W Piekle nie zapomnimy, że jesteśmy Polakami

  • Piekło – wieś położona w niezwykle malowniczej i żyznej okolicy, w objęciach Wisły i Nogatu.
  • W miejscu, gdzie schodziły się granice Polski, Niemiec i sztucznie – niczym twór doktora Frankensteina – powołanego do życia Wolnego Miasta Gdańska.
  • Zamieszkała w większości przez Polaków, postanowieniami Traktatu Wersalskiego włączona do terytorium „Wolnego” Miasta.
  • Będąca pograniczem w całkowitym tego słowa znaczeniu, co wtedy oznaczało napięcia, wrogość i konflikt.
  • Wieś, w której polscy mieszkańcy, stanowiący 85% populacji, przez lata walczyli o prawo do szkolnej edukacji dla swoich dzieci w języku ojczystym.
  • W której dyrektorem polskiej szkoły został Jan Hinc, później przez Niemców zamordowany za to w Piaśnicy.

Piekło na przedwojennej pocztówce. Przedstawiony kościół to w rzeczywistości zbór ewangelicki, zburzony po II wojnie światowej (www.muzeumpolski.pl)

„Kto twe wczasy, kto pożytki może wspomnieć za raz wszytki? Człowiek w twej pieczy uczciwie, bez wszelakiej lichwy żywie”

Dzisiaj Piekło zamieszkuje ok. 350 osób. Dawniej było ich ponad dwukrotnie więcej, np. Słownik geograficzny Królestwa Polskiego (tom VIII, 1887, s. 82) podaje, że w 1868 r. wieś miała 723 mieszkańców, w tym 532 katolików, 190 ewangelików i 1 osobę wiary mojżeszowej. Wierni obu wyznań chrześcijańskich mieli w tym czasie swoje parafie w Pogorzałej Wsi, natomiast w samym Piekle opis wymienia 16 gburstw, 18 zagród, stację pocztową i dwie szkoły. „Mieszkańcy po części Polacy, po części Niemcy, trudnią się rolnictwem, a po części rybołówstwem. Znajdują się tu bowiem węgorze, szczupaki, płocie, karaski (…) wydry i minogi. Połów tych ostatnich jest czasem bardzo obfity. Chwytają wtedy co dzień 40–50 kop. Cena za kopę wynosi ok. 4 mrk.”

Piekło na przedwojennej pocztówce (www.muzeumpolski.pl)

Piekło na przedwojennej pocztówce (www.muzeumpolski.pl)

Piekło w Wolnym Mieście Gdańsku

Opis statystyczny z 1925 r. wymienia w Piekle 80 budynków, z tego 69 mieszkalnych. Wieś zamieszkiwały wówczas 152 rodziny, w sumie 707 osób – 129 ewangelików, 578 katolików, przy czym oficjalnie tylko dla 211 osób językiem ojczystym miał być był polski lub kaszubski, a dodatkowo 70 mieszkańców zadeklarowało jako „Muttersprache” równocześnie polski i niemiecki. Istnieją powody by sądzić, że liczba osób posługujących się językiem polskim była znacznie zaniżona, bowiem ówczesne władze forsowały pogląd o odwiecznie niemieckim charakterze ziem nad dolną Wisłą i zwalczały wszystko, co mogłoby temu przeczyć. W pierwszej dekadzie istnienia Wolnego Miasta Gdańska wieś na południowym krańcu Żuław nie wyróżniła się niczym szczególnym; może tylko podczas wyborów do Volkstagu nieco więcej głosów niż w innych wsiach powiatu Gross Werder oddawano tu na listy polskie. Mimo wszystko nie były to liczby imponujące: 22 głosy w wyborach do konstytuanty w 1920 r., 48 głosów w 1923 r., 62 w 1927 r., i 67 w przyspieszonych wyborach z 1930 r. Owszem, niemiecko-nacjonalistycznie i antypolsko nastawionego obserwatora niepokoił z pewnością trend wzrostowy, który utrzymał się aż do wyborów w 1933: padły wówczas w Piekle 82 głosy na dwie listy polskie łącznie, i dopiero w ostatnich wyborach parlamentarnych w 1935 r. nieco się załamał – zjednoczona lista polska otrzymała z Piekła 77 głosów.

