“Najbielszy z białych kruków”

„Habent sua fata libelli !” zapisał w III w. n. e. Terentianus Maurus. Zdanie to przetłumaczone na język polski brzmi następująco: „Książki mają swoje losy !”.

Doskonale pasuje ono do niezwykle zagmatwanej historii, jaką pragnę opowiedzieć. Dotyczy ona dziejów jednego z najcenniejszych zabytków piśmiennictwa, jakie znajdują się w naszych narodowych zbiorach. Mam na myśli oryginalny egzemplarz Biblii wydrukowanej w drugiej połowie XV w. w warsztacie Mistrza Gutenberga.

Biblia Gutenberga z Pelplina wyeksponowana w Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku w ramach wystawy “Dziedzictwo utracone” w 2019 r.

Dyrektor Biblioteki Seminarium Duchownego w Pelplinie, ks. dr Antoni Liedtke (1904 – 1994) poświęcił aż dwie publikacje tej niezwykłej księdze. Jedną napisał w 1936 r., kolejną już po drugiej wojnie światowej. Z drugiej z nich będą pochodzić cytaty znajdujące się w poniższym tekście. Podobnież cytat zamieszczony w tytule mojego artykułu.

Księga ta była (i jest nadal) najcenniejszą pozycją w zbiorach biblioteki, którą zarządzał ks. Liedtke.

Jak podaje ów kapłan, w latach 1452 – 55 zostało wydrukowanych w warsztacie Mistrza z Moguncji ok. 180 egzemplarzy Biblii, w tym 35 na pergaminie (pozostałe na papierze czerpanym). Do naszych czasów – wg danych ks. Liedtke –  dotrwało 47 egzemplarzy, w tym 12 na pergaminie (zachowanych w całości) i 35 na papierze, z których tylko 17 stanowi komplety. Znajdują się w różnych krajach, w tym tylko jeden w Polsce.

Wielu było uczonych, którzy poświęcili się badaniom nad drukami powstałymi w warsztacie Jana Gutenberga, jednak za najsłynniejszego z nich uważa się amerykańskiego pastora Don Clevelanda Normana. Zasłynął badaniami nad zachowanymi na świecie egzemplarzami Biblii pochodzącymi właśnie z owego warsztatu w Moguncji. Utarło się, że „wszystkie gutenbergowskie biblie na świecie widział, badał i opisał”.

Zwieńczeniem jego długoletniej pracy była publikacja pt. „The 500 – th Anniversary Pictoral Census of the Gutenberg Bible” wydana z okazji 500 – lecia zapoczątkowania przez Jana Gutenberga prac nad drukiem pełnego tekstu Pisma św. Wspomniany amerykański bibliolog napisał ją po odbyciu (w latach 1965 – 68) podróży do wszystkich krajów, w których zbiorach znajdowały się takie skarby kultury. Fragment swego obszernego dzieła poświęcił również egzemplarzowi z Biblioteki Seminaryjnej w Pelplinie, a zwłaszcza jego burzliwym wojennym dziejom. Rozdział ten określił mianem „Sagi pelplińskiej Biblii Gutenberga”; podkreślał, że wojenne losy tej książki mogłyby posłużyć za treść „sensacyjnej powieści kryminalnej”.

Również polscy uczeni, zwłaszcza w publikacjach poświęconych ratowaniu polskich dóbr kultury w czasie wojny, podjęli temat słynnej Biblii Gutenberga, przykładowo Jerzy Szablowski w publikacji pt. „Odyseja Skarbów Narodowych” (Kraków, 1960 r.).

Ks. Antoni Liedtke w 1989 r. Fotografia pochodzi z publikacji ks. Liedtke pt. “Saga pelplińskiej Biblii Gutenberga”

Biblia, o której mowa, „zawiera łaciński tekst wszystkich ksiąg Pisma Św. w tłumaczeniu św. Hieronima oraz jego komentarze i prologi, przejęte z obowiązującej wówczas Wulgaty. Całość obejmuje łącznie w obu tomach 641 kart in folio zadrukowanych obustronnie w dwóch kolumnach (285 x 85) odległych od siebie o 22 mm, a zawierających początkowo po 40 wierszy (…) następnie wskutek zmniejszenia czcionki 41 wierszy (…), a wreszcie po jej ostatecznym uformowaniu 42 wiersze. (…) litery wzorowane są na piśmie XV – wiecznych rękopisów, zwłaszcza ksiąg liturgicznych, z których przejęto także sposób i charakter elementów dekoracyjnych w postaci barwnych, często bogato złoconych inicjałów, ornamentów marginalnych i miniatur oraz rubryk”. (ks. A. Liedtke).

Pelpliński egzemplarz został wydrukowany na papierze w dwóch tomach. Zachował się w całkiem dobrym stanie, przy czym pod wpływem wilgoci skruszały górne brzegi jego kart oraz w niektórych miejscach zamazały się czerwone nagłówki. Brakuje tylko jednej karty (ostatniej z drugiego tomu). Biorąc pod uwagę walory dekoracyjne, ten egzemplarz zalicza się do skromniejszych. Jednakże jest jednym z najcenniejszych zachowanych egzemplarzy z uwagi na sposób i charakter „wykonania rubryk, czyli wpisania kolorem czerwonym objaśnień na początku i końcu prologów i ksiąg”. Ks. A. Liedtke zwraca uwagę, iż owe „rubryki” wykonywali odręcznie „rubrykatorzy”, aby obniżyć koszty druku. „Rubrykator pelplińskiej Biblii różni się od innych daleko posuniętą samodzielnością (…), co tym samym podnosi jej dokumentalną wartość”.
Ponadto na marginesie pod lewą szpaltą na 46 karcie pierwszego tomu znajduje się „odbicie kształtu czcionki, która niezawodnie wypadła w trakcie pracy z rąk zecera”. To czyni ten egzemplarz unikatowym i podnosi jego wartość. Umożliwia także rekonstrukcję czcionki Gutenberga.
Do tego dochodzi jeszcze oryginalna oprawa, „sygnowana imieniem i nazwiskiem introligatora, którym był mistrz – artysta Henryk Coster z Lubeki”. Oprawa ta została wykonana z drewna dębowego obciągniętego od wewnątrz skórą świńską, zaś od zewnątrz – cielęcą. Do tego dochodzą jeszcze mosiężne guzy, narożne okucia, zawiasy i klamry umocowane na skórzanych pasach, służących do zamknięcia Biblii. Zewnętrzna okładzina zdobiona jest przepięknym ornamentem, na który składają się motywy figuralne, roślinne i zwierzęce. ”Czworobok środkowy o najpiękniejszym ornamencie sygnowany jest w górnym i dolnym pasie dwoma <firmowymi> tłokami z napisem na jednym: Henricus Coster, a na drugim: band dit. Stanowiącymi autentyczne stwierdzenia autorstwa oprawy”.

U dołu zewnętrznej strony pierwszej karty znajduje się mało już czytelny, być może XVII wieczny dopisek: „Pro loco lubaviensi”. Jest to znak własnościowy klasztoru franciszkanów – obserwantów z Lubawy. Jak tłumaczy ks. Liedtke bogate opactwa, klasztory i katedry biskupie w ten sposób sygnowały nabywane przez siebie księgi.
Bardzo możliwe, że ten egzemplarz Biblii znalazł się w Lubawie dzięki biskupowi chełmińskiemu, Mikołajowi Chrapickiemu (1496 – 1508), który „uchodził za pierwszego humanistę wśród biskupów chełmińskich, który (…) pałał do ksiąg wielką miłością”. Przywoził z zza granicy księgi (np. będąc posłem Jana Olbrachta) i obdarowywał nimi kościoły i klasztory. Zresztą to on ufundował w 1502 r. ów klasztor franciszkanów w Lubawie.

Gmach Seminarium Duchownego w Pelplinie

19 II 1821 r. władze pruskie dokonały kasaty klasztoru; nadprezydent regencji pruskiej Schoen nakazał dokonanie spisu księgozbioru; uczyniono to w pośpiechu, o czym świadczy zaszeregowanie poszczególnych tomów do odrębnych działów. W sierpniu 1833 r. cały księgozbiór przekazano do biblioteki Seminarium Duchownego w Pelplinie. Dopiero dyrektor biblioteki uniwersyteckiej w Królewcu, dr Paweł Schwenke, w czasie badań nad XV – wiecznymi drukami, zorientował się, jakie cenne dzieło sztuki drukarskiej znajduje się w Pelplinie. Wkrótce opublikował w Berlinie pierwszą pracę poświęconą temu dziełu. Od tego momentu zaczęto przechowywać ten cenny skarb wraz z innymi starymi drukami w „pancernym zamknięciu”.

W dwudziestoleciu międzywojennym, kiedy Kuria Biskupia borykała się z trudnościami finansowymi zaczęto zastanawiać się nad sprzedażą tego „białego kruka” za granicę. Byłaby to niezwykle intratna transakcja, gdyż już w 1911 r. wyceniono Biblię na 50 tys. dolarów.

Budynek Kurii Biskupiej w Pelplinie

Najbardziej zainteresowany sprzedażą był ówczesny prokurator seminarium, ks. Konrad Wojewoda, który w Biblii widział źródło funduszy na planowane inwestycje związane z rozbudową Seminarium oraz unowocześnieniem tamtejszego gimnazjum, czyli Collegium Marianum.
Bp. Stanisław Okoniewski uzyskał zgodę wojewody pomorskiego na sprzedaż tego dzieła za granicę. Intratnych ofert ze strony licznych antykwariatów oraz prywatnych kolekcjonerów nie brakowało. Owej transakcji jednak nie sfinalizowano, dzięki „burzy medialnej”, jaką rozpętali dziennikarze na łamach prasy, protestujący przeciwko pozbywaniu się tak cennego skarbu narodowego.
Dodatkowo Towarzystwo Bibliofilów im. Joachima Lelewela w Toruniu interweniowało w Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, które wydało zakaz sprzedaży tego unikatu za granicę.
Wkrótce – na fali owego rozgłosu – ks. Liedtke opracował wspomnianą monografię owego dzieła (pt. „Biblia Gutenberga w Pelplinie”), które wydał w 1936 r. dzięki wsparciu właśnie Towarzystwa Bibliofilów im. Joachima Lelewela w Toruniu . Nakład wyniósł 500 egzemplarzy. Miało to związek z IV Zjazdem Bibliotekarzy Polskich w Warszawie.

Nowe niebezpieczeństwo zawisło nad Biblią Gutenberga w 1939 r. wobec zbliżającej się groźby agresji ze strony Niemiec. W czerwcu 1939 r. wojewódzki konserwator zabytków, Jerzy Chyczewski przekazał Kurii Biskupiej w Pelplinie tekst instrukcji skierowanej przez Ministerstwo W. R. i O. P. w sprawie zabezpieczenia najcenniejszych zbiorów – sugerując ich wywiezienie w głąb kraju, ewentualnie zamurowanie, zakopanie, przechowanie w domach zaufanych ludzi. W lipcu 1939 r. zapadła decyzja na specjalnej konferencji pod przewodnictwem bp. Okoniewskiego o ewakuacji najcenniejszych dzieł z terenu diecezji. Akcję tę nadzorował ks. Liedtke, jako wojewódzki konserwator diecezjalny oraz kierownik biblioteki Seminarium Duchownego i Archiwum Diecezjalnego. Proboszczowie poszczególnych parafii (z terenu diecezji) otrzymali zalecenie sfotografowania wytypowanych obiektów (rzeźb, obrazów, rzemiosła artystycznego), zapisania i sygnowania dla ułatwienia ich odzyskania po wojnie.

Pałac Biskupi w Pelplinie

Z samego Pelplina w lipcu 1939 r.  wywieziono w dwóch wagonach 18 olbrzymich skrzyń, zawierających 13 obrazów i rzeźb z Muzeum Diecezjalnego (mieszczącego się w Pałacu Biskupim), najcenniejsze naczynia liturgiczne, pergaminy i najstarsze akta z archiwum kapitulnego.Zasób ten umieszczono w Toruniu, w suterenach koszar Batalionu Balonowego. W razie wybuchu wojny zbiory te miały zostać ewakuowane, do czego nie doszło z powodu sytuacji ogólnego chaosu we wrześniu 1939 r.
Budynki należące do Kurii Biskupiej w Pelplinie zostały zajęte przez gdańskie komando Sicherheitsdienst; Niemcy odnaleźli tam dokumentację w postaci wtórników listów przewozowych, rachunków i kwitów, z których dowiedzieli się, gdzie zostały zdeponowane cenne dobra kultury. W szafie pancernej znajdowały się również „szkice miejsc, w których na polecenie biskupa Okoniewskiego zakopano kościelne dzieła sztuki i wartościowe przedmioty”. Część depozytu zgromadzonego w koszarach w Toruniu, odesłali do odnośnych parafii, większość „zabezpieczono” przed wywózką w głąb Rzeszy.
Liczne cenne przedmioty pochodzące z Pelplina (srebro, złoto, dzieła sztuki, rękopisy) Niemcy wysłali do Berlina na adres Głównego Urzędu Bezpieczeństwa. Tam Hitler zdecydował o dalszych ich losach.

Najcenniejsze zbiory Biblioteki Seminarium Duchownego i Archiwum Diecezjalnego zostały przed wybuchem wojny zdeponowane w Zamościu w tamtejszej kolegiacie. Bez trudu odnalezione przez Niemców zostały przewiezione do Gdańska i tu włączone do zbiorów Biblioteki Miejskiej.
Najcenniejszy skarb, czyli Biblia Gutenberga (wraz z dwoma „kuferkami wypełnionymi największymi cymeliami”) została przewieziona do Warszawy przez ks. A. Liedtke. Pelpliński rymarz T. Gutkowski wykonał mocną skórzaną walizę, w której obok dwóch tomów Biblii znalazł się najcenniejszy z rękopisów – „Psałterz Dawida” szkoły czeskiej z pocz. XVI w. oraz egzemplarz wspomnianej publikacji ks. Liedtke, pt. „Biblia Gutenberga w Pelplinie”.

1 VIII 1939 r. ks. Liedtke w towarzystwie ks. dr Józefa Smoczyńskiego wyruszył z ową walizą taksówką do Tczewa, a stamtąd sam pociągiem relacji Hel – Warszawa do stolicy. Tam złożył ten bezcenny depozyt w podziemiach Banku Gospodarstwa Krajowego.

Waliza, w której ks. Liedtke przewiózł Biblię Gutenberga wyeksponowana w Muzeum II Wojny Światowej w ramach wystawy “Dziedzictwo utracone” (własność Muzeum Diecezjalnego w Pelplinie)

Wraz z zajęciem Pelplina przez Niemców rozpoczęły się gorączkowe poszukiwania Biblii. Zajmując kolejne miasta na Pomorzu „robili rewizje po kościołach i plebaniach, mając na celu odnalezienie cennej księgi”. Pytali o „złodzieja Liedtkego, który ukradł Biblię Gutenberga”. Powtarzali też pogłoski na temat bp. Okoniewskiego, który we wrześniu 1939 r. uciekając przed hitlerowcami miał rzekomo zabrać ze sobą Biblię i „wywiózł ją za granicę, aby ją tam sprzedać, by mieć z czego żyć na tułaczce”.
W rzeczywistości pod koniec sierpnia 1939 r. cały depozyt z podziemi Banku Gospodarstwa Krajowego w Warszawie został ewakuowany za granicę; we wrześniu przewieziono go do Paryża. Akcją kierowali dyrektorzy tego banku, Górecki i Domaniewski. W stolicy Francji opiekę nad nim przejął prof. Karol Estreicher, kierujący „urzędem do odzyskania dzieł sztuki”. Na wewnętrznej stronie okładki Biblii dokonał odręcznego wpisu ołówkiem (zawierającego również jego podpis), iż księga ta została zdeponowana w Bibliotece Polskiej w Paryżu, zaś w maju 1940 r. wywieziona przez Rząd Polski do Angers.
Trzeba dodać, iż krążyły rozbieżne wersje dotyczące wojennych losów owej Biblii, co znalazło odzwierciedlenie w literaturze. Ks. Antoni Liedtke oparł się na relacji samego Karola Estreichera, który sam – za zgodą gen. Sikorskiego – kierował akcją zabezpieczania polskiego dziedzictwa kulturowego (w tym właśnie Biblii Gutenberga i arrasów wawelskich). W czerwcu 1940 r. wywiózł z Angers Biblię (w owej pamiętnej walizie) i dwa kufry pełne rękopisów.
Zaś arrasy wawelskie wraz ze skarbcem wawelskim zabrał z dotychczasowego miejsca ich zabezpieczenia, czyli z magazynów manufaktury gobelinów w Aubusson.
18 czerwca wyruszył wraz z cennym ładunkiem na statku „Chorzów” z portu w Bordeaux do Anglii. Stamtąd dr Stanisław Świerz – Zaleski (kustosz Państwowych Zbiorów Sztuki na Wawelu) wraz z inż. Polkowskim przetransportowali „skarby kultury polskiej w ilości 74 pak” na pokładzie okrętu „Batory” do Kanady.
Rząd kanadyjski zgodził się polskie zabytki kultury przyjąć bez cła, jako własność Państwa Polskiego. Zdeponowano je na rządowej farmie doświadczalnej, w budynku Archiwum Administracji Państwowej. Opiekę nad nimi sprawowali Świerz – Zaleski i Polkowski.

Zamieszanie wokół depozytu zaczęło się w momencie uznania przez aliantów polskiego Rządu Jedności Narodowej (w lipcu 1945). Tym samym polski rząd emigracyjny przestał się liczyć na arenie międzynarodowej. Przewidując taką sytuację, dotychczasowy przedstawiciel polskiego rządu w Kanadzie, Wacław Babicki, potajemnie wywiózł większość zgromadzonych na farmie cennych przedmiotów (w tym arrasy wawelskie, Biblię Gutenberga oraz dwa kufry z rękopisami), by nie wpadły w „ręce bezbożnych komunistów”. Zostały ukryte w dwóch klasztorach oraz w ottawskim oddziale Bank of Montreal.
Dzięki temu przedstawiciele komunistycznych władz powojennej Polski, którzy udali się do Kanady po odbiór depozytu, przywieźli do kraju tylko małą ilość zabytkowych przedmiotów i w dodatku mniej wartościowych.

Władze Kanady po odnalezieniu zaginionych dóbr kultury nie chciały zezwolić na oddanie ich polskim władzom powołując się na klauzulę , w ramach której mogli nimi dysponować jedynie Świerz – Zaleski i Polkowski. Ostatecznie część zdeponowanych przedmiotów (wśród których nie znalazła się Biblia), „obłożonych sekwestrem” przez premiera prowincji Quebec trafiło do piwnic tamtejszego Muzeum Prowincjonalnego. Biblia pozostała „uwięziona” w Bank of Montreal w Ottawie; władze kanadyjskie uniemożliwiły do niej dostęp także uczonym.

Sprawa polskich skarbów narodowych nabrała międzynarodowego rozgłosu dzięki prasie. W listopadzie 1947 r. rozpatrywano ją na konferencji UNESCO, a półtora roku później na plenarnej sesji ONZ.
Polski rząd emigracyjny (który zamierzał sprzedać polskie mienie narodowe) torpedował wysiłki oficjalnych władz polskich o odzyskanie dóbr kultury, a władze kanadyjskie uchylały się od ich zwrotu.
Wywołało to oburzenie polskiego społeczeństwa; różne polskie instytucje naukowe i kulturalne (oraz organizacje polonijne) wystosowały apel do całego kulturalnego świata z prośbą o pomoc w odzyskaniu polskiego dziedzictwa narodowego. W akcję tę włączył się także prymas Stefan Wyszyński. W swoich pismach adresowanych do hierarchów kościoła katolickiego w Kanadzie przekonywał, iż nie ma obaw dotyczących zagarnięcia owych skarbów narodowych przez ZSRR.
Przy czym rewindykacja Biblii (i innych zabytków piśmiennictwa pochodzących z Pelplina) napotkała na dodatkowe trudności, bowiem nie stanowiła własności państwowej. Pojawiła się konieczność udowodnienia, iż Biblia stanowi własność Biblioteki Seminarium Duchownego. Polskie Ministerstwo Kultury i Sztuki poprosiło ks. A. Liedtke (po wojnie dyrektora tejże Biblioteki) o przedstawienie odnośnych dokumentów. Dyrektor Państwowych Zbiorów Sztuki na Wawelu, prof. Jerzy Szablowski otrzymał od niego poświadczone notarialnie pełnomocnictwo do przejrzenia i ewentualnego odbioru od władz Kanady Biblii i „Psałterza Dawida”. Z końcem 1958 r. do Kanady wyruszyła polska komisja ekspertów z prof. Szablowskim na czele. Trwające trzy tygodnie pertraktacje z dyrekcją Banku zakończyły się pomyślnie: 23 XII 1958 r. otwarto kufry i komisyjnie obejrzano ich zawartość. Zaproszono na tę okoliczność największego “eksperta od Gutenberga”, czyli Clevelanda Normana. Po dokonaniu dokładnych oględzin pelplińskiego egzemplarza, ów ekspert wyraził pogląd na temat niewłaściwych warunków, w jakich był on przechowywany w ostatnich latach. Stwierdził iż „wymaga troskliwych zabiegów, by powstrzymać proces kruszenia papieru”. Stąd konieczność oddania Biblii prawowitemu właścicielowi. Wypowiedź tę ujęto w spisanym wówczas protokole; posłużyła jako argument w podjętych staraniach o powrót depozytu do Polski.
5 I 1959 r. zapadła pomyślna decyzja, a w trzy dni później podpisano dokumenty zdawczo – odbiorcze. 3 lutego długo wyczekiwane skarby narodowe dotarły do Warszawy. Tegoż dnia w Muzeum Narodowym w Warszawie odbyła się uroczystość otwarcia kufrów w obecności przedstawicieli władz państwowych, różnych ważnych instytucji naukowych i kulturalnych, a także reporterów. Zgromadzeni wysłuchali referatu prof. Szablowskiego.

ks. A. Kowalkowski, ks. A. Liedtke i prof. Bohdan Marconi oglądają odzyskane zabytki – fotografia z publikacji ks. Liedtke pt. “Saga pelplińskiej Biblii Gutenberga”.

Niebawem odzyskane pamiątki narodowe na krótko (z uwagi na konieczność przeprowadzenia zabiegów konserwatorskich) wyeksponowano w Muzeum Narodowym w Warszawie, następnie w Krakowie na Wawelu. Zainteresowanie eksponatami przeszło najśmielsze oczekiwania; chętni przybywali z całego kraju.

24 II 1959 r. odbyła się w Krakowie uroczystość przekazania poszczególnych eksponatów odnośnym właścicielom. Zabytki pochodzące z Biblioteki Seminarium Duchownego w Pelplinie odbierał ks. A. Liedtke wraz ks. Alojzym Kowalkowskim. Księża nie kryli wzruszenia. Następnego dnia odzyskane skarby znalazły się w Pelplinie. Po przeprowadzeniu niezbędnych prac konserwatorskich złożono je w sejfie w budynku Kurii Biskupiej, a następnie w specjalnie wykonanej szafie pancernej o szklanych drzwiach wewnętrznych. Po wybudowaniu w Pelplinie nowego gmachu Muzeum Diecezjalnego (przy ul. bp. Dominika) tam właśnie wyeksponowano Biblię Gutenberga wraz z innymi zabytkami piśmiennictwa.

Gmach Muzeum Diecezjalnego w Pelplinie (po lewej stronie zdjęcia)

16 III 1977 r. oraz 12 IV 1982 r. TVP wyemitowała film w reżyserii Edmunda Zbigniewa Szaniawskiego pt. „Polski egzemplarz Biblii Gutenberga”

Niedawno mogliśmy podziwiać ów bezcenny zabytek w Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku (i jeszcze możemy), gdzie został wypożyczony na wystawę czasową pt. „Dziedzictwo utracone”.

Maria Sadurska

2 myśli na temat ““Najbielszy z białych kruków”

  • Swietny artykul!

    Dodam tylko, ze Wydawnictwo Diecezji Pelplińskiej „Bernardinum”

    https://diecezja-pelplin.pl/instytucje/media-i-wydawnictwa/1241-wydawnictwo-bernardinum-sp-z-o-o

    dzialajace juz od ponad 25 lat, ma szeroki wybor publikacji zwiazanych z Biblia Gutenberga. Kilkanascie lat temu, w koprodukcji z wydawnictem holenderskim, wydawnictwo pokusilo sie o sporzadzenie faksymili Biblii Gutenberga. Zakup tego produktu byl kosztownym przedsiewzieciem, bo cena jednego egzemplarza wynosila okolo $ 32,000. Prywatny nabywca z Polski mogl nabyc kopie po nizszej cenie bezposrednio od wydawnictwa.

    Mala uwaga nt. frazy “Habent sua fata libelli!” Jej tlumaczenie na jezyk polski powinno brzmiec: ‘Nawet ksiazki maja swoje losy’, albo ‘I ksiazki maja swoje losy’, albo ‘Ksiazki tez maja swoje losy’. Do wyboru.

    Pozdrawiam najserdeczniej i klaniam sie nisko,

    RS

    Odpowiedz
    • Dziękuję Panu za słowa uznania oraz za cenne uwagi. Pozdrawiam, Maria Sadurska

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *