Refleksje wokół rocznicy śmierci Pawła Adamowicza

9 lat temu zwiedzałam cmentarz Pere Lachaise w Paryżu. Po znalezieniu grobu Morrisona swoje kroki skierowałam do miejsca, gdzie spoczywa – oczywiście – Fryderyk Chopin. Chciałam dumnie zapozować przy pomniku Rodaka. Uśmiechnąć się, pokazać – patrzcie, znalazłam, nasz wielki Polak, nasz kompozytor. Ale nie mogłam.

Grób był oblegany przez Japończyków. To, że wchodzili w kadr, to jeszcze nic. Ale oni płakali. Nie, nie ocierali łzy ukradkiem, płakali rzewnie jak Koreańczycy po śmierci Kim Dzong Ila. Zanosili się płaczem, jakby ta śmierć wydarzyła się wczoraj. Byłam tak zmieszana, tak głupio się poczułam, że uznałam, iż nie wypada uśmiechnąć się do zdjęcia. Stoję przy grobie jak  jakaś guła z posępną miną.

Dlaczego o tym piszę? Gdy przychodzi rocznica śmierci Pawła Adamowicza, pół Gdańska dostaje amoku. Wszyscy musimy o tej rocznicy pamiętać. To jest obowiązek. Hejt i wyzywania w mediach społecznościowych, wyklikane na klawiaturze, spadają nie na zwolenników, ale przeciwników prezydenta. Jesteś szantażowany moralnie. Nie możesz go skrytykować, nie możesz podważyć jego wielkości, nie możesz napisać, że tablica mu poświęcona (leżąca jakże symbolicznie między Drogą Królewską, Wieżą Więzienną, bankiem a toaletą) leży z pogwałceniem prawa. Nie możesz, bo jesteś wtedy niedobrym człowiekiem, pochwalającym ten zgon człowieka z zarzutami prokuratorskimi. Cenzurujesz się więc sam. Ile osób przypisało nam sprawczość tego zabójstwa z powodu krytyki działań prezydenta? Odpowiem: dużo.

Tablica upamiętniająca miejsce śmierci Pawła Adamowicza, fot. Dariusz Piasek

Od czterech lat niektóre media, dziennikarze, ale także bliscy Adamowiczowi, usilnie pracują nad upolitycznieniem tej śmierci. Tak się składa, że właśnie zakończyło się składanie zeznań przed sądem. Za dwa miesiące odbędą się mowy końcowe, a potem wyrok. Proces – moim zdaniem – niepotrzebnie przeciągnięty, choć i tak sprawnie się potoczył. Ale uważam, że niepotrzebne było pytanie, kiedy zabił, czym zabił, jak zabił, bo to wszyscy widzieli. Fakt nie do podważenia. I nieważne, co ktoś słyszał ze sceny i jakie miał oczy Stefan W., bo takie opinie nie są opiniami specjalisty („Morderca miał na twarzy wyraz triumfu i ekstazy. – Dumnie ogłosił na swoich łamach portal za nasze miliony gdansk.pl, cytując zeznania jednej z osób).

Kluczowa jest poczytalność lub niepoczytalność i tylko ona powinna być badana. Oczywiście, nie spieram się z sędzią. Tak proces został przeprowadzony, jak został; dobrze, że w miarę szybko. Miałam jednak możliwość uczestniczenia w kilku rozprawach, także tych, gdzie wypowiadali się biegli. Te opinie zna również Piotr Adamowicz, brat. Nie przeszkadza mu to upubliczniać  słów nie-fachowcy, który nie rozumie, na czym polega poczytalność, choć powinien ją rozumieć sam Adamowicz („Oskarżony był świadomy tego, co zrobił – zeznał policjant Damian W.”) i ustawić się do zdjęcia koło napisu „Ujawnić zleceniodawców”.

A tymczasem nigdzie w całym procesie nie wybrzmiał wątek polityczny. Nigdzie nie potwierdzono rewelacji Katarzyny Włodkowskiej  o dzieciństwie Stefana W. i jego przygotowaniach. O odpolitycznienie sprawy apelowała wiele razy matka Stefana na naszym portalu:

Jej ostatni wywiad można przeczytać w serwisie „Na Temat”:  „Nigdy nie przestanę kochać syna. To jest moje chore dziecko”

Jakim Stefan był dzieckiem? – Był wesoły. Był moim piątym dzieckiem. Mam sześciu synów i dwie córki. Stefan najbardziej trzymał się ze starszym o rok bratem. Nie miałam z nimi żadnych kłopotów. Nie wałęsali się, nie pili, nie palili. Jak byli starsi, to zaczęli podnosić ciężary, zrobili sobie w piwnicy siłownię. Tak było aż do czasu tego napadu na bank.

Dlaczego napadał na banki? – Do dziś tego nie wiem. Nie zdążyłam z nim o tym porozmawiać, jak wrócił w grudniu. Bo w sumie na wolności był 35 dni. Ale nie było tak, jak początkowo pisali dziennikarze, że Stefan mnie bił, że kradł z domu i chodził do lombardów. Ten hejt był nieludzki. Kłamstwo goniło kłamstwo.

Więc, proszę Państwa, niech kłamstwo nie goni kłamstwa. I nie dajmy się szantażować moralnie, jacy jesteśmy źli, bo nie oddajemy hołdu zmarłemu prezydentowi. I jeszcze raz dla wszystkich, którzy mają problem ze zrozumieniem tego tekstu lub którzy chcą go przekłamać: nie chodzi mi o to, by się cieszyć ze śmierci Pawła Adamowicza! Chodzi o możliwość normalnego życia, normalnych reakcji, krytyki, oceniania, domagania się prawdy. Paweł Adamowicz żył z publicznych pieniędzy i ta prawda nam się należy.

I już na koniec mimochodem,  organizatorem obchodów rocznicy jest miasto Gdańsk, czyli kwiaty, znicze, laureaci, msza, pogadanki itd. itp. Organizacyjnie i finansowo jak zwykle z rozmachem. Wydarzenia transmituje wspomniany pięciomilionowy portal gdansk.pl. Nie wydaje się Państwu, że miasto rywalizuje z mediami lokalnymi o przekaz, że spycha je na margines? Samorząd jest konkurencją dla mediów. Portal jest zapchany propagandowymi artykułami bez możliwości komentowania. Może UOKiK miałby coś do powiedzenia?

Anna Pisarska

3 thoughts on “Refleksje wokół rocznicy śmierci Pawła Adamowicza

  • ,,pół Gdańska dostaje amoku’’. Na szczęście jest jeszcze to drugie pół- zdrowo rozsądkowe i nie ulegające nachalnej propagandzie płynącej z tuby UM która próbuje-tak jak pani napisała- wzbudzić w nas niesłuszne poczucie winy za nieuczestniczenie w obchodach i brak entuzjazmu w gorliwej gloryfikacji jednostki. Dziękuję Pani za ten artykuł .

    Odpowiedz
    • To idźcie chociaż pozbierać pieniądze do skarbonek dla Owsiaka, tyle można zrobić aby oczyścić sumienie za nieuczestniczenie w obchodach?

      Odpowiedz

Dodaj opinię lub komentarz.