Wśród przyczyn wrześniowej klęski… część 1

O przyczynach wrześniowej klęski niejedno już wprawdzie powiedziano i napisano. Ale niekoniecznie to, co pisano i mówiono,  służyło utrwalaniu prawdy o przyczynach i zaszłościach tamtego września, czego jaskrawym przykładem w epoce przymusowej przyjaźni polsko-radzieckiej było celowe, zupełnie opaczne tłumaczenie sowieckiego najazdu na nasz kraj, przy jednoczesnym pomijaniu milczeniem wszelkich przyczyn i tragicznych dla Polaków skutków tejże, iście „braterskiej” agresji.

Kapitulacja Warszawy.Polska kawaleria opuszcza miasto.
Kapitulacja Warszawy.Polska kawaleria opuszcza miasto.

Jednocześnie ze służących tzw. przyjaźni polsko-radzieckiej przyczyn o charakterze zdecydowanie polityczno-propagandowym, posługując się dość prymitywnymi sloganami, eksponowano wygodne ówczesnym władzom fakty, przy jednoczesnym narzuceniu opinii publicznej jednoznacznego sposobu ich interpretowania. Wieloletnie takowe, odgórnie sterowane działania, doprowadziły w efekcie do powstania i utrwalenia – dziś jeszcze, jakże trudnych do wykorzenienia ze społecznej świadomości propagandowych mitów imitujących rzetelną wiedzę historyczną. Intencją historycznych manipulatorów było wytworzenie powszechnego przekonania o tym, że zostaliśmy we wrześniu cynicznie zdradzeni przez naszych sojuszników. Że jedynie sojusz ze Związkiem Radzieckim jest w stanie skutecznie chronić nasz kraj przed powtórzeniem się tego rodzaju sytuacji, całkiem wszak realnej w obliczu eksponowanych zakusów zachodnioniemieckich rewizjonistów. Że wrześniowa klęska Polski była wynikiem politycznej i gospodarczej słabości ówczesnego naszego Państwa, co wypływało wprost z jego kapitalistycznego ustroju. I generalnie rzecz biorąc, winni tej narodowej tragedii byli wszyscy inni – tylko nie my sami – Polacy, historycznie unieszczęśliwieni geopolitycznym wtłoczeniem nas pomiędzy od zawsze wrogich nam Niemców i przyjazny nam niebywale Związek Radziecki, z którym za sprawą głupiego uporu naszych polityków za nic wówczas nie chcieliśmy się przyjaźnić.

Przeczytaj: Jak rozpętano II wojnę światową…

Tymczasem tak naprawdę problematyka upadku naszego Państwa, znajdującego się właściwie dopiero w stadium odbudowywania swego bytu po odzyskaniu niepodległości – jest dużo bardziej skomplikowana. Przyczyn wrześniowej klęski upatrywać należy przede wszystkim w realiach polityki – zarówno tej wewnętrznej, jak też i zewnętrznej. O niekorzystnym kształcie tychże realiów przesądzały kiepskie umiejętności polskich polityków. Inną przyczyną była słabość gospodarcza odbudowującego się kraju nękanego skutkami światowego kryzysu, co musiało przecież wprost rzutować na zdolność obronną naszego kraju źle organizowaną przez często niekompetentnych decydentów. Nie bez znaczenia były także uwarunkowania o charakterze demograficznym znaczone niejednolitością narodowościową naszego kraju. Dość powiedzieć, że jednym spośród ustaleń przeprowadzonego w Polsce w grudniu 1931 roku spisu powszechnego było, że posiadającą wielonarodowościową strukturę ludności II Rzeczpospolitą zamieszkiwało 32 107 000 osób, z czego etniczni Polacy stanowili – 68,9 %, Ukraińcy – 13,9 %, Żydzi – 8,6 %, Niemcy 2,3%, zaś najmniej liczną grupę mniejszościową stanowili Białorusini – z udziałem 3,1 %.

Jest powszechnie wiadome, że elementem składowym polskiej rzeczywistości międzywojennej były mniej lub bardziej ostre konflikty narodowościowe, co było wynikiem wykazania się przez polskie władze brakiem umiejętności rządzenia krajem o wielonarodowościowej strukturze ludności. Ta okoliczność z kolei kształtowała po części stosunek mniejszości narodowych do naszej państwowości. Często był to – niestety – stosunek negatywny.

