Raj na Atlantyku

Madera nazywana jest Hawajami Europy – i słusznie, bo przyroda i krajobrazy są tam równie oszałamiające, jak w najbardziej egzotycznych zakątkach świata.

Tym, co odróżnia tę europejską wyspę od amerykańskich Hawajów jest brak szerokich, piaszczystych plaż – poza kilkoma mikroskopijnymi . Zamiast nich, na południowym wybrzeżu wyspy rozlokowane są kamieniste plaże, na których jednak raczej nikt się nie wyleguje.

Madera

Nie znaczy to, że na Maderze nie ma warunków do wypoczynku. Można tam wypoczywać na dziesiątki, jeśli nie setki sposobów! Tyle, że powinien być to raczej wypoczynek aktywny. Informacji o atrakcjach i możliwościach wyspy nie brak w internecie, a w księgarniach sporo jest tradycyjnych przewodników. Zachęcam do ich przejrzenia, bo to naprawdę turystyczny raj. Ja zaś, bardziej niż na atrakcjach turystycznych i opisów przyrody, chcę skupić się na kilku obserwacjach podczas niedawnego pobytu na Maderze.

Ruch samochodowy

Jeśli w biurze turystycznym będą namawiać Cię do wynajęcia samochodu podczas pobytu na wyspie, przemyśl to. Po pierwsze, zastanów się, czy jesteś dobrym kierowcą. Madera to wulkaniczny stożek z drogami, o często niewyobrażalnych kątach nachylenia. Przy czym drogi bywają różne – najczęściej dobrej jakości, zwłaszcza wokół wybrzeża. Z wnętrzem wyspy bywa różnie. Wszędzie zdarzają się trasy tuż nad przepaścią. Zakręty bywają bardzo, bardzo, bardzo ostre, a kierowcy zbliżając się do nich ostrzegają się wzajemnie klaksonami, bo nie widać czy ktoś nadjeżdża z przeciwka.

Madera

W związku z tym, że drogi są dość wąskie, bardzo wiele samochodów na Maderze ma poprzecierane przednie zderzaki na rogach. Nikogo to nie dziwi, bo są miejsca, w których nie da się zakręcić inaczej, niż tuż przy skale, czy betonowym murze albo drzewie. To ważna wskazówka, bo wypożyczony samochód musi mieć wykupione ubezpieczenie (poza ogólnym, warto też dokupić ubezpieczenie szyb, bo z osuwisk mogą spadać drobne kamyki lub ziemia, a to dodatkowy koszt), a przedstawiciel firmy użyczającej auta, przed oddaniem go w ręce klienta sprawdza dokładnie stan całej karoserii. W razie otarcia lub zarysowania, tylko ubezpieczenie uchroni kierowcę przed stratą większej gotówki.

Dlatego początkującym kierowcom samochodu nie polecam, a i doświadczony szofer może mieć niewiele frajdy z jazdy w sytuacji, kiedy zamiast podziwiać przepiękne widoki, niemal całą uwagę musi skupić na drodze i tym, co dzieje się tuż przed maską samochodu.

Uwaga!
Na Maderze obowiązuje zasada, że to pieszy ma pierwszeństwo na zebrach, przy których nie ma sygnalizacji świetlnej! To się sprawdza, to działa, to jest dobre. Druga zasada w miejscowościach – na czerwonym świetle, o ile nie zbliża się samochód, pieszy może przechodzić.

Ruch autobusowy

Najlepszym rozwiązaniem okazuje się komunikacja autobusowa. Niestety, z punktualnością autobusów bywa różnie – zwłaszcza wewnątrz wyspy. Ceny kursów wahają się od 1,5 euro do kilku euro, w zależności od długości trasy i przewoźnika. Można też kupić bilety okresowe na kilka dni. Bilety kupuje się u kierowców. Obowiązują na określonych trasach – jeśli chce się przejechać z punktu A do punktu B, mijając po drodze tzw. terminal (odpowiednik naszej „strefy”), to trzeba kupić kolejny bilet. Dzieci do 12 roku mają, o ile dobrze pamiętam, 50-procentową zniżkę na przejazdy. Na ogół pasażerowie sygnalizują zamiar opuszczenia pojazdu na najbliższym przystanku poprzez naciśnięcie jednego z guzików umieszczonych w suficie autobusu nad ich głowami. Warto o tym pamiętać, bo autobus może po prostu nie zatrzymać się tam, gdzie byśmy chcieli. Jeśli ktoś planuje dłuższy pobyt na wyspie, może kupić bilet okresowy

Wewnątrz wyspy i na jej północy autobusy kursują rzadziej, trzeba więc sprawdzić na rozkładzie jazdy lub w internecie, godziny przyjazdu kolejnego środka transportu.

Madera

Jazda autobusem, poza możliwością podziwiania fantastycznych widoków, dostarcza dodatkowych emocji, kiedy na zakręcie wąskiej drogi mijają się dwa dziesięciotonowe kolosy pełne ludzi.

A może rowerem?

Zdecydowanie nie! Po prostu po większości maderyjskich dróg publicznych nie da się jeździć rowerem. Nawet najlepsi kolarscy „górale” nie podołaliby temu zadaniu, gdyby chcieli korzystać z jednośladów jako codziennego środka transportu. Na dodatek, skoro na zakręcie ledwo mijają się dwa autobusy czy samochody osobowe, jak miałby się tam zmieścić jeszcze, sunący pod górę niczym ślimak, rower? Zresztą, z tych samych powodów po Maderze nie chodzi się pieszo. Mam na myśli rzecz jasna drogi między poszczególnymi miejscowościami. Na górskich szlakach, czy lewadach spacer jest wręcz wskazany, ale trudno dotrzeć pieszo ze stolicy wyspy Funchal do jakichś bardziej odległych zakątków wyspy.

Madera

Na Maderze naliczyłem cztery rowery, w tym dwa używane były przez mieszkańców wsi położonych w centrum wyspy, a dwa inne to rowery sportowe. Bo oczywiście, o ile rower nie jest tam popularnym miejskim środkiem komunikacji, o tyle rowerowe przełaje na wyznaczonych górskich szlakach wchodzą w zakres oferty turystycznej.

Jest jeszcze kilka innych możliwości zwiedzenia wyspy, na przykład wykupienie jedno- lub dwudniowej wycieczki w lokalnym biurze podróży (ceny od dwudziestu kilku euro za poszczególne trasy), albo wynajem przewodnika z autem. W Funchal są oczywiście taksówki. Pojadą niemal wszędzie, ale to oczywiście może słono kosztować.

Betonowy raj

Jak wspomniałem, Madera pełna jest rajskich krajobrazów, ma jednak swoje drugie oblicze. Południe wyspy niemal na całej długości usiane jest kompleksami hotelowymi, które na pierwszy rzut oka mogą zachwycać. Na drugi i kolejne, uświadamiają nam, że kosztem budowy miejsc wypoczynku dla tysięcy turystów, pod warstwami betonu znika niezwykłe, dzikie klifowe wybrzeże. Bo beton jest tu budowalnym złotym środkiem na wszystko. Budować na Maderze trzeba „piętrowo”. Ulice i drogi biegną w górę i opadają, a wszystkie fundamenty wzmacnia się betonem żeby domy nie osunęły się do oceanu. Zresztą, betonem wzmacnia się wiele naturalnych ścian klifowych, pod którymi biegną drogi.

Madera

Południe wyspy to prawdziwa betonowa twierdza, z drugiej strony jednak, powstają tam także domy dla lokalnych mieszkańców. Zakładanie osiedli wewnątrz wyspy jest często niemożliwe ze względu na trudny dostęp, ochronę przyrody (np. pochodzących z okresu trzeciorzędu lasów wawrzynowych). Większość wyspiarzy pracuje w Funhal. Gdyby mieli codziennie pokonywać drogę z drugiego końca wyspy do stolicy zajęłoby im to co najmniej dwie godziny w jedną stronę. Siłą rzeczy ludzie chcą mieszkać jak najbliżej administracyjnego i gospodarczego centrum.

Rajski ogród

Do tej pory tylko straszyłem i zniechęcałem. Teraz będzie o raju prawdziwym. Na wyspie, poza niezwykłymi krajobrazami, ponad dwudziestoma strefami mikroklimatycznymi, atrakcjami opisanymi we wszystkich przewodnikach (jak choćby słynne lewady, czy największe w Europie wrzosowisko) rosną dziesiątki niespotykanych u nas gatunków roślin. Opuncje i filodendrony to tutaj nie tylko rośliny widoczne niemal na każdym kroku. To także źródło doskonałych owoców. W parkach w Funchal można natknąć się na gaje bambusowe, a banany rosną nie tylko na północy na plantacjach, ale i w przydomowych ogródkach. Co do bananów – poza wyspą i chyba kontynentalną Portugalią nie spotkacie takich nigdzie w Europie. Nie spełniają unijnych norm dotyczących krzywizny i wielkości. A smakują wybornie! Kolejna ciekawa uprawa, to trzcina cukrowa, z której robi się m.in. melasę i bimber. Koniecznie trzeba spróbować owocu flaszowca, lokalnej marakui i mango.

Madera

To wszystko i jeszcze więcej, rośnie na wyspie, na plantacjach lub dziko. Mimo skrajnie trudnych warunków, u podnóży gór – poczynając niemal od samej linii oceanu – Maderyjczycy są zapalonymi rolnikami. Uprawiają, poza egzotycznymi owocami i trzciną cukrową, warzywa – na przykład bataty. Z powodu stromizn ludzie zakładają niewielkie poletka tarasowe i obrabiają je ręcznie. Nie spotka się tu ani traktorów, ani kombajnów, ani koni i innych zwierząt pociągowych. Tylko człowiek radzi sobie z pracą w tak trudnym terenie.

Maderyjczycy

Ludzie są na Maderze sympatyczni i dość pobłażliwi dla turystów. Nie mają wyjścia, to jedno ze źródeł ich dochodów. Większość ekspedientów i ekspedientek oraz pracowników lokalnych firm turystycznych zna przynajmniej podstawy angielskiego, a spora grupa zna angielski biegle. To ich narzędzie pracy.

Tym, co uderzyło mnie podczas przemierzania Funchal i kilku innych, mniejszych miejscowości na południu i północy wyspy, była spora liczba opuszczonych, zniszczonych, zrujnowanych domów. Spytałem kogoś, co to za domy i dlaczego są puste i tak zaniedbane. Usłyszałem, że to domy tych, którzy z wyspy wyemigrowali w świat za chlebem. – Ale wrócą! – zapewniała moja rozmówczyni. Nie przekonała mnie. Stan nieruchomości wskazywał na to, że nikomu już na nich nie zależy. Z drugiej strony wciąż do kogoś należą. Dlatego żadne służby komunalne lub urzędnicy nie mogą nic z tymi ruinami zrobić.

W Funchal kilka razy natknąłem się na żebraków. Nikt ich nie przegania, nikomu chyba nie przeszkadzają. Stanowią „lokalny miejski koloryt”, podobnie jak rudery. I być może są, podobnie jak te rudery, świadectwem trudnej sytuacji ekonomicznej, kryzysu, bezrobocia. Maderyjczycy wiedzą, że i tak, ich wyspa jest jednym z najpiękniejszych i najbardziej niezwykłych miejsc na Ziemi i turyści zawsze będą do nich przyjeżdżać. Dlatego nie przeszkadzają im, ani zrujnowane domy, ani żebrzący ludzie. I słusznie.

Na koniec…

…jeszcze jedna wskazówka. Jeśli boicie się latać samolotem, nie próbujcie przełamywać swojego lęku podczas podróży na Maderę. Wprawdzie bezpośredni czarterowy przelot z Polski trwa niewiele ponad cztery godziny, a lot z Lizbony (rejsy codziennie, mniej więcej co 1,5 godz.) tylko ponad godzinę, jednak lądowanie na lotnisku w Santa Cruz – drugim najniebezpieczniejszym lotnisku w Europie – jest przeżyciem tak ekstremalnym, że osoby o słabszych nerwach nie powinny fundować sobie takich doznań. Jeśli zaś nie boicie się ostrych turbulencji i gwałtownego schodzenia z wysokości, koniecznie odwiedźcie rajską wyspę na Atlantyku. Niestety, innego regularnego połączenia – poza lotniczym, z Europy na Maderę nie ma.

Madera

Coś na kształt autobusowego przewodnika po wyspie, który warto uważnie przejrzeć. Zawiera wiele przydatnych informacji, mapy oraz linki do stron instytucji i firm przewozowych (str. 9), na których znajdziecie cenniki i rozkłady jazdy

www.horariosdofunchal.pt/FlipBuilder/guia_en_1.pdf

Dariusz Olejniczak

Wyśrodkuj mapę

4 myśli na temat “Raj na Atlantyku

  • Opis bardzo adekwatny. Dodałabym tylko, że koszt wynajęcia auta na Maderze jest masakrycznie wysoki – oczywiście z ubezpieczeniem, które podnosi cenę o 100%. Tak drogiego auta nie wypożyczałam nigdy w życiu. Dodam tylko, że temat otarć samochodów z mojego punktu widzenia jest lekko przesadzony – ja przejechałam całą wyspę wzdłuż i wszerz i wróciłam bez jednego otarcia. Największym zagrożeniem drogowym są osuwiska skalne i zalegające wszędzie kamienie na drogach lokalnych.
    To co mnie rzuciło się w oczy na Maderze, to myśl, że nie chciałabym tam mieszkać – wyspa wydaje się ciasna i bez przestrzeni, nie ze względu na gestość zaludnienia w Funchal i okolicach, tylko przez fakt, że jest to jedna wielka góra i wszystko jest wcięte w jej stoki bez skrawka terenu płaskiego – wychodzisz z domu i koniec terenu a za placami mur lub skała. I wszędzie pod górę….

    Odpowiedz
    • Co do mieszkania na Maderze, to rzeczywiście jest ciekawa sprawa. Jest pięknie, ale ciasno. No i te wszechobecne wzniesienia. Brak właściwie poboczy dróg, bo ciasno. Wszelkie awarie samochodów blokują całą komunikację na danej trasie. Poza tym, wyspa jednak jest za bardzo turystyczna. Z drugiej strony, Funchal całkiem jest przyjemne i przyjazne. I miasteczka nad brzegiem oceanu na północnym zachodzie, gdzie jest najcieplej, też są całkiem miłe.No, ale ten dylemat raczej mi nie grozi – bez szans na taką przeprowadzkę 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *