Gdańskie werandy i ganki
Do przypomnienia o niektórych dawnych gankach i werandach, jakie przetrwały do dziś we Wrzeszczu, Oliwie, czy Strzyży, zainspirowało mnie pewne zdjęcie. To weranda w Oliwie. Sfotografował ją Stefan Chwin. Zdjęcie (w kolorze sepii) zamieścił w książce „Mój Gdańsk”, a Arkadiusz Bagłajewski kolorową wersją tej fotografii zilustrował swój artykuł w numerze 4/5 2024 dwumiesięcznika „30 dni”. Bagłajewski jest autorem wstępu do pracy Stefana Chwina, zaś artykuł zatytułował, jakżeby inaczej, „Gdańsk Chwina”.

O poniemieckich domach w Oliwie, wśród których przyszły profesor spędził dzieciństwo i młodość, tak pisał Chwin w „Krótkiej historii pewnego żartu”: „Były to domy wspaniale, podobne do zasobnych kufrów z setką ozdobnych okuć, ciemne, kufrowate, o trudnym do rozszyfrowania wnętrzu (kilka przypominało nawet Arkę Noego, którą zobaczyłem kiedyś na fotografii arrasów).
(…) były naprawdę tajemnicze – stały w głębi ogrodów, zawsze trochę odsunięte od ulicy, odgrodzone od świata płotami z ozdobnych prętów, otoczone świerkami, tujami, a czasem cisami.
(…) Z dachów o łamanych spadziznach wystrzelały nagle spiczaste wieżyczki kryte dachówką albo pozieleniałą miedzianą blachą, ze ścian wysuwały się wieloboczne wykusze z wąskimi półokrągłymi okienkami, przeszklone werandy wchodziły w ogród, schodki z żelazną barierką w roślinne ornamenty zbiegały na trawnik. (…) Wdzięk? Z jednej strony idiotyzm malujący się na twarzach ogrodowych gnomów, głupota cementowych muchomorów, infantylizm domowej ozdobności – z drugiej prawdziwa powaga ciesielsko – kamieniarskiego mistrzostwa… Z jednej strony radość wykrawania koronkowych ażurów ozdabiających werandę – z drugiej nerwowe pragnienie, by zapiąć wszystko na ostatni guzik.”

W języku potocznym słowa „ganek” i „weranda” funkcjonują zamiennie. Słowniki (czy to wyrazów obcych, czy języka polskiego) tłumaczą jednak, że ganek, słowo pochodzenia niemieckiego, oznacza przedsionek, przybudówkę przed wejściem do domu, nakrytą daszkiem, przeważnie dwuspadowym, wspartym na słupkach, bądź kolumienkach. Weranda natomiast to przybudówka do budynku, która może się znajdować zarówno przed wejściem jak i przy innej elewacji domu, często bywa oszklona. Może spełniać funkcje rekreacyjne.

Najsłynniejszy ganek przedstawiony w literaturze to ten w soplicowskim dworze. Pisze o nim Wieszcz w I Księdze zatytułowanej „Gospodarstwo”.
Właśnie dwukonną bryką wjechał młody panek
I obiegłszy dziedziniec zawrócił przed ganek,
(…) We dworze pusto: bo drzwi od ganku zamknięto
Zaszczepkami, i kołkiem zaszczepki przetknięto.

Ganek jest ważnym miejscem dla bohaterów słynnej niegdyś książki Tadeusza Konwickiego „Bohiń” wydanej w 1987 roku. Powieść jest próbą opisania domniemanych losów Heleny Konwickiej, babki pisarza. Przodkowie Konwickiego dzierżawią ubogi folwark Bohiń nad Wilią, po utracie majątku skonfiskowanego w wyniku upadku powstania styczniowego. Na ganku, „gdzie świeciła zielono winorośl i zapalczywie ćwierkały wróble”, wyposażonym w stare, zniszczone meble, przyjmowani są niezbyt mile widziani goście: Rosjanie. Miejscowy naczelnik policji, czyli isprawnik Dżugaszwili, (!) Puszkin syn poety, Korsakow zruszczony litewski szlachcic.

Pamiętam też opis gajówki z popularnej książki dla dzieci, którą napisały Maria Kownacka i Zofia Malicka, rozpoczynający opowieść o „Dzieciach z Leszczynowej Górki”. Książka ukazała się po raz pierwszy w 1951, miała wiele wznowień.
Na wzgórzu porośniętym leszczyną stoi drewniany domek opleciony dzikim winem; ma on spadzisty dach z czerwonym kominem, cztery okna i mały ganeczek na słupkach. Przed gankiem jest trawniczek i klombik z kwiatami.

Dziewiętnastowieczny amerykański pisarz Herman Melville, znany przede wszystkim jako twórca powieści „Moby Dick”, jest także autorem wysoko ocenianych nowel i opowiadań, wydanych również w Polsce. Jedna z nowel nosi tytuł „Weranda”!
Weranda (fr. veranda, port. varanda) jako miejsce służące wypoczynkowi (werandować, czyli wypoczywać to neologizm znany bywalcom sanatoriów) trafia ostatnio na okładki książek.
„Weranda pachnąca lipami” Agi Sotor , „Weranda pachnąca jaśminem” Katarzyny Przybysz,
„Weranda na Czarcim Cyplu” Liliany Fabisińskiej .
Istnieje też miesięcznik wnętrzarski (sic!) o tytule „Weranda”…

W moim domowym archiwum mam przynajmniej kilka uwiecznionych ganków, są też werandy. W Encyklopedii Gdańskiej pod hasłem „Strzyża” znalazło się zdjęcie z 1924 roku przedstawiające fragment ulicy Torgawer weg (dziś M. Karłowicza). Nie ukrywam, że oglądam je z pewnym wzruszeniem, bo zostało wykonane najprawdopodobniej z okna domu, w którym po wojnie zamieszka moja rodzina przybyła tu z dalekiego Stanisławowa. Widoczna na fotografii willa po prawej stronie trójkątnego skweru wyróżnia się dużą drewnianą werandą, zachowaną do dziś.

Ale najładniejsze werandy to te wykończone misternym ażurowym obramowaniem Są takie w Górnym Wrzeszczu na ulicy Matki Polki, czy w Brzeźnie (ulica Krasickiego). Okazałe werandy, choć może nie tak urokliwe, można spotkać także w Dolnym i Górnym Wrzeszczu. Niektóre są pękate, przypominają, jakby powiedział Chwin, kufry, inne wspinają się aż pod dachy. Czasem pojawi się ozdobny, oszklony ganek, który właściwie też można nazwać werandą.
Szukajmy tych zachowanych śladów dawnego Gdańska.