Jeżeli chodzi o etnicznych Niemców; ich udział w liczebności ludności naszego kraju w przełożeniu na liczby bezwzględne wynosił 734 000 osób, przy czym stanowili oni zarazem grupę zamożniejszą od społecznej przeciętnej. Aż 15% spośród osób przynależnych mniejszości niemieckiej należało do klas posiadających, a więc zatrudniających najemną siłę roboczą. Także liczni przedstawiciele wolnych zawodów deklarowali swą przynależność do mniejszości niemieckiej. Jedynie 28% polskich Niemców przynależało do klasy robotniczej.

Zamieszkiwanie na obszarze Polski tak licznej mniejszości niemieckiej nie było bynajmniej jedynie spuścizną okresu pozostawania części naszego kraju pod pruskim zaborem i prowadzenia przez zaborcę polityki germanizacyjnej. Przyczyną istnienia mniej lub bardziej licznych mniejszości niemieckich nie tylko w Polsce, ale w całej Europie – były uregulowania obowiązującego w Niemczech prawa spadkowego nie zezwalającego na dzielenie rodzinnych gospodarstw rolnych, które z mocy tegoż prawa – musiały być dziedziczone przez najstarszego syna spadkodawcy. Młodsze rodzeństwo spadkodawcy musiało zatem budować podstawy swej egzystencji poza rodzinną strzechą. W ten oto sposób zrodził się niemiecki ruch kolonizacyjny skutkujący, że osadników niemieckich można było spotkać, w zdawałoby się, najbardziej nieoczekiwanych miejscach, a więc w dawnej Kurlandii (tzw. Balt-Deutsche), w Rosji nad Wołgą (tzw. Wolga-Deutsche), w rumuńskim Siedmiogrodzie, czeskich Sudetach i oczywiście – także w różnych zakątkach Polski, jakże często, nawet dość daleko od granic Niemiec. Przykładowo; na Zamojszczyźnie, czy też w Radomiu i jego okolicach, gdzie w przeddzień wybuchu wojny zamieszkiwało szacunkowo około 45 000 Niemców, czego świadectwem są dziś jedynie zdewastowane ewangelickie cmentarze niemieckie w Młodocianie-Błoniach, a także i w samym Radomiu.

W momencie dojścia w roku 1933 w Niemczech do władzy Adolfa Hitlera – jego partia nazistowska wykorzystując istnienie w ościennych krajach niemieckich mniejszości narodowych – rozpoczęła dla własnych celów politykę budzenia i podsycania nastrojów nacjonalistycznych – także w tych Niemcach, którzy żyli poza granicami III Rzeszy. Temu właśnie celowi służyło stworzenie w Polsce w roku 1934, zupełnie legalnie działającej Jungdeutsche Partei, stanowiącej wszak właściwie zagraniczną ekspozyturę NSDAP a więc partii, która w swym programie wyborczym miała zapisaną dążność do rewizji Traktatu Wersalskiego stanowiącego prawny fundament istnienia Państwa Polskiego. Na dwa lata przed wybuchem wojny została nawet utworzona w Łodzi samodzielna placówka tej antypolskiej partii. Szczególną rolę w indoktrynacji nazistowską ideologią mieszkającej w Polsce mniejszości niemieckiej odegrał zlokalizowany w tejże Łodzi konsulat III Rzeszy, którym – aż do samego wybuchu wojny – kierował konsul Edward Berchem von Königsfeld. Wszystko działo się oczywiście za zgodą ówczesnych władz polskich!

Jak zauważył osiemnastoletni wówczas łodzianin, późniejszy żołnierz Wehrmachtu i jeniec wojenny spod Stalingradu – Karl Dedecius, przenikające z III Rzeszy narodowosocjalistyczne idee zakorzeniały się przede wszystkim w kręgach społecznego marginesu, wśród bezrobotnych, a także przeróżnej maści karierowiczów i frustratów, którzy wprawdzie nie zdołali zdobyć żadnego wykształcenia ani zawodu – lecz za wszelką cenę chcieli się stać wielce ważnymi personami.

Jednym z zauważalnych efektów aktywności propagandy nazistowskiej było unikanie służby w Wojsku Polskim przez poborowych pochodzących z kręgów niemieckiej mniejszości narodowej. W okresie bezpośrednio poprzedzającym najazd niemiecki na Polskę – młodzi ludzie (polscy obywatele uważający się jednak za należących do narodowości niemieckiej) – licznie uciekali za granicę i wstępowali do Wehrmachtu. Dość powiedzieć, że od stycznia do połowy sierpnia 1939 roku zbiegło z Polski do Niemiec aż 78 000 osób. Do tego rachunku dodać należy liczbę 18 000 uciekinierów, którzy przedostali się na obszar Wolnego Miasta Gdańska. W przeważającej swej części ci uciekinierzy z Polski – we wrześniu 1939 roku niebywale byli agresorom przydatni, gdyż w swoich rodzinnych stronach pełnili rolę znawców terenu oraz miejscowych stosunków. Znali także dobrze język polski. Tak więc i tłumaczy miał Wehrmacht w swych szeregach, co niemiara.

Istniejąca w okresie bezpośrednio poprzedzającym wybuch wojny – stała łączność niemieckich mieszkańców Młodocina ze społecznością łódzkich Niemców indoktrynowanych przez tamtejszy konsulat III Rzeszy nazistowską ideologią – była zapewne, w jakimś stopniu. przyczyną tego, że we wrześniu 1939 roku młodocińscy Niemcy, wywieszając w oknach swoich domów dziesiątki czerwonych flag ze swastykami, z wielką pompą powitali wkraczające do ich wsi oddziały zwycięskiego Wehrmachtu. Nie obyło się bez uczty przy suto pozastawianych stołach… Były tańce i wojskowa parada pod triumfalnymi bramami, pospiesznie wzniesionymi nad drogą, którą niemieckie formacje maszerowały od strony Skarżyska-Kamiennej w kierunku Radomia…

Niemieckim mieszkańcom Młodocina, fetującym wspólnie z żołnierzami Wehrmachtu ich zwycięstwo nad – wtedy jeszcze wszak nie do końca pokonaną polską armią – nie przeszkadzało bynajmniej to, że w przydrożnych rowach ich wsi dogorywali ranni polscy żołnierze, którym nikt jakoś nie kwapił się udzielić humanitarnej pomocy. Nie robiło też na nikim żadnego wrażenia to, że okoliczne pola usłane były zwłokami młodych chłopaków w polskich mundurach… Że tu i ówdzie stał przywiązany do płotu poraniony koń w wojskowej uprzęży… Obrazy te stanowiły dla fetujących jedynie cieszące ich, namacalne świadectwa klęski polskiej armii…

Nie mogę jakoś zrozumieć powodów tamtej wczesnej radości okazywanej przez młodocińskich Niemców. Wehrmacht przecież z żadnej niewoli ich nie wyzwalał, bo mieszkańcy Młodocina nie zostali wszak nigdy przez Polskę w jakikolwiek sposób zniewoleni! Nadto, Wehrmacht był przecież siłą zbrojną działającą w imieniu państwa totalitarnego, jakim bez wątpienia była nazistowska III Rzesza. Czy zatem panowanie jakiegokolwiek totalitaryzmu może oznaczać czyjąś wolność? Czyż zniewolenie choćby jednego człowieka może być triumfem wolności?
Oto pytania, które wyraźnie trącą truizmem…

Również w innych rejonach Rzeczypospolitej, wszędzie, gdzie tylko zamieszkiwali etniczni Niemcy – nie dość, że rozgrywały się podobne sceny, to jeszcze przeciwko regularnym formacjom Wojska Polskiego aktywnie występowały liczne grupy zbrojnych niemieckich dywersantów.

Niemiecki dywersant w polskim mundurze

Z upływem kolejnych dni wrześniowej wojny – coraz bardziej bezładnie wycofujące się w głąb kraju – jednostki polskiej armii narażone były na różnorakie działania niemieckich dywersantów. Niemcy zamieszkali w rejonach walk i na szlakach odwrotu naszego wojska drogą radiową informowali Wehrmacht o położeniu i ruchach polskich jednostek wojskowych… Nadto, starali się dezorganizować wszelkimi możliwymi sposobami przemarsz naszego wojska, nie wyłączając także bezpośrednich, zbrojnych ataków na regularne formacje. Zdarzało się, że poprzebierani w mundury polskich oficerów niemieccy dywersanci wydawali spotkanym na drodze kolumnom wojskowym rozkazy, siejące zamęt wśród wycofującego się wojska. Incydent tego rodzaju został odnotowany przez podchorążego Wojciecha Krzyształowicza, oficera zwiadu 4. baterii 30. Poleskiego Pułku Artylerii Lekkiej. Relacjonuje on przypadek wydania, przez nieznanego nikomu majora, rozkazu zmiany kierunku marszu kolumny piątej baterii. Wykonując ten rozkaz, bateria skręciła do lasu, gdzie tenże, siedzący na koźle major, przejął lejce od woźnicy powożącego pierwszym zaprzęgiem, a następnie usiłował skierować konie do głębokiego wykopu. Gdy woźnica, zorientowawszy się w sytuacji i zamiarach rzekomego majora, usiłował zepchnąć go z kozła, przebrany za oficera dywersant natychmiast sięgnął po pistolet – i nim, uciekając, zniknął w leśnym gąszczu – oddał do woźnicy dwa strzały. Na całe szczęście kule przedziurawiły jedynie czapkę i kołnierz munduru naszego żołnierza.

Zbrojni niemieccy dywersanci
Zbrojni niemieccy dywersanci

Już we wstępnej fazie walk wycofujące się nocą znad Warty polskie oddziały zostały we wsi Nacierz zaatakowane przez niemieckich dywersantów. Nie należy się temu specjalnie dziwić, jeżeli się zważy, że nasi oficerowie odnotowali zaobserwowane przez nich w szkłach lornetek jak przynależni do mniejszości niemieckiej mieszkańcy dopiero co, przez polskie formacje opuszczonych Bogumiłowic wywiesili na swych domach flagi ze swastyką, by uroczyście powitać oddziały Wehrmachtu wkraczające właśnie do ich wsi. Nieopodal Bełchatowa dowodzeni przez porucznika Kazimierza Krasonia żołnierze 7. kompanii 84. Pułku Strzelców Poleskich ujęli grupę dywersantów wyposażonych w radiostację. Podobne zdarzenie miało niebawem miejsce także koło Rogowa, gdzie polscy żołnierze ujęli na gorącym uczynku niemieckiego dywersanta także wyposażonego w krótkofalówkę. Nadawał, siedząc w betonowym przepuście pod torami kolejowymi. Ponadto, w okolicach powiatowego miasteczka Brzeziny, gdzie na terenie tamtejszego powiatu 44% ludności stanowili Niemcy – polska kolumna wojskowa została zaatakowana przez pojedynczy niemiecki samolot. Ataku tego nie poprzedzały żadne działania rozpoznawcze. Jest oczywiste, że w zlokalizowaniu naszego zgrupowania musiał mieć swój udział naziemny obserwator, a więc niemiecki dywersant. Natomiast w samych już Brzezinach – niemieccy dywersanci ostrzelali sztab przechodzącego właśnie przez tę miejscowość 83. Pułku Strzelców Poleskich. Nie można też nie wspomnieć o zaatakowaniu Wołyńskiej Brygady Kawalerii przez ugrupowanie niemieckich dywersantów przebranych w polskie mundury oraz wyposażonych w polskie dokumenty. Otoczywszy tą, liczącą kilkudziesięciu członków formacją dywersantów, zwycięską z nimi walkę stoczył 12. Pułk Kawalerii. Okazało się, że wszyscy członkowie tej grupy dywersyjnej wyposażeni byli, w czytelne jedynie dla Niemców znaki rozpoznawcze, których rolę spełniały specjalne, identyczne chusteczki do nosa.

Doszło nawet do tego, że 8 września w godzinach wieczornych niemieccy dywersanci odważyli się zaatakować stacjonujący w Zajrzewiu sztab 2. Dywizji Piechoty.

Następnego dnia zajęte nieopodal Przyłęka stanowisko ogniowe piątej baterii 30. Poleskiego Pułku Artylerii Lekkiej znalazło się pod ostrzałem dywersantów prowadzących do naszych żołnierzy ogień zarówno ze zwykłych karabinów, jak i broni maszynowej umieszczonej na dachach okolicznych chałup. W pierwszej chwili ten niespodziewany atak doprowadził nawet do rozpierzchnięcia się obsługi baterii. Jednakże dowódca trzeciego działonu na tyle opanował sytuację, że podlegli mu kanonierzy ogniem prowadzonym na wprost zniszczyli usytuowane na dachu jednej z chałup stanowisko karabinu maszynowego ostrzeliwującego pozycje naszych żołnierzy. Następnym przejawem aktywności dywersantów, z jaką dane było się zetknąć żołnierzom piątej baterii, była zasadzka urządzona przez nich przy wyjściu drogi z lasu. Nasi artylerzyści wpadli w nią nocą z 11 na 12 września. Kolumna marszowa piątej baterii została wówczas znienacka zaatakowana przez niemieckich dywersantów podczas marszu w kierunku Żyrardowa.

Artykuł jest na 3 podstronach przejście na kolejną podstronę poniżej.

5 myśli na temat “Wśród przyczyn wrześniowej klęski… część 1

  • Przeczytałem z zainteresowaniem.
    Jednak mam pytanie. Pytanie dotyczące oceny gen. Julisza Rómmla.Niezbyt zgadzam się z pozytywną oceną działań. Bo jak ocenić “zniknięcie” Sztabu Armii Łódź wraz z dowódcą? Jak ocenić jego bezprawny rozkaz wydany po 17 września by traktować sowietów jako “siły sprzymierzone”?

    Odpowiedz
  • Tekst zwyczajnie jak na p. Piotra długaśny ale czyta się wyśmienicie. Mnóstwo faktów, nazwisk, nazw miejscowości co standardowo zniechęca niektórych do czytania tekstów historycznych. Ale całość poprowadzona ze swadą. Czekam na dalszy ciąg opowieści tego Niebywale Skromnego Człowieka. 🙂

    Odpowiedz
  • Tekst mimo że opisuje historie z przed lat uwidacznia to że problemy są cały czas aktualne. “Militarna słabość naszej armii wynikała wprost ze słabości gospodarczej II Rzeczypospolitej. Do tego stanu rzeczy walnie przyczyniały się wszelkie negatywy życia publicznego, posiadające swe źródło także w niewłaściwie prowadzonej, nepotycznej polityce kadrowej – zarówno w służbie cywilnej, jak też i w wojsku. Kluczem do awansu były bowiem najczęściej nie kompetencje i kwalifikacje, lecz polityczne sympatie oraz przynależność do stronnictwa sanacyjnego, pozostającego wszak poza zasięgiem wszelkiej krytyki. Był to jeden z długofalowo narastających skutków Zamachu Majowego, pomyślanego – o paradoksie – jako środek do uzdrowienia życia publicznego w kraju. W rzeczywistości jednak tamto działanie Józefa Piłsudskiego i jego oddanych stronników okazało się mieć dla Polski wielce destrukcyjny charakter” … same odniesienia do polityki AD2018. Tak na marginesie PZL-38 Wilk nie był samolotem udanym… była to ślepa uliczka, tak samo zdecydowanie negatywna ocena kwesti posiadania kawalerii nie był w realiach 1939 roku tak oczywista… np taka sprawa jak znalezinie wykwalifikowanego kierowcy ciężarówki w realiach II RP był znacznie trudniejsze niż wozaka… oczywiście przykład 10BK wyznaczał kierunek w jakim należało zmierzać

    Odpowiedz
  • Widać, że autor zgromadził solidną biblioteczkę historyczną – szkoda, że wydawanych za minionego systemu.
    To co pominął – bo niewygodne, a i wiedzy brak, można zilustrować tylko na przykładzie JEDNEJ książki:
    Antony Sutton. “Wall Street i dojście do władzy Hitlera.” (ang. “Wall Street and the rise of Hitler”)

    “Przygotowania do wojny w Europie przed i po 1933 roku w dużej mierze były możliwe dzięki wsparciu finansowemu płynącemu z Wall Street – co zaowocowało powstaniem niemieckich karteli – oraz technologicznemu ze strony przemysłu amerykańskiego (nazwy konkretnych firm pojawią się wielokrotnie na kartach tej książki), czego skutkiem stała się potęga Wehrmachtu. Jakkolwiek to wsparcie jest określane jako „incydentalne” lub wynikające z „krótkowzroczności” amerykańskich przedsiębiorców, dowody zgromadzone przez autora i przedstawione poniżej sugerują, że przynajmniej do pewnego stopnia było ono przemyślaną działalnością ze strony amerykańskich biznesmenów…”

    “…Amerykański przemysł i instytucje finansowe odegrały kluczową rolę w przygotowaniu Niemiec do wojny przed 1940 rokiem. Z pewnością odcisnęły one piętno na niemieckim potencjale wojskowym. Dla przykładu, w 1934 roku Niemcy wyprodukowały zaledwie 300 000 ton paliwa pochodzącego z przerobu ropy naftowej i niespełna 300 000 ton benzyny syntetycznej; resztę trzeba było importować. Tymczasem dziesięć lat później, pod koniec II wojny światowej, dzięki transferowi nowoczesnych technologii wytwarzania syntetycznej benzyny z węgla ze Standard Oil do IG Farben, Niemcy wyprodukowały około 6,5 miliona ton paliwa – z czego aż 85% (5,5 miliona ton) to było paliwo syntetyczne wytwarzane na podstawie opatentowanej przez Standard Oil technologii wodorowania węgla. Co więcej, kontrolę nad produkcją benzyny syntetycznej w Niemczech sprawował Braunkohle-Benzin AG, przedsiębiorstwo zależne od IG Farben, a sam kartel Farben otrzymał w 1926 roku substancjalne wsparcie finansowe ze strony kapitału amerykańskiego…”

    “… Traktat wersalski po I wojnie światowej nałożył na pokonane Niemcy obowiązek wypłacenia ogromnych reparacji wojennych. Te ciężary ekonomiczne – prawdziwa przyczyna frustracji niemieckiego społeczeństwa a w konsekwencji rosnącej popularności Hitlera – zostały wykorzystane przez międzynarodową finansjerę do swoich własnych celów. Plan Dawesa a następnie Plan Younga dotyczące redukcji długu i rozłożenia go na raty, przewidywały możliwość udzielania niemieckim kartelom kredytów na warunkach korzystnych dla amerykańskich banków. Obydwa plany zostały skonstruowane przez bankierów, którzy dla własnych korzyści manipulowali opracowującymi je komisjami. Choć formalnie w skład komisji wchodzili międzynarodowi eksperci, w rzeczywistości obydwa plany zostały zaaprobowane i wprowadzone w życie przez rząd amerykański…”

    …Kim byli owi międzynarodowi bankierzy, którzy wchodzili w skład komisji reparacyjnych?
    W komisji Dawesa Stany Zjednoczone reprezentowali polityk i finansista Charles Dawes oraz Owen Young, prezes General Electric Company. W 1924 roku międzynarodowej komisji ekspertów przewodniczył Dawes. W 1929 roku ta rola przypadła Owenowi Youngowi, który reprezentował holding finansowy JP Morgan, a któremu sekundowali zastępcy: T.W. Lamont, partner Morgana, oraz T.N. Perkins, bankier również powiązany z JP Morgan. Innymi słowy, delegacja amerykańska była, jak to zauważył C. Quigley (w książce “Tragedy and Hope”), delegacją imperium finansowego JP Morgan, wykorzystującą autorytet i powagę państwa do wcielenia w życie korzystnego dla banku planu finansowego.“

    “Równie interesującymi postaciami są eksperci po stronie niemieckiej. W 1924 roku był to Hjalmar Schacht, prezes Reichsbanku (Banku Rzeszy) oraz Carl Melchior, bankier. W 1928 jednym z delegatów został A. Voegler z koncernu stalowego Stahlwerke Vereinigte. Mówiąc wprost, dwa znaczące kraje na arenie międzynarodowej – Stany Zjednoczone i Niemcy – reprezentowane były z jednej strony przez bankierów JP Morgan, a z drugiej przez Schachta i Voeglera, którzy odegrali istotną rolę w dojściu Hitlera do władzy i w niemieckich zbrojeniach…”

    “Konkretny przykład międzynarodowej finansjery działającej potajemnie, by manipulować systemami polityczno-ekonomicznymi, można znaleźć, gdy się prześledzi powstawanie karteli w Niemczech. Trzy największe kredyty, jakich na Wall Street udzielono niemieckim przemysłowcom w latach 20., jeszcze na warunkach określonych w Planie Dawesa, przyniosły zysk trzem kartelom, które w późniejszym okresie aktywnie wspierały marsz Hitlera i nazistów do władzy. Amerykańscy finansiści zasiadali w radach nadzorczych dwóch z trzech wspomnianych karteli. James Martin opisuje to następującymi słowami: „Kredyty na odbudowę przemysłu stały się narzędziem wykorzystanym do przygotowania II wojny światowej, a nie budowanie pokoju po I wojnie światowej”.(James Stewart Martin, All Honorable Men, (Boston: Little Brown and Company, 1950), s. 70)”

    “Analizując wszystkie przyznane Niemcom pożyczki1 można zauważyć, że niemieckimi reparacjami zajmowało się kilka zaledwie instytucji finansowych. Trzy banki inwestycyjne – Dillon, Read & Co., Harris, Forbes & Co. oraz National City Company – udzieliły niemal trzy czwarte całkowitej wielkości pożyczek i zgarnęły większość zysków.”

    Gdyby nie amerykański kapitał nie mogły by Niemcy produkować karabinów, dział czy samolotów – a te ostatnie nie latały by, gdyby nie przekazane amerykańskie patenty, “niemieckim” firmom ( A kto miał ich akcje i zasiadał w zarządach). Tak nielubiany przez polskich polityków np. IG Farben był tak “niemiecką” firmą jak dzisiejszy E. Wedel (d. 22 Lipca 😉 ). Ale do Amerykanów to Polak nie podskoczy.

    Odpowiedz
    • Początki były jednakże i dla Adolfa H. trudne, tak trudne, że pomoc przyszła aż z USA.
      Henry Ford: Pierwszy zagraniczny sponsor.
      “W dniu 20 grudnia 1922 r. New York Times doniósł, że Producent samochodów Henry Ford był zaangażowany w finansowanie Adolfa Hitlera i antysemickich ruchów w Monachium. Jednocześnie gazeta Berliner Tageblatt zaapelowała do amerykańskiego ambasadora w Berlinie w celu zbadania i wstrzymania interwencji Henry’ego Forda w niemieckie sprawy wewnętrzne. Doniesiono, że zagraniczni zwolennicy Hitlera przygotowali “przestronne siedziby” wraz z “obsługą wysoko płatnych poruczników i urzędników”. Portret Henryego Forda był widoczny na ścianie osobistego biura Hitlera.”

      “…Ten sam New York Times stwierdził, że w poprzednią niedzielę Hitler przeprowadził rewizję swojego Batalionu…1000 młodych mężczyzn w nowych uniformach, uzbrojonych w rewolwery i pałki policyjne, a jego współpracownicy jeździli w nowo zakupionych autach. Times wyraźnie rozgraniczył Niemieckich monarchistów od antysemickiej partii Hitlera. Odnotowano również że Henry Ford ignorował Hohenzollernów inwestując swoje pieniądze w ruch rewolucyjny Hitlera.“

      “Fundusze Forda zostały wykorzystane przez Hitlera do podsycania buntu w Bawarii. Bunt nie powiódł się, a Hitler został pojmany, a następnie stanął przed sądem. W lutym 1923 na rozprawie, wiceprezes Auer Bawarskiego sejmu zeznał:
      “Bawarski sejm od dawna posiadał informacje, że antysemicki ruch Hitlera był częściowo finansowany przez Amerykanina, którym jest Henry Ford. Interesy Pana Forda w bawarskim ruchu antysemickim zaczęły się rok temu, kiedy jeden z agentów Pana Forda, dążąc do sprzedaży ciągników, wszedł w kontakt z Diedrichem Eichartem, znanym Pan-Germaninem. Wkrótce po tym, Herr Eichart zapytał agenta Pana Forda o pomoc finansową. Gdy agent wrócił do Ameryki, od razu pieniądze pana Forda, zaczęli przychodzić do Monachium. Herr Hitler otwarcie przyjął wsparcie od pana Forda, chwaląc go jako wielkiego indywidualistę i wielkiego antysemitę…”

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *