Grzegorz Zieliński – 64-latek z Gdańska, który postanowił walczyć ze starością

Mateusz Błażewicz: Dziękuję Panie Grzegorzu, że zgodził się Pan na rozmowę. Wiem, że jest Pan człowiekiem bardzo zajętym. W maju został Pan Mistrzem Europy masterów w kulturystyce. Czy od początku  liczył Pan na zwycięstwo?

for. Grzegorz Zieliński, podczas treninguGrzegorz Zieliński: Przygotowując się do Mistrzostw Europy cały czas sobie wmawiałem, że jadę tam po złoty medal i muszę usłyszeć Mazurka Dąbrowskiego. Czułem się tak przygotowany, że wziąłem flagę z herbem Gdańska, wziąłem również flagę Lechii Gdańsk, no i oczywiście flagę z godłem Polski. Jak stanąłem koło konkurentów i zobaczyłem jak wyglądają, to pomyślałem sobie, że tak łatwo nie będzie i wystarczy, że będzie brązowy medal.

M.B.: Kiedy zainteresował się Pan kulturystyką?

Wszystko zaczęło się w latach 70’, w wojsku, gdzie znalazłem piękną książkę Zakrzewskiego „Piękno, zdrowie, siła”. Co prawda były to tylko ryciny, to jednak urzekła mnie. Postanowiłem otworzyć siłownię. Siłownia początkowo funkcjonowała w piwnicy na Stogach.  Później przeniosłem ją do Nowego Portu, bo znalazłem tam wsparcie u Pani Kłodowskiej, ówczesnej dyrektorki Młodzieżowego Domu Kultury. Ona mi udostępniła pomieszczenie i tam właśnie powstała pierwsza siłowania-klub kulturystyczny w Gdańsku.

fot. Grzegorz Zieliński

M.B.: Jak było ze sprzętem? Zaczynał Pan zabawę z kulturystyką w czasach,  kiedy z jednej strony w Polsce takich maszyn nie produkowało się.  Z drugiej strony ich import z zachodu, z oczywistych względów był niemożliwy.

G.Z.: Tak jak powiedziałeś, takiego sprzętu w Polsce nie było, import nie był możliwy, więc musiałem sam go zrobić. Materiały kupowałem na złomowisku jako tzw. złom użytkowy. Później te elementy spawałem i tak powstawały prototypy polskich maszyn do ćwiczeń.

M.B.: Wzorował się Pan na magazynach kulturystycznych?

fot. Grzegorz Zieliński, Rok 1970G.Z.: Wzorowałem się na amerykańskim magazynie kulturystycznym Muscle Fitness. Nie wszystko było idealne,  ale dało się na tych urządzeniach ćwiczyć. Do tej pory mam dwa takie urządzenia i ciężko mi się z nimi rozstać. Czasy  nie były łatwe. Proszę sobie wyobrazić, że  nie mieliśmy wtedy nawet profesjonalnych smarów, którymi moglibyśmy smarować się przed zawodami, żeby podkreślić mięśnie i sylwetkę. Niemniej jakoś sobie radziliśmy, stosując zwykłą pastę do butów.

M.B.: Pana zabawa z wyczynowym uprawianiem kulturystyki zaczęła się stosunkowo późno?

G.Z.: Samemu trenować zacząłem, jak skończyłem 40 rok życia. Przedtem jednak zrobiłem uprawnienia instruktorskie, później trenera pierwszej klasy i trenowałem zawodników i zawodniczki. Byłem również sędzią rozprowadzającym zawodników na scenie. Zawodnicy, których sędziowałem imponowali mi swoją formą. Pomyślałem sobie, że ja też mógłbym tak wyglądać i wtedy zacząłem bawić się w  kulturystyką na poważnie.

M.B.: Skąd czerpał Pan inspiracje do trenowania?

G.Z.: Łatwo nie było. Brakowało w Polsce na ten temat fachowej literatury. Bazowałem na magazynie Muscle Fitness,  no i na książce Zakrzewskiego. Dzięki tym magazynom i tej książce wiedziałem jak należy ćwiczyć, jakie wykonywać ćwiczenia i na jakie partie mięśni. Wiedza którą dysponowaliśmy była szczątkowa, w porównaniu do tej którą  dysponujemy dzisiaj.

M.B.: Jak wyglądała kwestia żywienia i suplementacji w tamtych czasach? Czy też używał Pan tych wszystkich odżywek, których dziś używają sportowcy?

G.Z.: Oczywiście nie było takiej suplementacji jaka  jest teraz. Bazowaliśmy na tym, co  udało się zdobyć, zwłaszcza na odtłuszczonym mleku. Przy tym w niczym nie przypominał on granulatu, który można kupić dzisiaj.

M.B.: Czy to prawda, że nie je Pan ryżu i drobiu, które zdają się być podstawowymi składnikami diety kulturystycznej?

G.Z.: Tak, to prawda. Nie jem ani ryż,  ani mięsa z kurczaka. Nie jest bowiem istotne, jakie, a ile spożywasz białka. Tego białka w diecie atlety powinno być zdecydowanie najwięcej, bo to jest podstawowy składnik diety kulturysty. Co się zaś tyczy ryżu, to węglowodany dają nam tylko czystą energię. Młody człowiek jest w stanie spalić tę energię, ale im człowiek starszy, tym mniej powinien ich spożywać, bo ich spalanie jest wolniejsze.

M.B.: Jakie sukcesy osiągał Pan w karierze seniorskiej? for. Grzegorz Zieliński, Mistrzostwa Polski 2001G.Z.: Dwa razy byłem Mistrzem Polski, ale również kilka razy otarłem się o medal, zajmując czwarte miejsce. Po zdobyciu Mistrza Polski i nieszczęsnym szóstym miejsce na Mistrzostwach Świata na Sycylii dałem sobie spokój z trenowaniem.

M.B.: Skończył Pan 64 rok życia, a wciąż ma Pan niesamowity zapał do tego  do sportu.  Jak zachęcić osoby w Pana wieku i starsze do uprawiania sportu?

G.Z.: Im człowiek starszy tym więcej potrzebuje ruchu, ponieważ tracimy  na masie mięśniowej, a ona jest naszym największym dobrem. Nie chodzi o to, żeby uprawiać wyczyn, ale żeby nie siedzieć w domu. U starszego człowiek poziom hormonów wraz z  wiekiem się obniża. I dlatego trochę kapcaniejemy. Przez trening fizyczny, ruch, pobudzanie naszych mięśni do aktywności fizycznej, jesteśmy wstanie podnieść poziom hormonów. Chodzi o to, żeby o siebie dbać.

M.B.: Pana zalecenia są bardzo słuszne, ale dla wielu osób starszych wyjście  na siłownie to  duży wydatek. Innych z kolei  na to nie stać. Jak takie osoby zachęcić do uprawiania sportu?

G.Z.: Z tym faktycznie jest problem. Brakuje programów adresowanych tylko dla seniorów. To jest specyficzna grupa, która potrzebuje trochę innego podejścia. W Skandynawii powstają siłownie tylko dla seniorów, osób powyżej 50 roku życia. Chociaż w Polsce mamy jeszcze dużo do zrobienia w tym temacie, to zachęcałbym osoby starsze  do aktywności fizycznej w różnej formie, a osoby które zajmują się sportem i rekreacją do otwarcia się na tę, jakby nie było, coraz większą grupę osób.

M.B.: Wyczynowe uprawianie sportu to dużo wyrzeczeń, pochłania on sporo czasu. A mimo swojego wieku znalazł Pan na tyle dużo zapału i wytrwałości, żeby w tym wieku uprawiać kulturystykę?

fot. Grzegorz Zieliński, Barcelona 2016G.Z.: Stanąłem przed lustrem, popatrzyłem i powiedziałem sobie, że będę walczył ze starością. Chciałem, pomimo wieku, znowu być atrakcyjnym. W ogóle zauważyłem taką tendencję, zwłaszcza po swoich młodszych kolegach i koleżankach, że po zawarciu związku małżeńskiego przestają dbać o swoje ciało. Nie wiem z czego to wynika. Być może nie czujemy potrzeby zabiegania o względy ukochanej osoby. Dotyczy to w równym stopniu pań i panów.

M.B.: Miłość do drugiej osoby jako motywator do uprawiania sportu?

G.Z.: Myślę, że przyjaźń i miłość to  dobry przyczynek do wspólnego spędzania czasu. Dlaczego nie spędzać tego czasu razem, aktywnie np. uprawiając sport.  Sport może być wspólną pasją, która łączy ludzi, zacieśnia więzi między partnerami. Pozwala nam lepiej siebie poznać.

M.B.: Jakie ma Pan plany na najbliższą przyszłość?

G.Z.: Na początku 2016 roku napisałem na facebooku, że to będzie mój rok. I dlatego chciałbym zwieńczyć go udziałem w Mistrzostwach Świata, które odbędę się w grudniu na Dominikanie.

M.B.: Wiem, że Pana start na Mistrzostwach Świata jest uzależniony od tego czy znajdą się sponsorzy, którzy pomogliby sfinansować Panu wyjazd i przygotowania.

G.Z.: Tak. Taki wyjazd wiążę się dużymi wydatkami. Przede wszystkim zakupem biletów i pakietu startowego, ale również odpowiedniej suplementacji przed i w okresie przygotowawczym. Same bilety na Dominikanę to koszt 8 tysięcy złotych. Do tego  dochodzi zakup pakietu startowego, którego koszt to ok. 300 euro no i jeszcze kilka rzeczy.  Sam niestety nie jestem w stanie temu sprostać, dlatego liczę na to, że może znajdą się chętni mnie wesprzeć sponsorzy.

M.B.: Dziękuję Panie Grzegorzu za rozmowę i trzymam kciuki, żeby udało się Panu spełnić kolejne marzenie i wystartować na Mistrzostwach Świata na Dominikanie.

G.Z.: Dziękuję i pozdrawiam.

rozmawiał: Mateusz Błażewicz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *