Emil Karewicz zaczynał w Trójmieście

Zmarł Emil Karewicz. Król Jagiełło w „Krzyżakach” Forda, ss-man Brunner w „Stawce większej niż życie”, no wszyscy znają, aktor – pomnik (niekoniecznie ze względu na wymienione role). [‚]

Karewicz debiutował tu, u mnie, u nas w Trójmieście, w Sopocie, na Scenie Kameralnej za chwilę powstającego Teatru Wybrzeże (nie licząc amatorskiego epizodu w okupowanym przez Ruskich Wilnie). Po wojnie i demobilizacji z armii Berlinga, do której z tego Wilna został zawinięty, jako 22-latek liznął w Studiu Dramatycznym Iwo Galla w Krakowie jakiś rok edukacji scenicznej. Gall, jego aktorzy i studenci, zjawili się niebawem, w 1946 roku, w Gdyni, by założyć Teatr Wybrzeże. W tej grupie był Karewicz i pierwsze poważne 3 sezony jego grania to była właśnie Scena Kameralna w Sopocie. Nie będę już wnikał w niuanse, dlaczego scena nazywała się inaczej, czemu Sopot, skoro Gdynia, i czemu po 1949 roku Galla z jego teatrem w Trójmieście już nie było. Dalej była Łódź i Teatr Jaracza, od tego momentu jest to zrelacjonowane skrótowo w Wikipedii.

Emil Karewicz; źródło: film.wp.pl

Media w większości ograniczyły się do przepisania tego biogramu z Wiki. Lokalne publikatory w ogóle sprawy nie zauważyły na swoich stronach internetowych poza Dziennikiem Bałtyckim, który jednak przepisał też z Wiki, a w zasadzie to zamieścił to samo, co pozostałe dzienniki z kraju wydawane przez Polska Press, czyli nie zauważając nadbałtyckiej inicjacji Karewicza. Teatr Wybrzeże, jakiś jego dział promocji, który chyba ma, tak skutecznie pogrążył się w kwarantannowej hibernacji, że również milczy na ten temat w swoich internetowych „oknach na świat”, a to przecież taki wdzięczny moment w czasie pracy zdalnej. Milczą też medialne ramiona Sopotu, milczy Miasto Gdańsk, zajęte wojną polityczną, milczy Gdynia…

Ja rozumiem, że koronawirus, że wolne sądy, że konstytucja i trzeba całą uwagę elektoratu skupić na politycznej naparzance, bo taka jest mądrość etapu (znaczy – właśnie – nie rozumiem…); jednak sprawy ważniejsze nie unieważniają tych równie ważnych. Uważam, że z paździerza, dykty i tektury są instytucje, media, które nie mają pamięci własnej tradycji, tradycji miejsca.

Poniżej karnet dokumentujący (kto wie, czy nie pierwszą) obecność 23-letniego Emila Karewicza na deskach scenicznych powojennej Polski.

Karnet teatralny z 1947 r.; źródło: Biblioteka Narodowa „Polona”

Stanisław Balicki

Dodaj opinię lub komentarz.