Apel do radnych o zachowanie Zakosu Stodolnego

Proszę Państwa, przedstawiam Zakos Stodolny (Scheunen Winkel)- to, co zostało z północnych fortyfikacji miasta. Były trzy zakosy: Stodolny, Wdowi i Oliwski. Wdowi był największy i był już po drugiej stronie alei, Oliwski na środku, a najbliżej fotografa Stodolny – ciąg umocnień  z XVII wieku (należy patrzeć w kierunku żółtego wiaduktu).

Zakos Stodolny

Żeby było można wyjść z miasta, w Zakosie Oliwskim przebito bramę – stąd Brama Oliwska. Z nich wszystkich ostał się ten na środku zdjęcia – fragment zieleni na podwyższeniu. Bardziej znany jako boisko Donalda Tuska, świadek oblężeń Gdańska i ostaniec sztuki fortyfikacyjnej.

Zakos Stodolny – boisko

Na tym terenie stykają się dwa plany zagospodarowania przestrzennego. Oba dopuszczają zabudowę mieszkaniową, biurową, parkingi podziemne i co tam chcecie. Ale do tej pory nic się nie działo. Dzieci nadal grały w piłkę.

Zakosy
Zakosy na planie Gersdorffa 1822 r.

W czwartek 27 września Rada Miasta będzie uchwalać przystąpienie do sporządzenia jednego planu. Jak mniemam, na wniosek Centrum Hewelianum, bowiem w uzasadnieniu jest umożliwienie działalności Hewelianum.

Jest także pewien zapis: zagospodarowanie ma się odbywać z zachowaniem dbałości o dziedzictwo kulturowe i spuściznę historyczną. Apeluję więc do radnych: uszanujcie! Liczę  na to, że po przystąpieniu do sporządzania planu, mając na uwadze słowa o wielkim Gdańsku, solidarnym, szanującym dokonania dawnych mieszkańców, tak chętnie odwołując się do złotego wieku naszego miasta, nie pozwolicie na naruszenie struktury wału.

Taką samą nadzieję wyrażam wobec Centrum Hewelianum, choć nie przypuszczam, że chce boisko, by dzieci nadal  tam się bawiły. Dzieci w końcu mogą siedzieć w domu przed komputerami.

Matthaeus Deisch Brama Oliwska z zakosami 1761–1765
Matthaeus Deisch Brama Oliwska z zakosami 1761–1765

Anna Pisarska-Umańska

  • Kazimierz Orłoś
    Przedsiębiorstwo Handlowe Lasy Państwowe
    Zasada jest prosta: leśnicy otrzymują zamówienie na określoną
    ilość drewna od producenta mebli, z tartaku lub zakładu przemysłu
    drzewnego. Bywa, że zamówienie realizowane jest z dnia na dzień, jeśli
    odpowiednie drzewa leżą w lesie. Jeśli nie, zostają wycięte. Stosownie
    do zamówienia – sosny, świerki, brzozy lub dęby. Złożone przy leśnej
    drodze pnie, czekają na transport. Miejsce wskażą pracownicy
    leśnictwa.
    I tak oto, już od lat, Lasy Państwowe handlują drzewami z polskich
    lasów. Bez żadnych ograniczeń, przez cały rok. Nie obowiązują żadne
    okresy ochronne: ptaków na wiosnę ani zwierzyny leśnej. Przeciwnie:
    zwierzęta są przeganiane z miejsc ostoi przez wielkie maszyny do
    wyrębu drzew, wozy ciężarowe ze żwirem do utwardzenia leśnych dróg i
    lory do wywożenia wyciętych sosen. Aż trudno uwierzyć, ale tak właśnie
    wygląda dziś „gospodarka leśna” na terenie całego kraju. Na terenie
    Mazurskiego Parku Krajobrazowego, tu gdzie mamy dom i mieszkamy przez
    wiele miesięcy w roku, widoczna jest aż nadto wyraźnie. Wyręby widać
    wszędzie. Jadąc drogami, między Pieckami a Piszem, między Spychowem a
    Rucianami, w stronę Mikołajek, Kosewa lub Karwicy – w wielu miejscach
    ogromne wyręby przydrożne wydają się większe, niż pozostawione partie
    lasu. Jeśli wejdziemy gdziekolwiek w głąb Puszczy Piskiej, to samo: na
    wyręby i tablice „Zakaz wstępu, wycinka drzew”, natkniemy się
    wszędzie.
    W ubiegłym roku „Gazeta Wyborcza” zamieściła dramatyczny apel
    czytelnika pt. „Plaga wylesiania”. Oto fragmenty: „Chyba jedną z
    największych afer PiS jest wylesianie Polski. Sprzedaż drewna, w tym
    do Chin, jest naszym ‘hitem eksportowym’. (…) Na Mazurach, gdzie
    obecnie mieszkam, robią wyręby gniazdowe. Potem, żeby zamaskować ich
    skalę, powstaje ‘szachownica leśna’, która ma być niewidoczna dla
    postronnego obserwatora. (…) Przypuszczam, że skala dewastacji
    polskich lasów jest katastrofalna.” („Gazeta Wyborcza” z 20 listopada
    2019 r.) Czytelnik apelował do Redakcji, aby pomogła walczyć z „tym
    barbarzyństwem”, jak nazwał „wylesianie Polski”.
    Niestety, nie ma obecnie możliwości skutecznej obrony lasów. Ani
    zmiany niszczącej lasy „gospodarki leśnej”. Lobby leśników i myśliwych
    skutecznie powstrzymuje wszelkie próby obrony przyrody. Ma wpływy w
    rządzie, w Sejmie, w partiach. Dowiodło to dobitnie fiasko złożonego w
    Sejmie w roku 2010 i podpisanego przez ćwierć miliona obywateli,
    „Obywatelskiego projektu zmiany ustawy „O ochronie przyrody”,
    blokującej tworzenie nowych parków narodowych w Polsce.
    Argumenty, które od lat powtarzają przedstawiciele Lasów
    Państwowych, są te same: wyręby zgodne są z „planami urządzania lasu”
    a ilość drewna „do pozyskania” odpowiada tym planom. Tu, na Mazurach,
    słyszymy często, że lasy Puszczy Piskiej, to „lasy gospodarcze” –
    sosnowe, przeznaczone do wyrębów. Najczęściej zresztą, co jako autor
    artykułów o „wylesianiu” Mazur wiem z własnego doświadczenia, żadnego
    odzewu na krytykę ani żadnej próby polemiki, nie ma. Wystąpienia ludzi
    broniących przyrody pomijane są milczeniem.
    Przy okazji ignorowane są oczywiście inne fakty. Np. to, że na
    Mazurach wycinane są także partie starodrzewów. Niedaleko naszego
    domu, między drogą Krutyń – Zgon a jeziorem Mokrym, powstały latem
    ogromne wyręby po lesie mieszanym. Pnie ponad stuletnich i starszych
    drzew – sosen i świerków (w tym pomnikowego świerku o wysokości blisko
    40 metrów), dębów i brzóz, przez wiele tygodni wywoziły z lasu wielkie
    lory. Zniszczony bezpowrotnie został „ekosystem leśny stanowiący
    naturalny fragment rodzimej przyrody” oraz zniszczono „las szczególnie
    cenny”, by zacytować w tym miejscu Art. 7 i 8 obowiązującej leśników
    Ustawy „o lasach” z 28 września 1991 roku (tekst Dz. U. 1153 z
    01-09-2014). Co więcej: Art. 7 tej Ustawy p. 1) mówi wyraźnie, jaki
    jest cel „zrównoważonej gospodarki leśnej”. Chodzi o „zachowanie lasów
    i korzystnego ich wpływu na klimat, powietrze, wodę, glebę, warunki
    życia i zdrowia człowieka oraz na równowagę przyrodniczą”. Wyliczając
    dalej w p.2), na czym polega „ochrona lasów”, prawodawca wymienia:
    „zachowanie różnorodności przyrodniczej”, „zachowanie leśnych zasobów
    genetycznych”, „walory krajobrazowe” oraz „ochronę wód
    powierzchniowych i głębinowych”. Po wyliczeniu tego, co obowiązuje
    leśników przede wszystkim, dopiero w p.5) Art. 7 czytamy: „produkcja,
    na zasadzie racjonalnej, drewna…” Dodajmy tu jeszcze Art. 8 Ustawy,
    który przypomina leśnikom, że gospodarkę leśną mają prowadzić przy
    zachowaniu przede wszystkim zasady „powszechnej ochrony lasów”.
    Dziś przepisy Ustawy „o lasach” są przez wielu leśników
    lekceważone i łamane. Handel drewnem, przynoszący krociowe zyski, stał
    się powszechną praktyką. Skala wycinanych lasów jest już widoczna z
    kosmosu. Np. zdjęcia satelitarne znad Mazur, dostępne dla każdego, kto
    ma internet, pokazują ogromne łyse placki, jakimi Puszcza Piska jest
    usiana. Leśnicy z tutejszych Nadleśnictw ignorują lub są nieświadomi
    także faktu, że cały obszar Mazurskiego Parku Krajobrazowego (w
    planach Parku Narodowego) oraz rezerwat „Jezioro Nidzkie”, mają status
    światowego rezerwatu biosfery „Jeziora mazurskie”, wpisany do rejestru
    UNESCO.
    Jakie to Nadleśnictwa? Kto odpowiada za gospodarkę leśną na
    obszarze Mazurskiego Parku Krajobrazowego? Kto sprawuje nadzór nad
    obszarem, który kilka lat temu pretendował do miana „światowego cudu
    przyrody”?
    W granicach MPK gospodarują cztery Nadleśnictwa: Strzałowo,
    Maskulińskie Spychowo i Pisz.
    Nadleśnictwo Strzałowo administruje dwudziestoma tys. hektarów
    lasów, przy czym „jego” lasy stanowią największą część Parku
    Krajobrazowego. Nadleśniczym do niedawna był p. Zbigniew Ciepluch,
    obecnie jest p. Piotr Czyżyk. To Nadleśnictwo wycina lasy wzdłuż dróg
    Zgon – Ruciane – Mikołajki oraz pozostawia wielkie wyręby w różnych
    partiach Puszczy Piskiej. Tutaj też wycinano wiele starodrzewów, m.
    in. wspomniane, między drogą Krutyń – Zgon a jeziorem Mokrym.
    Nadleśnictwo Maskulińskie, którego szefem jest p. Krzysztof
    Czaporowski, zajmuje obszar 28 tys. ha., z czego znaczna część jest w
    granicach MPK. To Nadleśnictwo wycina lasy w pobliżu leśniczówki
    Pranie i Muzeum im. Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Ostatnio
    wycięło kawał lasu przy tablicy upamiętniającej pobyty poety w
    leśniczówce. Pozostawiając tablicę, kiedyś postawioną koło „sosny
    Gałczyńskiego”, na tle gołego wyrębu. Ogromne polany, na miejscach
    lasu wyciętego przez to Nadleśnictwo, zobaczymy też jadąc drogą
    Ruciane – Pisz.
    Nadleśnictwo Spychowo administruje lasami o powierzchni 24 tys.
    ha., również częściowo na terenach MPK. Nadleśniczym jest p. Krzysztof
    Krasula. Odpowiada za wyręby przy drodze Spychowo – Zgon – Ruciane
    oraz, już częściowo poza granicami Parku, Rosocha – Karwica. To przy
    tej drodze ogromne wyręby, na miejscu sosnowo- świerkowego boru sprzed
    kilku lat, są tak rozległe, iż pozostawiają wrażenie, że lasu tu nigdy
    nie było.
    Nadleśnictwo Pisz gospodaruje na największym obszarze 36 tys. ha.
    Nadleśniczym jest p. Robert Trąbka. Ostatnio wycięto dużą partię lasu
    koło wsi Karwik nad jeziorem Śniardwy. Wycinane są także lasy wokół
    jeziora Roś, już poza MPK.
    Myślę, że warto też zapytać ludzi nadzorujących „gospodarkę”
    mazurskich Nadleśnictw: jak oni patrzą na tempo wycinania Puszczy
    Piskiej? Czy wiedzą, czy akceptują? To są pytania do dyrektorów
    Regionalnych Dyrekcji Lasów Państwowych w Olsztynie i Białymstoku:
    panów Adama Roczniaka i Andrzeja Nowaka. Ale także do dyrektora
    Generalnej Dyrekcji LP, p. Andrzeja Koniecznego. Trudno uwierzyć, aby
    fakty, o których piszę, były im obojętne.
    Te pytania wiążą się, oczywiście, ze sprawą, o której leśnikom
    stale trzeba przypominać: to nie oni są właścicielami lasów.
    Właścicielem jest całe społeczeństwo, wszyscy obywatele. Wielki skarb
    narodowy, jakim są polskie lasy, został powierzony leśnikom z myślą,
    że zadbają o ich „powszechną ochronę”. Tymczasem obecni „gospodarze”,
    zajęci przede wszystkim „pozyskiwaniem drewna” i sprzedażą z zyskiem,
    o tym podstawowym obowiązku zapomnieli.

    Mazury, październik 2020

    Odpowiedz

Dodaj opinię lub komentarz.