżył ludziom morza”, jak Mokwa.

W 1961 r. artysta wziął udział w pierwszej powojennej wystawie zatytułowanej „Polska na morzu w obrazach”, którą zorganizował Dom Wojska Polskiego w Warszawie. W tym samym roku Mokwa wystawiał swoje prace w różnych większych zakładach przemysłowych stolicy.

Pod koniec lat 60–tych Mokwa poddał się zabiegom okulistycznym zdjęcia zaćmy z obu oczu, które zakończyły się sukcesem. Artysta mógł powrócić do pracy twórczej.
Wykonał wtedy wiele prac, których tematem były znane zakątki odbudowanego Gdańska – Długie Pobrzeże z Żurawiem, Długi Targ itp. Niektóre z nich namalował na płytach pilśniowych i celowo pozostawił niezamalowane nieduże fragmenty obrazu. Kolor podobrazia miał współgrać z całością kompozycji. Niektóre z takich obrazów malował na zamówienie osób prywatnych.

Marian Mokwa, “Powrót z morza” obraz olejny na płótnie, 1962 r.

Obraz olejny zatytułowany „Żuraw Gdański” władze Gdańska podarowały gen. Ch. De Gaulle’owi, w czasie jego wizyty w Gdańsku 9 IX 1967 r.

Kilkanaście obrazów zamówiła dyrekcja sopockiego „Grand Hotelu”. Niektóre z nich mają wartość historyczną z tej racji, że ukazują obiekty niezachowane np. gmach Teatru Miejskiego w Gdyni, który spłonął w latach 60–tych. 19 VII 2019 r. “Grand Hotel” wystawił je na aukcji,  z czego siedem zakupiło Muzeum Narodowe w Gdańsku.

Jubileusz 80–tych urodzin malarza (który zbiegł się z 60–leciem jego pracy twórczej) zorganizowało Zrzeszenie Kaszubsko – Pomorskie oraz Gdańskie Towarzystwo Przyjaciół Sztuki. ZPAP ograniczył się jedynie do udziału w Komitecie Honorowym. Honorowy patronat nad Uroczystością objął minister kultury i sztuki, Lucjan Motyka.
Na wystawie wyeksponowano 70 płócien, głównie o tematyce kaszubskiej.

W kilka miesięcy później (we wrześniu 1969 r.) w sopockim BWA zaprezentowano 125 płócien oraz 100 akwarel tego twórcy – sławiących piękno polskiego Wybrzeża.
Wtedy B. Wit–Święcicki napisał na temat twórczości Jubilata: „Metoda pracy warsztatowej Mokwy nie ma nic wspólnego z reporterką graficzno–malarską, czy pracą fotografów, a jednak niemal każde dzieło malarskie artysty (…) posiada wagę dokumentu, urzekając co wybredniejszych koneserów sztuki swą świeżością i prawdą malarską”. (Katalog Wystawy Jubileuszowej BWA w Sopocie 1969 r. , B. Wit -Święcicki „Malarstwo Mariana Mokwy”).

W 1970 r. Mokwa otrzymał Honorowe Obywatelstwo Ziemi Wejherowskiej; został też gdańszczaninem 25–lecia.

Siedziba XIX LO im. Mariana Mokwy w Gdańsku

Osobny rozdział w malarstwie Mariana Mokwy stanowi tematyka sakralna, którą artysta podejmował niechętnie i głównie na zamówienie. Wyjątek stanowiły krzyże oraz kapliczki znajdujące się na rozstaju wiejskich dróg na bliskiej jemu sercu kaszubskiej ziemi.
Wśród obrazów o tematyce sakralnej na uwagę zasługuje jedynie tryptyk pt. „Madonna Swarzewska – Królowa Polskiego Morza” namalowany w latach 50 – tych. Obrazowi przedstawiającemu figurkę Matki Bożej Swarzewskiej towarzyszą dwa dodatkowe: „Św. Wojciech” i „Św. Mikołaj”. Twórca posłużył się własną wizją artystyczną w przedstawieniu wspomnianych postaci.

W 1975 r. Mokwa otrzymał Nagrodę wojewody gdańskiego. Rok później – „srebrną plakietkę” od prezydenta Sopotu za działalność twórczą, zaś w jeszcze kolejnym roku – Nagrodę I stopnia od Ministra Kultury i Sztuki za twórczą kontynuację malarstwa o tematyce morskiej.

W tamtym czasie Mokwa często wystawiał swoje prace, ale w miejscach „mało ekspozycyjnych”, jak chociażby stołówka w Stoczni Gdańskiej, albo Szkoła Podstawowa im. Marii Konopnickiej w Wejherowie.

Ul. Mariana Mokwy w Sopocie

Nie spełniło się marzenie tego artysty o urządzeniu stałej ekspozycji jego malarstwa w Galerii Morskiej w Gdyni, ani w innej miejscowości. A zależało mu na tym, by jego dorobek po śmierci nie uległ rozproszeniu.
Niestety, ani miasto Gdynia, ani inne miasto na Wybrzeżu nie urządziło do tej pory żadnej stałej ekspozycji Mariana Mokwy.

Bolesnym ciosem dla artysty była śmierć jego ukochanej żony Stefanii 23 III 1975 r., z którą przeżył ponad 50 lat.

W 1979 r. Muzeum Narodowe w Gdańsku uczciło 90-tą rocznicę urodzin Mariana Mokwy, a zarazem 70–lecie jego pracy twórczej. Niestety, wydarzenie to nie zostało należycie nagłośnione w lokalnej prasie. Pojawiła się tylko krótka notka informująca, iż wspomniana ekspozycja towarzyszy prezentacji grafików polskich ostatniego 35–lecia PRLu.

W maju tego samego roku ukazał się w „Głosie Wybrzeża” wywiad z Marianem Mokwą. Dziennikarz zapytał go wówczas o to, jakie zadanie stawia sobie, jako artysta. Odpowiedział: „Wspomaganie człowieka w jego dążeniu do harmonii, budzenie zachwytu i zadumy wobec metafizyki przyrody”.

Muzeum Narodowe w Gdańsku

W tym samym roku otrzymał, na wniosek Towarzystwa Przyjaciół Sopotu, tytuł Honorowego Obywatela Miasta Sopotu. Zaprezentowano też jego obrazy w warszawskiej Zachęcie w ramach wystawy „Laureaci nagród państwowych i Ministerstwa Kultury i Sztuki przyznawanych w 35–leciu PRL”.

Zbliżał się schyłek życia artysty. Malował coraz mniej. Stosował głównie technikę olejną. Jego paleta barw stawała się coraz bardziej oszczędna. Tracił wzrok – córka Maria pomagała mu mieszać farby. Często rozprowadzał farbę po płótnie swoimi palcami lub szpachlą. Wśród namalowanych w ostatnich latach życia obrazów znalazły się „Zielony żaglowiec” oraz „Pejzaż jesienny” (1985 r.).
Niektóre z obrazy z tamtego czasu zostały wyeksponowane w rodzinnym salonie naprzeciwko fortepianu ukochanej żony.

W lecie 1986 r. w ramach obchodów 60–lecia Gdyni zorganizowano wystawę 86 obrazów tego malarza o tematyce marynistycznej. Niestety stan zdrowia nie pozwolił mu uczestniczyć w przygotowaniu ekspozycji.
Mimo pogarszającej się kondycji fizycznej, Mokwa  planował jeszcze namalować portrety czołowych działaczy i pisarzy kaszubskich.

Marian Mokwa “Rodzinne strony – Skarszewy” obraz olejny ok. 1970 r. – zdjęcie pochodzi z książki R. Bławata “Stolem z morza i Kaszub, życie i twórczość Mariana Mokwy (1889 -1987)”

W ostatnich latach życia Marian Mokwa przyjął za swoje motto życiowe słowa, które usłyszał od żeglarza, kapitana Teligi: „Dobiłem do brzegu, gdzie muszę znaleźć spokój. Niech mam pewność, że wypełniłem życie uczciwie. I niczego z tego nie uroniłem.”

Zmarł 15 VI 1987 r. w wieku 98 lat. Tworzył przez prawie 80 lat. Został pochowany pięć dni później na cmentarzu katolickim w Sopocie. Był żegnany m. in. przez licznych przedstawicieli Zrzeszenia Kaszubsko – Pomorskiego z całego regionu. W czasie żałobnej Mszy św. kazanie wygłosił ks. Franciszek Grucza, zaś przemówienia na cmentarzu: wiceprezydent Sopotu, Jerzy Gudowski oraz działacz z Wejherowa, Edmund Kamiński. W periodyku „Pomerania” ukazał się pożegnalny artykuł autorstwa Edmunda Puzdrowskiego.

Rok później zorganizowano wystawę dorobku artysty w kościele pw. NSJ w Gdyni znajdującym się bardzo blisko dawnej Galerii Morskiej. Wówczas też została zawiązana Fundacja Mariana Mokwy dla popularyzowania „twórczych i patriotycznych idei Mokwy wśród młodego pokolenia malarzy – marynistów.”

Kościół (Kolegiata) NSJ w Gdyni

W pięć lat później odsłonięto tablicę pamiątkową w Wielu, czemu towarzyszyła wystawa prac malarza ze zbiorów jego córki, Marii zorganizowana w miejscowej szkole. Ponadto dzięki staraniom córki został wydany album pt. „Mokwa – akwarele”.

W 1997 r. odsłonięto tablicę pamiątkową (umieszczoną na granitowym głazie) przy posesji przy ul. Kasprowicza 8 w Sopocie, czyli przed willą „Adelaide”. Towarzyszył temu wernisaż twórczości artysty w Galerii „Triada” w Sopocie. W „Dzienniku Bałtyckim” wydrukowano wspomnienie córki Marii Obertyńskiej pt. „Mój ojciec. Marian Mokwa 10 lat później”.
Rok później w Pałacu Opatów w Oliwie otwarto wystawę pt. „Marian Mokwa – wierny morzu”, co było związane z obchodami 80-tej rocznicy odzyskania niepodległości, utworzenia Polskiej Marynarki Wojennej oraz 50–ej rocznicy powojennej działalności Muzeum Narodowego.

W 2003 r. dorobek artysty był prezentowany w Centralnym Muzeum Morskim w Gdańsku w ramach dorocznych wystaw „Polscy artyści na morzu”.

W ostatnich latach Marian Mokwa został patronem XIX LO w Gdańsku.

Tablica pamiątkowa przed willą “Adelaide” w Sopocie

„Był indywidualistą obojętnym na zmienność prądów w sztuce (…) jak samotny biały żagiel. (…) Malował do końca swojego życia, ponieważ nigdy nie uznał, aby któryś z obrazów miał cechy doskonałości, rozumianej w kategoriach abstrakcji. To nie pozwoliłoby mu się dalej rozwijać, poznawać morze (…) którego nie potrafił pojąć”.
I trzeba na koniec zacytować samego artystę, który powiedział: „Nie malowałem morza dla sztuki, lecz dla Polski, z miłości do tego kraju”.

[przyp. od red.] Jednym z założycieli PWSSP w Sopocie był Janusz Strzałecki. Artur Nacht-Samborski przybył na Wybrzeże w 1946 r. i był zaangażowany w PWSSP w Sopocie od maja 1946. W dniu 19 lipca 2019 roku Grand Hotel wystawił obrazy Mariana Mokwy na aukcji, z czego Muzeum Narodowe  w Gdańsku zakupiło 7 prac.]

Maria Sadurska

3 myśli na temat “Cały swój talent poświęcił morzu cz. 3

  • Dziękuję Autorce artykułu Pani Marii Sadurskiej za artykuł w trzech częściach o wybitnym maryniście,
    Przypomniała jego twórczość, otwartość, wytrwałość w malowaniu, a także miejsca z nim związane.

    Odpowiedz
  • Gotowy scenariusz filmu fabularnego. Z braku funduszy mógłby być dokument z wstawkami fabularnymi Dramatyczna historia wyjątkowego artysty. Pełen zwrotów akcji obraz Polski. Dowód na to, że tak długie życie jest bardziej atrakcyjne niż fantazja scenarzysty. Ile w tym niełzawego patriotyzmu, za który się płaci. I większość narracji dzieje się w Trójmieście i na Pomorzu. Chciało by się krzyknąć : Ludzie ! Dlaczego nie powstają o tym filmy ? no chociaż seriale TV ? no chociaż dokumenty ?

    Odpowiedz
  • Jestem wielbicielem twórczości Mokwy, podobnie jak kilka jeszcze innych osób w Polsce: ukuto więc o nich, w sposób całkiem naturalny, termin -“mokwiarze”. Autorce artykułu gratuluję tekstu, to nieprawdopodobnie ogromna praca – bowiem przy tak urozmaiconym i skomplikowanym życiorysie artysty zebranie faktów i oddzielenie faktów czy też legend od prawdy wymagało tytanicznych wręcz wysiłków. Wszystkie te przytoczone dane – jak widzę – pochodzą z wielu źródeł (nie tylko z cytowanej na wstępie książki), ale w czwartej części tego ogromnego artykułu Marii Sadurskiej, który mam nadzieję powstanie, przydałoby się kilka sprostowań.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *