Myślałeś, że masz drogie mieszkanie? Rezydencja Na Budach z ceną 41 000 za 1 m2

Wyborcza.pl Trójmiasto donosi: „Koniec zapiekanek i frytek. Teraz na pustej działce w Brzeźnie rośnie luksusowe osiedle”!

Buduje deweloper NDI na działce między Hallera i Łamaną. „Inwestycja będzie się składać z 74 apartamentów o powierzchni od 26 do 155 m2”. Przynajmniej są szczerzy, bo mówią, że „nadmorskie apartamenty mają powstać z myślą o tych, którzy wynajmą je turystom”. Jest więc spora szansa, że nikt tam na stałe nie zamieszka i uniknie „uroków” innych „lokali inwestycyjnych” – typu Szafarnia albo cztery fallusy Czarneckiego na Wałowej – prostytutki mijane w drzwiach, Norwedzy nawaleni w trzy dupy, co nie mogą trafić do swojego mieszkania szarpiący za klamki, czy gównażeria balująca do rana i wyrzucająca meble przez balkon z 10 piętra. No, przynajmniej teoretycznie… ale cierp ciało, jak chciało. Także dla stałych mieszkańców odpada.

Wizualizacja Rezydencji Merwede, mat. dewelopera

To może ktoś inny – oprócz dewelopera – skorzysta na tym „produkcie, który ma potencjał wzrostu”? No, ktoś na pewno, ale nie lokalni przedsiębiorcy – bo ich tam już nie ma. „Wczasowicze mogą kojarzyć teren inwestycji z budkami sprzedającymi frytki lub zapiekanki. Dzisiaj już nie ma po nich śladu. Teren ogrodzono płotem”. Aha.
To ja już mówię: Zarobi operator aplikacji taksówkarskiej, zarobi Gruzin albo inny Ukrainiec, który ją poprowadzi. Zarobi firma wynajmująca hulajnogi na minuty. Ewentualnie i być może jakieś grosze zarobi ajentka Żabki (na wakacjach się trzeba naje*ać!) – o ile odróżnia dochód od przychodu, który widziała w reklamie.

Kto nie zarobi?
Miasto, bo powstaną lokale – wydmuszki. Mieszkania są – mieszkańców nie ma – nie ma dochodu z PITów. Są za to koszty sprzątania plaży i deptaka z potłuczonych butli, są koszty napraw połamanych koszy i powybijanych szyb we wiatach, spowodowane szalonym powrotem do mieszkań warszawskich Oskarków, tudzież Julek. „Janusz, ty Polaczku, a tobie to nic nigdy nie pasuje!!!!”. A wcale nie: widzę jedną jedyną zaletę: bookingowicze nawdychają się jodu (jak już kac minie).

Rezydencja Merwede, mat. dewelopera

A mieszkańcy Gdańska? Jak już przecisną się przez zatłoczoną drogę, wąskie, zastawione uliczki, miną się na centymetry z autem turystów z kraju pie*dolniętym byle gdzie, i wejdą na plażę, kupią te frytki albo zapiekankę (po którą będą musieli gonić dużo dalej)… poleżą parę godzin na słońcu i wrócą do siebie, nawdychać się…
Szadółek, a wkrótce i spalarni.

Bo mieszkańcy to intruzi, tu buduje deweloper, i to na wynajem, bo to inwestycja jest, duża stopa zwrotu i lokata kapitału. Miejsc pracy też nie ma, możecie sobie pracować u siebie – w Biedronce koło domu. Najlepiej to siedźcie tam za swoją obwodnicą, bo przyjeżdżacie do miasta i tylko macie pretensje: „trawniki zastawione”, „brudno”, „tłoczno”. A taki Oskarek to przyjedzie, nawali się, czasem coś rozwali, wyjedzie i zapomni – ale nie będzie się skarżył. A w Gdańsku skarżących nie lubią. Nie przeszkadzać władzom, nie przeszkadzać deweloperom, bo nam stopa nie rośnie.

Co ci ludzie zrobili z Gdańskiem?

Janusz Ch.

Od redakcji: Deweloper podjął współpracę z INA Management, operatorem obsługującym najem krótko- i długoterminowy. Jak ustalił Janusz Ch., koszt jednego metra kwadratowego tej inwestycji to…  33 250 zł netto, czyli brutto 40 898 zł. Koszt 36-metrowego mieszkania to prawie 1,5 mln zł, a 155-metrowego – ponad 6,3 mln zł.  Z taką ceną jest to najdroższa buda w Gdańsku.

Dodaj opinię lub komentarz.