Mity odbudowy Głównego Miasta w Gdańsku – cz. 2

W drugiej części (tutaj część pierwsza) „mitów odbudowy” prezentuję, ile dawnego Gdańska jest w dzisiejszym – formalnie i strukturalnie – oraz jak przebiegał proces odbudowy, który doprowadził do powstania szturmowanego dziś przez turystów „Starego Gdańska”.

5. W czasie odbudowy kamienic z pietyzmem wykorzystywano zachowane fragmenty murów i dekoracji rzeźbiarskich.
Przechadzając się dziś po uliczkach odbudowanego Gdańska faktycznie trudno w to uwierzyć – całe pierzeje kamienic nie zawierają nawet jednego fragmentu starej ściany, ba nawet oryginalnych fundamentów. Brak poszanowania dla oryginalnej substancji zabytkowej jest też podstawowym zarzutem w stosunku do powojennych budowniczych Głównego Miasta.

W 1948 roku głównym inwestorem odbudowy śródmieścia została Dyrekcja Budowy Osiedli Robotniczych (DBOR), a wykonawcami – przedsiębiorstwa państwowe. W rzeczywistości centralnie sterowanej gospodarki planowej najważniejsze było – jak wiadomo – wypracowywanie, a zwłaszcza przekraczanie norm i oddawanie całych kwartałów zabudowy na kolejne 22 lipca. Oczywiście, takie założenia stały w opozycji do zasad konserwacji i zachowania zabytków.

W biurze projektowym DBOR, a także wśród wykonawców brakowało ponadto specjalistów zajmujących się dawnym budownictwem, ale przede wszystkim brakowało woli zachowania choćby resztek dawnego miasta. Wydaje się, że również służby konserwatorskie niekoniecznie rozdzierały szaty dla ochrony oryginalnej substancji (zwłaszcza w przypadku zabudowy mieszczańskiej), a ich słabo słyszalny głos był przez decydentów niemal zupełnie ignorowany.

renesansowe i eklektyczne fasady kamienic przy ulicy Długiej, rozebrane w czasie przygotowań do odbudowy. Za: M. Gawlicki, Zabytkowa architektura Gdańska w latach 1945-1951.
renesansowe i eklektyczne fasady kamienic przy ulicy Długiej, rozebrane w czasie przygotowań do odbudowy. Za: M. Gawlicki, Zabytkowa architektura Gdańska w latach 1945-1951.

Budowa kolejnych kwartałów bloków ukrytych za historyzującym parawanem postępowała szybko i polegała na usunięciu wszystkiego, co mogło proces budowlany opóźniać – starych ścian, piwnic, fundamentów. Wykonawcom, którzy wynagrodzenie otrzymywali za metry sześcienne nowych murów, nie zależało na pozostawianiu nawet zabezpieczonych wcześniej i pozostających w dobrym stanie historycznych fasad.

Wykorzystanie takich elementów rodziło komplikacje związane z przewiązaniem starych i nowych ścian oraz zaprojektowanymi normatywami. Wieczorem na mury zakładano zatem liny i zwalano całe elewacje. W ten sposób zlikwidowano na przełomie lat 40. i 50. problem dziesiątek renesansowych i barokowych kamienic przy ulicach Chlebnickiej (15, 16, 29), Długiej (12), Długi Targ (12, 14) i wielu innych. Taka metoda rozbiórki powodowała oczywiście zniszczenie również kamiennego detalu architektonicznego szczytów i portali, który w dużej mierze nie nadawał się już do ponownego zamontowania. Pod kilof poszły też budowle w stosunku do których były „inne plany zagospodarowania terenu” np. zabezpieczone w latach 40. mury tzw. Kamienic Heweliusza przy ulicy Korzennej, czy ruiny przy „skorygowanych” ulicach – przesunięcia pierzei ulic np. Grobli I, Pańskiej, czy Węglarskiej.

Okolice ulic Grobla I i Świętego Ducha, po rozbiórce pozostałości zabudowy. Koniec lat 40. XX w.
Okolice ulic Grobla I i Świętego Ducha, po rozbiórce pozostałości zabudowy. Koniec lat 40. XX w.

Na etapie projektowania nagminne było wyrównywanie, pod linię na desce kreślarskiej, przebiegu ulic – ze względów historycznych często łamiących się i falujących. Takie założenia uniemożliwiały zatem utrzymanie nawet, choćby starych fundamentów dawnej zabudowy. Największą tragedią i najszerzej krytykowaną w literaturze było jednak dopuszczenie do rozbiórki w latach 60 i 70 zachowanych z wnętrzami, bez większych uszkodzeń renesansowych i barokowych kamienic przy ulicy Ogarnej (nr 29, 30) i Straganiarskiej (nr 20 – 29). Taki stan rzeczy niestety dobitnie świadczy o całkowitej ignorancji względem oryginalnej substancji zabytkowej, gdyż już wówczas taniej było zbudować coś od nowa niż konserwować stare (kamienice szybko odbudowano, w nowym materiale, oczywiście historyczne wnętrza i ich układ przepadły bezpowrotnie).

K am ieniczki barokow e przy ul. Straganiarskiej: nr 27 (z 1649 r.) i nr 29 (z 1712 r.). Zdjęcie z 1956 r., wszystkie rozeberane do lat 70. Za: J. Stankiewicz, Uwagi o odbudowie zespołu zabytkowego Gdańska, Ochrona Zabytków 12/3-4 (46-47)
Kamieniczki barokowe przy ul. Straganiarskiej: nr 27 (z 1649 r.) i nr 29 (z 1712 r.). Zdjęcie z 1956 r., wszystkie rozebrane do lat 70. Za: J. Stankiewicz, Uwagi o odbudowie zespołu zabytkowego Gdańska, Ochrona Zabytków 12/3-4 (46-47)

Obraz, który wyłania się z analizy materiałów dotyczących odbudowy śródmieścia Gdańska jest dość przygnębiający – z grubych, średniowiecznych, zdobnych łękami i kroksztynami murów międzydziałkowych kamienic, które setkami w większości dobrze przetrwały wojnę, nie zachowano w całym Gdańsku ani jednego… Z piwnic gotyckich i barokowych, często kilkupoziomowych, obecnych niegdyś pod każdą kamienicą i zwykle zachowanych po wojnie, pozostawiono – jedną sztukę.

Ze średniowiecznych i nowożytnych oficyn, często z wyszukaną dekoracją, które przed wojną wypełniały niemal w całości powierzchnie wąskich działek odbudowano w późniejszych latach tylko te za Domem Uphangena (choć z wieloma nieścisłościami). W latach 60 pojawiła się co prawda idea zachowania ciekawych architektonicznie oficyn między ul. Chlebnicką a Mariacką. Idea w realizacji została jednak całkowicie wypaczona – nie pozostawiono tam ani jednego fragmentu starej ściany, a to, co zbudowano, nie ma żadnego związku z pierwowzorem. Ogólnie z ponad tysiąca kamienic Głównego Miasta oryginalne fragmenty ścian (i to tylko fasad) zachowało zaledwie kilkadziesiąt budynków.

Zagęszczenie zabudowy wewnętrznej bloków i współczesna zabudowa Głównego Miasta i Starego Przedmieścia pozbawiona oficyn i budynków przy ulicach poprzecznych

Nieco lepiej wygląda kwestia portali, które w większej liczbie udało się ponownie zainstalować w odbudowanych fasadach (choć często przenoszono je w inne miejsca), oraz dekoracji przedproży, które w dużej mierze zachowały oryginalne elementy (znaczna ich część były to jednak rekonstrukcje okresu międzywojennego).

Trzeba jednakże przyznać, że w kilku przypadkach, pomimo niemal całkowitego zburzenia kamienicy, w czasie odbudowy znaczną część dawnej kamieniarki wykorzystano ponownie i zamontowano w dawnej konfiguracji (np. tzw. Złota Kamienica). Wydobyte z gruzów detale starano się gromadzić w lapidariach, z których ogromnych zasobów korzystano przy planowanych rekonstrukcjach – i korzysta się do dzisiaj.

Wydobyte z ruin elementy kamieniarskie „Złotej Kamienicy”. ok 1946 roku.
Wydobyte z ruin elementy kamieniarskie „Złotej Kamienicy”. ok 1946 roku.

Niepowetowaną stratą jest niestety, że przed niekiedy koniecznymi rozbiórkami, bardzo rzadko wykonywano inwentaryzację, badania architektoniczne lub choćby przyzwoitą dokumentację fotograficzną, w miarę dobre materiały zebrano w zasadzie tylko dla ul. Mariackiej.  Na tle budownictwa mieszkalnego znacznie lepiej wyglądała sprawa budowli monumentalnych i użyteczności publicznej, tu – o ile było to możliwe – bazowano na starych murach i ratowano oryginalny detal, starano się też zachować dawny układ wnętrz, a nawet go przywracać.

Dziś w elewacjach kościołów trudno jest odnaleźć miejsca gdzie znajdowały się wyrwy po pociskach. Napraw zwalonych murów i sklepień dokonywano używając cegły gotyckiej odzyskanej – a jakże, z rozbiórki kamienic. Zdarzały się jednak przypadki „nadgorliwości” np. wymiana wszystkich kolumn wspierających sklepienie Dworu Artusa, choć część oryginalnych była w dobrym stanie i mogła pozostać na miejscu.

zachowane przyziemia kamienic nr 38 i 37 przy ulicy Długiej. W tle widoczne nie zniszczone kamienice renesansowe i eklektyczne przy ul Ogarnej. Zdj. koło 1947 roku. Przyziemia powyższych kamienic zachowano i wkomponowano w zrekonstruowany budynek. Również widoczne w tle kamienice są jednymi z nielicznych pozostawionych na Głównym Mieście. 
zachowane przyziemia kamienic nr 38 i 37 przy ulicy Długiej. W tle widoczne nie zniszczone kamienice renesansowe i eklektyczne przy ul Ogarnej. Zdj. koło 1947 roku. Przyziemia powyższych kamienic zachowano i wkomponowano w zrekonstruowany budynek. Również widoczne w tle kamienice są jednymi z nielicznych pozostawionych na Głównym Mieście. (wolneforumgdansk.pl)

6. Odbudowane kamienice wyglądają dokładnie jak przed wiekami.
W Gdańsku po II wojnie udało się przy niektórych ulicach odtworzyć „klimat” hanzeatyckiego, bogatego miasta z przełomu XVIII i XIX wieku. Ciągi zabudowy stanowią dobrą oprawę dla w większości zachowanych murów gotyckich kościołów i renesansowych budynków użyteczności publicznej. „Klimat” jest tu jednak parawanem, w większości tylko ogólnie nawiązującym do pierwowzorów, za którym kryje się wielkie osiedle mieszkaniowe dla „klasy robotniczej” z małymi mieszkaniami wg ówczesnych standardów i normatywów.

Mieszczańskie, patrycjuszowskie śródmieście w „burżuazyjnym” wydaniu musiało zniknąć – taka była cena odbudowy historycznej, w socjalistycznej rzeczywistości. Już w założeniach planu zagospodarowania Głównego Miasta zlikwidowane miały zostać nie tylko oficyny, będące integralną częścią budynków głównych, ale również historyczny podział na działki. Wnętrza bloków zabudowy wypełniać miały wielkie, jak w osiedlach mieszkaniowych place, które w większości nigdy nie zostały zgodnie z projektami zagospodarowane.

Myślenie „blokowe” objawiło się również postulatem zwiększenia nasłonecznienia wnętrz. Pierwotna zabudowa na wąskich, ale długich działkach była przeważnie trójtraktowa ze środkowym ciemnym pomieszczeniem bez okien. To ciemne wnętrze było solą w oku modernistycznych, funkcjonalistycznych architektów, dlatego postanowiono je zlikwidować.

Projekt skrócenia historycznych bloków zabudowy o jeden trakt między ulicami Długą i Ogarną. Za: J. Stankiewicz, Odbudowa zabytkowych zespołów Gdańska po 1945 r., Ochrona Zabytków 32/3 (126).
Projekt skrócenia historycznych bloków zabudowy o jeden trakt między ulicami Długą i Ogarną. Za: J. Stankiewicz, Odbudowa zabytkowych zespołów Gdańska po 1945 r., Ochrona Zabytków 32/3 (126).

Wymagało to skrócenia budynków od strony podwórza o kilka do kilkunastu metrów, a co za tym idzie – uniemożliwiało wykorzystanie często zachowanych elewacji tylnych. Pierwotne zróżnicowane głębokości budynków wyrównano, a elewacje upodobniono od strony podwórza do pierzei ulic. Na pełnym obrysie pierwotnych murów odbudowano w Gdańsku zaledwie kilkanaście (sic!) kamienic, głównie narożnikowych. Skrócenie budynków wykluczyło zatem nawet w przyszłości możliwość rekonstrukcji znanych z przedwojennych pomiarów i zdjęć wnętrz. Znaczna część domów została też połączona dosłownie w bloki, z jedną klatką schodową obsługującą kilka numerów i mieszkaniami mogącymi obejmować nawet trzy domy. Powstały w ten sposób kuriozalne widoki, jak renesansowe kamienice z przedprożem – bez wejścia, co jest historycznie całkowitym absurdem.

Na podziwianym przez rzesze turystów całym Głównym Mieście tylko Dom Uphagena przy ulicy Długiej odtworzono w sposób w miarę pełny, co umożliwiło już w latach 90 rekonstrukcję wystroju wewnętrznego. Nie da się zatem ukryć, że “gdańska starówka” to w większości makieta i to stworzona pod turystów, co wprost potwierdzali ówcześni architekci. Odbudowa była projektowana pod kątem uzyskania odpowiednich punktów widokowych dla obiektów monumentalnych, ba, aby osiągnąć zamierzony efekt nie wahano się przed przesunięciem linii zabudowy (np. pierzeja ul. Grobla I, odsunięta aby uzyskać widok na Kaplicę Królewską). Jak zatem z wiernością historyczną chociaż tego parawanu fasad? – delikatnie mówiąc, średnio. Prace nad odtworzeniem zabudowy mieszczańskiej rozpoczęto w 1948 roku od zachodniej części ul Ogarnej.

Widok na podwórzowe elewacje odbudowanych kamienic przy ul. Ogarnej. Koniec lat 40
Widok na podwórzowe elewacje odbudowanych kamienic przy ul. Ogarnej. Koniec lat 40

Powielane wielokrotnie detale architektoniczne odlewano tam w sztucznym kamieniu, oraz używano zaledwie kilka normatywów wymiarowych okien, które stosowano naprzemiennie. Wyrównanie linii otworów okiennych i spłaszczenie elewacji spowodowało, że realizację z konserwatorskiego punktu widzenia oceniono słabo i przy kolejnych odcinkach oraz ulicy Długiej nieco zmodyfikowano projekty. Nadal jednak wszystko dopasowywane musiało być pod współczesne normy budowlane. Łączenie budynków wspólnymi klatkami schodowymi powodowało konieczność położenia stropów na równej wysokości, co nawet przy zmianach wielkości okien wprowadzało monotonię i odstępstwo od wierności historycznej.

W całym śródmieściu nagminnym było zresztą swobodne podejście do wysokości oraz pierwotnej ilości kondygnacji i całej zabudowy. Nawet, jeśli dość precyzyjnie rekonstruowano szczyt to pozostałe elementy fasady stanowiły zwykle luźne nawiązanie do pierwowzoru. Zwłaszcza w nielicznych tylko przypadkach przywracano pierwotną wysokość sieni. Zwykle znacznie ją podwyższano i dzielono na dwie normatywne kondygnacje.

Kamienice przy Długim Targu 10. 9 i 8. Po Lewej zdjęcie z przed 1945 roku, po prawej widok współczesny.  Zmieniona została liczba i wysokości kondygnacji w stosunku do pierwowzoru
Kamienice przy Długim Targu 10. 9 i 8. Po lewej zdjęcie z przed 1945 roku, po prawej widok współczesny.  Zmieniona została liczba i wysokości kondygnacji w stosunku do pierwowzoru

Trzeba przy tym zauważyć, że większość odtworzonych, zwłaszcza w pierwszych latach odbudowy, domów ma niewiele, oprócz szerokości działek (a i to nie zawsze) wspólnego z obiektami, które się w tych miejscach niegdyś znajdowały. Powodem były między innymi braki materiału źródłowego, odnośnie formy sprzed XIX wiecznej przebudowy (co zwłaszcza poza głównymi ulicami było częste). Wówczas projektowano nową, historyzującą fasadę lub kopiowano sąsiednią. W „szale odbudowy” nie było zresztą czasu na wnikliwe poszukiwania ikonograficzne.

Styl pseudogdański połowy XX wieku, zastąpić musiał, często dobrze zachowane obiekty neogdańskie i neostylowe z wieku XIX, co wiązało oczywiście się z postulowanym „odprusaczeniem” miasta. Jak obliczono w 1953 roku, na trzydzieści osiem ukończonych do tego czasu fasad ulicy Długiej, tylko trzy zrekonstruowano „względnie ściśle”.

Kamienica przy Długiej 75. Rekonstrukcja naukowa oraz projekt realizacyjny. Widoczne uproszczenie formy i multiplikacja kondygnacji. Za: J. Friedrich, Odbudowa Głównego Miasta w Gdańsku w latach 1945–1960
Kamienica przy Długiej 75. Rekonstrukcja naukowa oraz projekt realizacyjny. Widoczne uproszczenie formy i multiplikacja kondygnacji. Za: J. Friedrich, Odbudowa Głównego Miasta w Gdańsku w latach 1945–1960

Problem ten dotyczył nie tylko kamienic, również średniowieczne bramy miejskie, w późniejszych wiekach wielokrotnie przebudowywane, przywracano do „pierwotnej” formy z dużą inwencją twórczą – np. błędnie zrekonstruowana niemal od fundamentów brama św Ducha. Tworzono zatem masowo pseudozabytki i choć architekci odżegnywali się od tej praktyki, to w miarę precyzyjne rekonstrukcje dotyczyły tylko nielicznych elewacji. Oczywiście zdarzały się perełki jak rekonstrukcje z wykorzystaniem dużej ilości oryginalnych elementów kamienic. Wyróżnić można np. Dom Schumannów przy ul. Długiej 45, Dom Steffensa (Złota Kamienica) przy Długim Targu 41, czy precyzyjnie zrekonstruowany w latach 70. na podstawie zachowanego oryginału na wyspie Pawiej w Poczdamie gotycki Dom Schlieffów przy ul. Chlebnickiej 14.

Z największym kompleksowo pietyzmem potraktowano ul. Mariacką, do odbudowy której przystąpiono jednak „na spokojnie” dopiero w latach 60. Tego rodzaju inicjatywy, chętnie podnoszone propagandowo, należały jednak do zdecydowanej mniejszości i nie przekraczają kilkudziesięciu realizacji w całym Głównym Mieście. W okresie odwilży i w latach 60., gdy tempo odbudowy wyraźnie spadło, przy traktach omijanych przez turystyczne wycieczki, pseudozabytki zaczął zastępować historyzujący modernizm. Tu już nie kryto się, że mamy do czynienia ze współczesną zabudową, choć dla „urozmaicenia” dodawano gdzieniegdzie nad częścią bloku szczycik w uproszczonych formach. Monotonię przerywała od czasu do czasu, lepiej lub gorzej wykonana rekonstrukcja dawnej kamienicy. Taka zabudowa wypełniła zwłaszcza północną cześć miasta przy ulicach Świętojańskiej, Grobla, Szerokiej, czy na Długim Pobrzeżu.

Odbudowany na przełomie lat 50 i 60 fragment ul Grobla. Współczesne budownictwo nawiązujące do dawnych kamienic. widok współczesny
Odbudowany na przełomie lat 50 i 60 fragment ul Grobla. Współczesne budownictwo nawiązujące do dawnych kamienic, widok współczesny.

Ocena odbudowy gdańskiego Głównego Miasta nie jest jednoznaczna i zależy od przyjętego punktu widzenia.

Jeżeli przyjmiemy za podstawę budowle monumentalne – kościoły, ratusz, część bram miejskich, czy najcenniejsze budowle z historyczno-artystyczne, to zrealizowane po wojnie prace trzeba ocenić bardzo wysoko. Wykonano je z naukową precyzją, odtwarzając elementy nieistniejące niekiedy od stuleci lub przywracając te zniszczone niedawno. Przy założeniu, że zabudowa mieszczańska ma być tylko widokowym, stylowym parawanem dla tych zabytków to również odbiór Głównego Miasta jako dzielnicy – zwłaszcza pewnych jego części, jest pozytywny. Z naukowego punktu widzenia natomiast, zabytek w całości zrekonstruowany (nawet dobrze wykonany) jest bezwartościowy, zwłaszcza jeśli nie wykorzystano dawnych murów lub kamieniarki. Większość Głównego Miasta nie może być też zatem podstawą żadnych badań nad dawną architekturą. Dla historyka o wiele cenniejsze są, nawet nieodbudowane, oryginalne fragmenty murów niż piękna rekonstrukcja ale wykonana od zera. Tu się też zawiera podstawowy zarzut w stosunku do prac wykonanych przy zabudowie mieszczańskiej, gdzie fasadowe „efekciarstwo” restauracji przedkładano wobec konserwacji ruin. Tym się też zasadniczo różni odbudowa gdańskiej “starówki” od podobnych inwestycji w Warszawie, Poznaniu czy nawet Wrocławiu. Tam w o wiele większym stopniu zaadaptowano istniejącą substancję, ale i obszar przeznaczony do wiernego odtworzenia (zwłaszcza w przypadku dwóch pierwszych miast) był nawet kilkakrotnie mniejszy niż teren samego Głównego Miasta.

Trzeba wszakże przyznać, że zwykłego turystę, który przemierza Długi Targ, Piwną, czy Mariacką, nie interesuje jednak, że większość z tego co widzi, to tylko parawan, do tego młodszy od Pałacu Kultury w Warszawie. Przyciąga go atmosfera starego miasta oraz „duch miejsca”, który się z nim wiąże i pod tym akurat względem cel odbudowy został osiągnięty.

Zobacz też album: Ruiny i odbudowa Gdańska

Michał Górecki Odbudowa Rekonstrukcją Pogania

bibliografia:
M.Gawlicki, Zabytkowa architektura Gdańska w latach 1945-1951, Gdańsk 2012
J. Friedrich, Odbudowa Głównego Miasta w Gdańsku w latach 1945–1960, Gdańsk 2015
J. Stankiewicz, Uwagi o odbudowie zespołu zabytkowego Gdańska, Ochrona Zabytków 12/3-4 (46-47), 153-172
J. Stankiewicz, Odbudowa zabytkowych zespołów Gdańska po 1945 r., Ochrona Zabytków 32/3 (126), 177-191

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *