Zona cz. 1

Ktoś powiedział: „Życie nie jest mierzone liczbą oddechów, ale liczbą momentów, które zapierają nam dech w piersiach.”  Dlatego pojechałam do Czarnobyla.

w drodze do Czarnobyla

Bezpośrednią inspiracją było złowieszcze Oko Moskwy. Ale zona to nie tylko Czarnobyl, to także sąsiednia, oddalona o 4 km,  Prypeć – miasto zbudowane dla pracowników elektrowni.

Do takiego wyjazdu musiałam się przygotować – poczytać na temat awarii i obecnych zagrożeń. Reakcja znajomych na wieść o wyjeździe była zawsze taka sama: „zwariowałaś???” Ewentualnie zaraz po tym: „dlaczego?”

wjazd do Prypeci

Na temat skutków katastrofy pisano wiele, w tym wiele mitów. Dotarłam do opracowania naukowego UNSCEAR (Komitet Naukowy ONZ ds. Skutków Promieniowania Atomowego) i ciekawe rzeczy się wyłoniły:

„Nie stwierdza się też (co wcale nie dziwi specjalistów) wad genetycznych u potomstwa osób napromieniowanych. Stwierdzono natomiast (i to już w pierwszym roku!) znaczny wzrost tzw. niemych raków tarczycy, szczególnie u dzieci. Pogląd, że wzrost ten miał za swą przyczynę zwiększony poziom promieniowania w wyniku awarii był od początku kwestionowany, gdyż z wielu danych wiadomo, że raki tarczycy rozwijają się przez wiele lat zanim się ujawnią. Ponadto z danych epidemiologicznych osób poddanych leczeniu promieniotwórczym jodem wiadomo, że wystąpił u nich nie wzrost, lecz przeciwnie, deficyt raków tarczycy. Dawki zaabsorbowane przez ludność wokół Czarnobyla były rzędy dziesiątki razy niższe, tak więc nawet blokowanie tarczycy stabilnym jodem zapewne niewiele zmieniło i tak nikły stopień narażenia.” [ze strony www.ipj.gov.pl]

wjazd do Prypeci

Promieniowanie w Warszawie jest większe niż w Czarnobylu, większe jest na pokładzie samolotu. Piorun przelatujący koło samolotu daje pasażerom 400 prześwietleń za jednym zamachem. Nie udowodniono żadnych mutacji genetycznych, jedynie wzrost zachorowań na nowotwór tarczycy u dzieci TAMTYCH, z tamtego okresu + 39 ofiar śmiertelnych. Na stałe w Czarnobylu mieszka kilka tysięcy osób (może 1600, nie pamiętam dokładnie) związanych z elektrownią. Przebywając tam przez rok otrzymuje się dawkę promieniowania mniejszą niż w Paryżu. Czy to prawda?

„Średnie promieniowanie tła np. w Polsce wynosi ~15uR/h – mikro-rentgenów na godz. W czerwonym lesie promieniowanie tła sięga ~1R/h. Na drodze mierzyliśmy wartości rzędu ~15mR/h. Dla człowieka zabójcza jest ekspozycja ~500R/h w czasie ~5h. Podsumowując po trzech moich wyprawach w te strony i setką pomiarów mogę śmiało oficjalnie powiedzieć, że na 80% terenów skażonego miasta Prypeć promieniowanie waha się wokół ~40uR/h czyli ponad cztery razy mniej niż średnie promieniowanie w Lądku Zdrój, na plaży w Mrzeżynie czy Masywie Centralnym we Francji, o wysokim Tybecie czy wybranych miastach w Iranie nie wspominając.” [Chyba to stąd wzięłam: http://forumzn.katalogi.pl albo idąc tropem linków tam zamieszczonych.]

droga do Sławutycza

„Strefa Czerwonego Lasu pozostaje jednym z najbardziej skażonych obszarów na Ziemi. Jednakże, zona okazała się zaskakująco płodnym siedliskiem dla wielu zagrożonych gatunków. Ewakuacja obszaru wokół reaktora atomowego przyczyniła się do stworzenia bujnego i unikalnego rezerwatu przyrody. Film dokumentalny telewizji BBC z 1996 roku zatytułowany „Inside Chernobyl’s Sarcophagus” (We wnętrzu czarnobylskiego sarkofagu) pokazuje ptaki przelatujące przez ogromne dziury w strukturze reaktora jądrowego. Długofalowy wpływ radioaktywnego opadu na florę i faunę tego regionu nie jest w pełni znany, gdyż rośliny i zwierzęta mają znacząco różną i zmieniającą się odporność na promieniowanie. Zaobserwowano, ze niektóre ptaki mają skarłowaciałe pióra ogonowe. Odnotowano populacje bocianów, wilków, bobrów i orłów w tym regionie.
Wydaje się, że przyroda zony nie tylko przetrwała, ale również rozkwitła z powodu znacznego ograniczenia wpływu człowieka. Strefa stała się „Radiologicznym Rezerwatem”. Uważa się, że podobno występowały przypadki deformacyjnej mutacji zwierząt z Czerwonego Lasu, ale żaden z nich nie został udowodniony, z wyjątkiem częściowego albinizmu u jaskółek. „

http://pl.wikipedia.org/wiki/Czerwony_Las
http://lasy.rolnicy.com
http://www.naukowy.pl

Na las poszła najwyższa dawka promieniowania. Tak wyglądał w 1986 r., zdjęcia znalezione na Wikimapii. Las wycięto i zakopano 1 m pod ziemią. Ostatnie zdjęcie to tzw. skażone pole – obszar tuż przy Prypeci, przeznaczony pod dalszą zabudowę miasta. Został w całości zabetonowany, by zapobiec przedostawaniu się cząstek promieniotwórczych do rzeki.

„Jedynym miejscem, gdzie poziom promieniowania przybiera niepokojące wartości, jest Czerwony Las. Tu spadła znaczna część radioaktywnego materiału, wyrzuconego w powietrze siłą eksplozji, a obumarłe od radiacji drzewa przybrały właśnie specyficzny, rudobrązowy kolor. Czerwony Las oglądamy z okien mikrobusu, radiometry popiskują zdecydowanie szybciej niż gdzie indziej i wreszcie jesteśmy usatysfakcjonowani. Dwanaście mikrosiwertów na godzinę! To znaczy, że trzeba stać tu w miejscu cztery tysiące godzin, żeby mogły pojawić się pierwsze, opóźnione efekty promieniowania w postaci nowotworów czy zmian genetycznych. Czerwony Las, po latach już zupełnie normalny i zielony, zostaje z tyłu, a my tłoczymy się do zdjęcia z groźną tabliczką „Stój! Radioaktywność!”, wbitą w pagórek kilka kilometrów dalej. Tu odczyty przyrządów nie wzbudzają już niczyjego zainteresowania.

Wciąż jesteśmy oszołomieni sennym koszmarem Prypeci, więc dosyć obojętnie przyjmujemy spacer wokół Czarnobylskiej Elektrowni Atomowej. Zwłaszcza, że o wejściu na halę elektrowni i obejrzeniu któregoś z trzech nieuszkodzonych podczas eksplozji reaktorów nie ma mowy. Elektrownia wygląda jak każdy wielki zakład przemysłowy, wrażenie robi jedynie złowroga góra betonu, czyli słynny sarkofag, pod którym spoczywa zniszczony czwarty reaktor i tony promieniotwórczego paliwa. Lekceważymy zabawny przepis, w myśl którego sarkofag wolno fotografować, ale otaczający go płot bezpieczeństwa – nie. Sarkofag wkrótce zniknie pod monstrualną, szeroką na niemal trzysta metrów kopułą, która ma przykryć niszczejący beton i zapobiec skażeniu środowiska w wypadku, gdyby radioaktywny pył i paliwo wydostały się na zewnątrz. To będzie śmierć ikony, ale my ją stąd wywieziemy na zdjęciach.

Elektrownia bez dwóch zdań dba o swoich gości. Zwiedzanie kończymy obiadem w pracowniczej stołówce i jest to obiad iście królewski. Do dziś nie mogę doliczyć się dań – czy trzy desery powinny liczyć się za jeden? W każdym razie i tak przed nimi były przystawki, przekąski, zupa i danie główne. W cichości ducha liczyłem na dziejową ironię i barszcz ukraiński (pamiętacie dowcip? „stoi na stole i świeci?”), ale cóż był rosół. Doskonały rosół.

Wjazdu i wyjazdu z terenu Zony strzegą wojskowe punkty kontrolne, ale nie jest to jedyna droga. Elektrownia ma swoją stację kolejową i pracownicy dojeżdżają tu codziennie specjalnym składem z oddalonego o 50 km Sławutycza. Miasto Sławutycz powstało „na rozkaz” zaraz po tragedii, aby przesiedlić ewakuowanych mieszkańców strefy i być może jak wszystkie miasta zaplanowane w całości na desce kreślarskiej, ma nierealną, niepokojącą atmosferę. Choć to inny rodzaj snu, niż w Prypeci, trudno nie zauważyć podobieństwa i tu, i tam jedno pstryknięcie administracyjnych palców zmieniło życie tysięcy ludzi.”

http://turystyka.wp.pl/wid,11243139,str … tykul.html

obiad w stołówce pod reaktorem nr 4

W Kijowie mamy zwiedzać Muzeum Czarnobylskie:
„Efektowną ekspozycję tworzą tysiące zdjęć przedstawiających wysiedlonych mieszkańców miasta Prypeć oraz okolicznych wiosek. Ekspozycję uzupełniają krótkie filmy ilustrujące miasto w 1986 oraz późniejsze obrazy wymarłego miasta. Przed muzeum są zaparkowane dwa UAZy 469B i RAF 2203158, które brały udział w akcji ratunkowej po awarii elektrowni. Symbolem muzeum jest, obumarła w połowie jabłoń – drzewo poznania dobra i zła. Jest to alegoria siły energii atomowej, która pod kontrolą człowieka przynosi dobre owoce, ale może nieść śmierć i zniszczenie.” [http://chornobylmuseum.kiev.ua/index.php?lang=uk]

nazwy wysiedlonych wsi w Muzeum Czarnobylskim w Kijowie

„W dniach 27.6-5.7.2011 odbyła się Ekspedycja Naukowa „Czarnobyl 2011” studentów z kół naukowych Wydziału Fizyki i Wydziału Chemii Uniwersytetu Warszawskiego. Ponad trzydziestoosobowa grupa badaczy dotarła do Czarnobylskiej Elektrowni Atomowej, do miast Prypeć i Czarnobyl oraz do składowiska odpadów promieniotwórczych zlokalizowanego w Strefie Zamkniętej wokół elektrowni. Głównym celem wyjazdu było przebadanie aktualnego stanu terenu okolic elektrowni, 25 lat po awarii. Szczególnie interesujące wydawały się zagadnienia związane z odradzaniem się przyrody na obszarach skażonych.(…)
Absolutnym priorytetem wyprawy było bezpieczeństwo jej uczestników. Po powrocie sprawdzono w laboratorium Instytutu Energii Atomowej POLATOM w Świerku, że dwudniowy pobyt w strefie skażonej nie spowodował skażenia organizmu, a zmierzone dawki promieniowania jonizującego nie przekraczają tych otrzymywanych podczas prześwietleń rentgenowskich. Potwierdzono zatem, że zachowanie prostych zasad bezpieczeństwa wystarczy, by młodzi naukowcy mogli prowadzić badania bez obaw o swoje zdrowie.” [http://www.ipj.gov.pl]

List do prezesa TVN:

„Zwracam się z gorącą prośbą o możliwie szybkie sprostowanie nieprawdziwych informacji, jakie pojawiły się w servisie tvn24.pl na temat awarii w Czarnobylu. Tak ważny społecznie i budzący gorące dyskusje temat jak energia jądrowa wymaga szczególnej rzetelności w informowaniu społeczeństwa. Rozumiem troskę o zaciekawienie czytelników, ale poziom rozminięcia z faktami w artykule „Rocznica najgorszej katastrofy ekologicznej w historii” daleko wykroczył poza standardy profesjonalnego dziennikarstwa.(…)

Przeczytałem Waszą relację z okazji rocznicy Czarnobyla i nie mogę się nadziwić, że tak poważna redakcja powtarza informacje nie mające nic wspólnego z rzeczywistością. Wybuch (chemiczny!) w Czarnobylu ma się nijak do eksplozji atomowych w Hiroszimie i Nagasaki, a jego skutki są zaniedbywalnie małe w porównaniu ze zniszczeniami i konsekwencjami zdrowotnymi wywołanymi detonacją bomb atomowych. Informacja o tysiącach osób, które zapadły na nowotwory nie ma pokrycia w faktach, co jawnie stwierdził najbardziej prestiżowy komitet naukowy ONZ ds. skutków promieniowania jądrowego (UNSCEAR), a następnie Forum Czarnobylskie, mocno nieufne wobec stwierdzeń UNSCEARu. (…) Obszar na pograniczu Białorusi, Ukrainy i Rosji nie został „nieodwracalnie” skażony, gdyż pierwiastki promieniotwórcze z natury rozpadają się. Poza tym poziom promieniowania wokół Czarnobyla jest dziś niższy niż w wielu rejonach świata, zamieszkałych przez ludzi, których zdrowie niczym nie odbiega od zdrowia np. Polaków. Prawdą jest liczba przesiedleń, jednak połowa z nich była zupełnie niepotrzebna, a wywołana paniką i nadmiernym strachem przed konsekwencjami promieniowania jonizującego.

Wbrew powszechnym opiniom, promieniowanie to jest stosunkowo słabo kancerogenne. Podawane przewidywania pojawienia się w przyszłości jeszcze możliwych 4000 nowotworów oparte są na hipotezie, która, jak dotąd w najmniejszym stopniu nie sprawdziła się.”  [http://www.ipj.gov.pl]

likwidatorzy; autor zdjęcia nieznany

O ile miasto Prypeć zostało zbudowane dla pracowników elektrowni i w chwili wybuchu (chemicznego, nie jądrowego) liczyło sobie 16 lat, to Czarnobyl jest miastem z przeszłością. W XIV w. weszło w skład Litwy, a w 1596 r. zostało włączone do Korony. Była to własność Sapiehów. Po I rozbiorze znalazło się w granicach Rosji.

Wyposażona w taką wiedzę mogłam jechać do reaktora.

Nie wiadomo, co do końca było tą praprzyczyną awarii. Jedni oskarżają Anatolija Diatłowa (zastępcę naczelnego inżyniera w czarnobylskiej elektrowni) o „aparatczykowskie” podejście do eksploatacji elektrowni (w tym przypadku przeprowadzenie eksperymentu i jego parcie na sukces). Z drugiej strony Diatłow broniąc się oskarżył ówczesny system właściwie o to samo – o nieliczenie się z ludźmi i wyścig po osiągnięcia.
Być może trzeba było wyprowadzić ludzi z Prypeci tej samej nocy, gdy zdarzyła się awaria. Była obawa przebicia rdzenia do wody, co groziło olbrzymim wybuchem. Czy to było w ogóle możliwe logistycznie? Dwa dni później musiało przyjechać aż 1200 autobusów. Kolumna pojazdów rozciągała się na 20 km. Czy ludzie mieli uciekać na nogach w środku nocy? Może trzeba było zawczasu przygotować maski dla całej ludności?

ewakuacja Prypeci; autor zdjęcia nieznany

Ci ludzie jednak żyją. Z Prypeci wyjechało prawie 50 000 ludzi i 290 000 z innych miejscowości. Myślę, że właśnie to jest największą tragedią – przemieszanie kultur i oderwanie od domu.

I jeszcze jedna rzecz – zwierzęta. Może ich życie w obliczu tej tragedii było mało istotne. Ale żadne zwierzę nie mogło być zabrane w czasie ewakuacji, niektóre biegły za autobusami. Później ogłoszono nabór  myśliwych.  Psy kręciły się wokół domów, pilnowały mieszkań,  czekały na swoich właścicieli, ufnie witały ludzi – wszystkie zostały zastrzelone.

Muzeum Czarnobylskie w Kijowie

Anna Pisarska-Umańska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *