W nocy z 29. na 30 listopada 1830 roku w Warszawie

W nocy z 29. na 30 listopada 1830 roku w Warszawie grupka sfrustrowanych perspektywą długoletniego braku awansów oficerskich i podnieconych różnymi mniej lub bardziej sensownymi ideami i spiskami wewnętrznymi i zewnętrznymi podchorążych Wojska Polskiego oraz zawsze chętnych do rozróby studentów, z trudem podpaliła browar na Solcu i zamordowała z zimną krwią siedmiu doskonałych (choć po prawdzie masonów) polskich (choć jeden z nich był w zasadzie pół-Irlandczykiem) oficerów – weteranów wojen napoleońskich (zdobywających szlify po różnych stronach barykady).

Los ten spotkał generałów Stanisława Trębickiego, Maurycego Hauke, Stanisława Potockiego, Ignacego Blumera, Józefa Nowickiego, Tomasza Siemiątkowskiego oraz pułkownika Filipa Meciszewskiego. Pięciu zabili za to, że kazali im przestać się wygłupiać, wrócić do koszar i położyć się spać, jednego za to, że był wymagającym wykładowcą fortyfikacji i matematyki, a jednego przypadkiem, bo pomylili go z gubernatorem rosyjskim – Lewickim.

Marcin Zaleski, Marcin (1796-1877) Wzięcie Arsenału; 1831

Zamordowanie siedmiu Polaków ogłosili powstaniem antyrosyjskim, wystraszyli wielkiego księcia Konstantego z Belwederu, a potem sami przez  niego przestraszeni zwiali, zajęli jeszcze Arsenał i nad ranem na tym właśnie skończyły się ich plany i pomysły na przyszłość.
Żenujące te wydarzenia stały się praprzyczyną – nie powstania – ale regularnej wojny polsko-rosyjskiej, w trakcie której sami zrobiliśmy wszystko, by ją spektakularnie przegrać – jeszcze więcej, niż we wrześniu 1939 roku. Tym bardziej to niewiarygodne, że o ile we Wrześniu trzeba byłoby zrobić bardzo wiele, by przegrać dopiero po długich zmaganiach; o tyle w 1831 można było zrobić nie tak wiele, by wygrać, a przynajmniej osiągnąć remis jak na Wembley.

W każdym razie, w finalnym efekcie nocy listopadowej, w październiku 1831 roku niepobite Wojsko Polskie w zwartych formacjach przekroczyło granice państwowe, zostało internowane w obcych krajach i wielu żołnierzy udało się na Wielką Emigrację. Ci z nich, którzy trafili do francuskiego obozu (depotu) w Bensacon, z nudów i mrzonek rewolucyjnych 7 kwietnia 1833 roku, w kolumnie marszowej 422 oficerów Hufca Świętego, udali się na pomoc ruchawce we Frankfurcie, drogą przez Szwajcarię. Gdy przekroczyli granicę francusko – szwajcarską, zamieszki we Frankfurcie zostały uśmierzone, Francuzi pozbyli się kosztownego problemu zamknąwszy granicę i Hufiec ni z tego, ni z owego został u Helwetów, którzy nie mieli zamiaru płacić im za przeszłość i poglądy.

Z biedy więc musieli zacząć pracować, niektórzy wyuczyli się zegarmistrzostwa, a jeden założył nawet firmę. Nazywał się Antoni Patek, podporucznik. Jego zegarki nosili później królowa Wiktoria i książę Albert, Zygmunt Krasiński, Piotr Czajkowski, Lew Tołstoj, Maria Skłodowska-Curie, Albert Einstein, Niels Bohr, papież Pius XII, Walt Disney, Josip Broz Tito i Józef Dżugaszwili, choć ci ostatni dwaj najpewniej kradzione, ale za to po cztery na ręku.

I tyle dla Europy z Powstania Listopadowego wyniknęło potem wymiernego pożytku. Dla Ameryki Południowej więcej, bo tam Ignacy Domeyko uprzemysłowił i oświecił Chile, a Ernest Malinowski, który emigrował „przy rodzinie”, zrobił to samo z Peru i Ekwadorem, ale to już inna historia.

Patek Philippe Grandmaster Chime Ref. 6300A skonstruowany na 175-lecie marki, który dwa lata temu został sprzedany na aukcji Christie’s zorganizowanej w genewskim hotelu Four Seasons des Bergues za 31.194.370 dolarów.

Jarosław Kiliński 

Dodaj opinię lub komentarz.