Dom Polski w Piekle (za S. Szwentner 1966, Polacy z Piekła rodem)

Świat usłyszał o tej wsi na nadwiślańskich łęgach dopiero w latach trzydziestych XX wieku. 18 września 1933 r. Gdańsk i Rzeczpospolita Polska zawarły umowę „w sprawie traktowania obywateli polskich i innych osób języka lub pochodzenia polskiego na obszarze W. M. Gdańska”. Już wprawdzie Traktat Wersalski w Art. 104 zapowiadał zawarcie między Gdańskiem a Polską konwencji, która miała m.in. zapewnić „iż żadne różnice nie będą czynione w Wolnem Mieście Gdańsku na niekorzyść obywateli polskich i innych osób polskiego pochodzenia lub mówiących po polsku”. W praktyce, ze względu na brak dobrej woli po stronie gdańskiej, sprawa okazała się wielce problematyczna. Paradoksalnie, dopiero po przejęciu odpowiedzialności za Gdańsk przez NSDAP władze Wolnego Miasta podjęły próbę uregulowania spraw spornych, w pierwszym rzędzie dotyczących edukacji szkolnej w jęz. polskim na terytorium Wolnego Miasta.

“Póki w polskich komnat ściany, gwar obczyzny nie zawita, póty próg wasz nieskalany, póty Polska niezdobyta”

Chociaż umowa z 18 września 1933 przewidywała tworzenie klas z polskim językiem nauczania w szkołach publicznych (tzw. senackich), jeśli zostanie zgłoszona wystarczająca liczba wniosków od rodziców polskich dzieci, miejscowi kierownicy szkół – Niemcy piętrzyli przeszkody, byle tylko zmusić jak najwięcej polskich dzieci do nauki w języku niemieckim. Polakom, którzy mimo trudności byli zdecydowani zapewnić swym dzieciom naukę w języku polskim, pozostawała tylko jedna możliwość: szkolnictwo prywatne, niezależne od niemieckojęzycznych władz Wolnego Miasta. Organizacją powołaną do tworzenia i utrzymywania polskich szkół prywatnych na terenie Wolnego Miasta była Macierz Szkolna w Gdańsku. Polacy mieli świadomość, że po ukończeniu polskich szkół dzieci będą miały mniejsze szanse na podjęcie dalszej edukacji niż ich rówieśnicy, którzy ukończyli szkoły z niemieckim językiem wykładowym, lecz mimo to walczyli o możliwość posyłania ich do miejsc, gdzie nie będą musiały uczyć się po niemiecku z podręczników zawierających hitlerowską propagandę i wspierać przymusowymi składkami antypolskich organizacji.

Wbicie pierwszej łopaty pod budowę Domu Polskiego. Prezes Macierzy Szkolnej E. Budzyński z projektodawcą i kierownikiem budowy Cz. Świałkowskim (za S. Szwertner 1966, Polacy z Piekła rodem)

W styczniu 1934 mieszkańcy Piekła złożyli 44 wnioski o naukę w języku polskim w miejscowej szkole senackiej. Władze szkolne bezpodstawnie odrzuciły kilka z tych wniosków, jednak ostatecznie zezwoliły na utworzenie klasy, w której 38 dzieci uczył jęz. polskiego oraz religii po polsku niejaki Alois Machalitza. Nauczyciel ten pochodził ze Śląska, a jego znajomość polszczyzny i jawnie proniemiecka postawa wzbudzały zastrzeżenia rodziców. Kierownik szkoły, Walter Klafki, znał co prawda język polski, ale z rodzicami swoich uczniów rozmawiał tylko po niemiecku.

[Na zdjęciu po lewej wbicie pierwszej łopaty pod budowę Domu Polskiego. Prezes Macierzy Szkolnej E. Budzyński z projektodawcą i kierownikiem budowy Cz. Świałkowskim (za S. Szwentner 1966, Polacy z Piekła rodem)]

Było to normą w senackich szkołach, które przez ówczesnych Polaków zaczęły być postrzegane jako germanizujące ich dzieci w stopniu podobnym, co szkoły niemieckie. Nie było w tym grama przesady. Nauczyciele niejednokrotnie zabraniali rozmów w języku polskim, zdarzało się, że również przynależności do polskich organizacji i stowarzyszeń. Nie pozwalano uczestniczyć w polskich uroczystościach państwowych, karząc finansowo tych rodziców, którzy tego dnia dziecko zamiast do szkoły na te uroczystości zabierali. W zamian zachęcano, a wręcz przymuszano do celebrowania niemieckich świąt. Była to celowa polityka mająca miejsce na terenie całego Wolnego Miasta Gdańska mająca na celu germanizacje dzieci przez ich „edukację”. Co gorsza, Polacy z Piekła nie mieli wsparcia w tradycyjnej ostoi polskiej tożsamości, jaką jest kościół katolicki. Wikariuszem wybudowanego w 1925 roku, w większości ze składek polskich mieszkańców kościoła, był ksiądz Klemens von Piechowski. Nie rozmawiał z parafianami po polsku i jawnie faworyzował niemiecką ludność, msze odprawiał po niemiecku. W sytuacjach konfliktowych polscy parafianie znajdowali wsparcie u jego zwierzchnika Paula Knittera, Niemca, proboszcza w pobliskiej Pogorzałej Wsi, który na wiernych nie patrzył przez pryzmat narodowości, tylko wyznawanej wiary.

Heil Hitler zamiast Szczęść Boże

W tej sytuacji uznano, że najmłodszych mieszkańców wsi przed całkowitą germanizacją może uratować tylko otwarcie w Piekle prywatnej szkoły polskiej, podlegającej Gdańskiej Macierzy Szkolnej. Już w 1930 r. Macierz próbowała zakupić starą karczmę od Emilii Begdon, by przebudować ją na szkołę i ochronkę dla polskich dzieci. Sołtys Kurt Neumann, także zresztą pracujący jako nauczyciel w miejscowej szkole senackiej, udaremnił ten zamiar i korzystając z prawa pierwokupu nabył karczmę od pani Begdon, by wydzierżawić ją niejakiemu Durauowi, znanemu jako wielbiciel Adolfa Hitlera. Dał on wyraz swej miłości w jawnie prowokacyjnym napisie wywieszonym w miejscu, gdzie Macierz Szkolna planowała uczyć najmłodsze dzieci: Moją wiarą jest Adolf Hitler, a przyszłością wielkoniemiecka Rzesza!

Poświęcenie Domu Polskiego przez ks. Franciszka Rogaczewskiego (za S. Szwentner 1966, Polacy z Piekła rodem)

Poświęcenie Domu Polskiego przez ks. Franciszka Rogaczewskiego (za S. Szwentner 1966, Polacy z Piekła rodem)

Jeden z najzagorzalszych polskich patriotów w Piekle (i zarazem najzamożniejszy gospodarz Sylwester Domański) udostępnił wówczas pomieszczenia w swoim gospodarstwie, by Macierz Szkolna mogła dla polskich dzieci zorganizować przynajmniej ochronkę. Niedługo potem postanowił odstąpić półtora hektara swej własnej ziemi, by Macierz Szkolna mogła zbudować na niej szkołę. Sołtys Kurt Neumann natychmiast zgłosił protest w imieniu gminy i zajął ten grunt, perfidnie powołując się na prawo pierwokupu. Domańskiemu zablokowano na koncie bankowym 1800 guldenów, wpłaconych przez Macierz Szkolną jako należność za grunta, a jednocześnie Niemcy pośpiesznie postawili na spornym terenie drewniany barak – świetlicę dla hitlerowskiej organizacji dziewcząt BDM (Bund Deutscher Mädel).

Zwycięstwo polskiej wytrwałości

Artykuł w Straży Gdańskiej z 1.08.1936 (za S. Szwentner 1966, Polacy z Piekłą rodem)

Ostatecznie, po dwóch i pół roku sporów, gmina „pod naciskiem Senatu” w kwietniu 1936 r. poszła na ugodę i zrezygnowała z 1/3 zajętego terenu, czyli z pół hektara ziemi odstąpionej przez Sylwestra Domańskiego. W tym momencie można było wreszcie rozpocząć tak potrzebną inwestycję. W akcie erekcyjnym zapisano: „Dnia 16 lipca 1936 roku w miejscowości Piekło, położonej na terenie Wolnego Miasta Gdańska, nastąpiło uroczyste rozpoczęcie robót, związanych z budową Szkoły Powszechnej i Ochronki Macierzy Szkolnej w Gdańsku.” W uroczystości brali udział: prezes gdańskiej Macierzy Szkolnej Eryk Budzyński, zarazem dyrektor Okręgu Poczt i Telegrafów w Gdańsku; inż. architekt Czesław Świałkowski, projektant budynku (a wcześniej m.in. gmachu Poczty Morskiej i kościoła Chrystusa Króla w Gdańsku); inż. Zdzisław Bielawski z Gdyni, którego firma otrzymała kontrakt na budowę szkoły; i wreszcie sam Sylwester Domański z rodziną.

[Na zdjęciu po lewej artykuł w Straży Gdańskiej z 1.08.1936 (za S. Szwentner 1966, Polacy z Piekła rodem)]

Mimo wszystko gmina, kierowana przez Kurta Neumanna, wciąż jak mogła starała się utrudniać budowę polskiej szkoły. I tak np., zabroniono wyładowania na miejscowej przystani wiślanej ładunku cegieł, sprowadzonych drogą wodną z Grudziądza. Polacy zmuszeni byli rozładować barki w Tczewie, skąd koleją wąskotorową przewieziono cegłę do Pogorzałej Wsi, a stamtąd do Piekła (8 km) już tradycyjnymi furami. Ta absurdalna operacja nie tylko wydłużyła czas dostawy, ale też pociągnęła za sobą niepotrzebne koszty. Na szczęście murarze inż. Bielawskiego pracowali z dużym zapałem i już jesienią 1936 na krokwiach zawieszono wiechę, ozdobioną biało-czerwonymi szarfami. Nim nadeszła zima, budynek był już przykryty dachem. Pospiesznie kompletowano personel: kierownikiem szkoły i nauczycielem w starszej klasie został trzydziestoletni Jan Hinz, posiadający już spory dorobek jako nauczyciel w nadwiślańskich miejscowościach; zamieszkał w budynku szkolnym z żoną i córką. Z Gdańska przybyły dwie dominikanki: siostra Matylda miała prowadzić ochronkę, a siostra Lucjana (Wanda Makurath) młodszą klasę szkolną. Wraz z nimi pojawił się w Piekle także ks. Józef Dydymski, pierwszy polski duszpasterz z prawdziwego zdarzenia. Przez pewien czas odprawiał on nawet polskie msze i nabożeństwa w miejscowym kościele katolickim, jednak gdy niebawem biskupem gdańskim został Karl Maria Splett, posługa ks. Dydymskiego została ograniczona do kaplicy w Domu Polskim.

Nie będzie już Niemiec dzieci nam germanił

Dom Polski w Piekle, bo tak go najczęściej nazywano, został uroczyście otwarty i poświęcony w niedzielę, 4 lipca 1937 r. Był to moment radosny dla całej polskiej społeczności Wolnego Miasta. Polacy już tydzień wcześniej zaczęli przygotowywać się na to ważne dla nich wydarzenie, sprzątając dokładnie obejścia, szorując zagrody i ozdabiając je zielenią, kwiatami i biało- czerwonymi flagami. Z Gdańska – pociągiem do Tczewa, a stamtąd wiślanym parostatkiem do Piekła – przybyła liczna grupa gości. Obecni byli m.in. księża Franciszek Rogaczewski i Bronisław Komorowski, Eryk Budzyński, Antoni Lendzion, Michał Bellwon, redaktorzy Władysław Cieszyński, Wilhelm Grimmsmann, Henryk Sonnenburg, dyrektor Gimnazjum Polskiego Jan Augustyński i inne osobistości, z których wiele zostało po wybuchu wojny zamordowanych w Stutthofie albo Piaśnicy. Podniosły nastrój nieco psuły głośne śpiewy dochodzące z pobliskiej świetlicy BDM.

Dom Polski w Piekle, stan obecny. (fot. J. Jarzęcka-Stąporek)

Dom Polski w Piekle, stan obecny. (fot. J. Jarzęcka-Stąporek)

W następnych miesiącach Dom Polski tętnił życiem. Już 25 lipca 1937 odbyło się założycielskie zebranie miejscowego Towarzystwa Śpiewu św. Cecylii. 8 sierpnia Piekło odwiedziła kolejna grupa Polaków z Gdańska, którzy tym razem dopłynęli tu statkami prosto z przystani przy Bramie Stągiewnej (organizatorem tej wycieczki był ks. B. Komorowski). Niemieckie szykany nie ustawały, blokowano dojazd, smarowano fekaliami okna i drzwi. Młodzi Polacy w drodze do i z Domu Polskiego narażeni byli na napady ze strony swoich rówieśników w mundurach Hitlerjugend, grożono im również śmiercią. Panoszące się bojówki SA coraz częściej prowokowały incydenty i bijatyki. Szczególnym celem dla zbójów w brunatnych koszulach byli polscy inspektorzy celni, pracujący na terenie Wolnego Miasta i posiadający służbowe mieszkanie w Domu Polskim. W maju 1939 doszło do groźnych zamieszek po sprowokowanym przez SA zajściu w Kałdowie, podczas którego został zastrzelony jeden z niemieckich bojówkarzy. Dom Polski w Piekle otoczyło wówczas kilkudziesięciu SA-manów, którzy zapowiadali, że spalą budynek, a wszystkich Polaków powieszą w pobliskim lesie. Mieszkańców uratowała wówczas prawdopodobnie radiostacja, którą dysponowali inspektorzy celni. Dzięki niej udało się powiadomić Komisariat Generalny RP, a ten wymusił na władzach gdańskich wysłanie do Piekła sił policyjnych, które ochroniły Dom Polski przed napaścią.

Ostatni list z więzienia

Pod koniec lata 1939 nikt już nie dbał o pozory praworządności. Księdza Dydymskiego 1 września obudziła detonacja mostu w Tczewie, a gdy zerknął przez okno, zobaczył, że wieś została już zajęta przez niemieckie wojsko. Do Domu Polskiego żołnierzy, w asyście miejscowych sąsiadów ubranych w mundury SA, przyprowadził niemiecki nauczyciel, by aresztowali księdza i siostry dominikanki (wszystkim udało się przeżyć wojnę). Inni mieszkańcy Piekła zostali również uwięzieni i nierzadko „profilaktycznie” skatowani przez rozpieranych energią hitlerowców. Dotychczasowi niemieccy sąsiedzi okazywali radość, widząc Polaków prowadzonych pod bronią. Kobiety wywieziono do więzień w Malborku i Elblągu. Mężczyzn zabrano do Sztumu, gdzie byli zmuszani do ciężkiej pracy, która i tak była lepsza od tortur podczas powtarzających się przesłuchań. Finalnie zostali przetransportowani do obozów koncentracyjnych, z których znaczna część już nie wróciła.

Tablica na Domu Polskim w Piekle. (fot. J.Jarzęcka-Stąporek)
Tablica na Domu Polskim w Piekle. (fot. J.Jarzęcka-Stąporek)

Jan Hinc z rodziną w dniu wybuchu wojny znajdował się w Gdyni, gdzie odwiedzał teściów. Po zajęciu miasta przez Niemców dostał się do aresztu, a niebawem osadzono go w osławionym gdańskim więzieniu Schiesstange. 3 listopada 1939 napisał ostatnią kartkę do żony, w której prosił m.in. o dostarczenie mydła, piżamy i skarpet. Gdy jednak Edyta Hinzowa pojawiła się przy bramie więzienia, dowiedziała się, że męża już w nim nie ma, bowiem wyjechał w transporcie więźniów do Wejherowa. Według najbardziej prawdopodobnej wersji, kierownik szkoły w Piekle wraz z tysiącami innych Polaków z Pomorza został zamordowany w lasach piaśnickich. Niemcy, podobnie jak rosyjscy okupanci, widzieli w polskich elitach olbrzymie niebezpieczeństwo. Obserwując przez lata nieustającą walkę o narodową świadomość, wiedzieli, że nic nie powstrzyma ich przed jej krzewieniem i chronieniem. Nawet, gdy próbowano te polskość wytłuc kijami i kolbami, nie dawało to rezultatów, ponieważ była ona ich istotą. Polacy ci, oddychając czystym, niemieckim powietrzem wydychali je skażone polskością. Jedynym rozwiązaniem, przemyślanym i pieczołowicie wcześniej przygotowanym była akcja Intelligenzaktion – sprowadzająca się do fizycznej likwidacji, wymordowania przedstawicieli polskich elit. Do nich zaliczał się również dyrektor polskiej szkoły w Piekle. Jego grobu, podobnie jak wielu innych zamordowanych, nigdy nie odnaleziono.

Pamięć i zapominanie

Po wojnie w dawnym Domu Polskim funkcjonowała szkoła podstawowa. Była to oczywista kontynuacja historii tego budynku, którego powstanie poprzedziły lata starań i wyrzeczeń. Patronem szkoły został jej pierwszy dyrektor Jan Hinc, którego upamiętniono na tablicy przed wejściem. Każde dziecko we wsi znało historię Domu Polskiego, ponieważ na poddaszu szkoły znajdowała się niewielka wystawa poświęcona tej tematyce.

Dom Polski w Piekle, stan obecny. (fot. A. Pisarska-Umańska)

Dom Polski w Piekle, stan obecny. (fot. A. Pisarska-Umańska)

Niestety! Z czasem, gdy uczniów było coraz mniej, samorząd gminy Sztum podjął decyzję o likwidacji szkoły ze względów ekonomicznych. Dziś  nadal rozbrzmiewają tu dziecięce głosy, bowiem obiekt oddano w użytkowaniu organizacji pozarządowej, która prowadzi schronisko dla kobiet w trudnej sytuacji życiowej. Przykre jest, że poza tablicą poświęconą pamięci Jana Hinca, brak widocznych informacji o tym, czym ten budynek był i jak ważną rolę odegrał w dziejach Polonii Wolnego Miasta Gdańska. Od frontu jest za to tablica informująca o współfinansowaniu przez rząd Republiki Federalnej Niemiec w ramach polsko-niemieckiej współpracy, choć i pod nią zebrała się sterta śmieci. Do dziś na dachu budynku stoi na baczność maszt, któremu nikt nie zmienił komendy, czekając, aż znowu załopocze na nim biało-czerwona flaga.

Krwawniki i maki przed Domem Polskim w Piekle. (fot. A. Pisarska-Umańska)

Krwawniki i maki przed Domem Polskim w Piekle. (fot. A. Pisarska-Umańska)

Póki jej tam nie ma, piekielska ziemia sama dba o upamiętnienie tego miejsca: biały krwawnik i czerwone maki, rozpościerające się przed Domem Polskim, tworzą namiastkę symbolicznej oprawy. Niestety, natura nie zastąpi w swoich obowiązkach ludzi. Sama nie wytworzy np. tablicy upamiętniającej to miejsce – bezcenne świadectwo olbrzymiej determinacji mieszkańców Piekła, by zawsze i wbrew przeciwnościom pozostać Polakami. Jeśli Gminy Sztum nie stać na taki wydatek, to może Samorząd Województwa Pomorskiego znalazłby środki i ludzi, którzy zadbają o upamiętnienie Domu Polskiego w Piekle z pożytkiem dla kolejnych pokoleń?

Wykorzystana literatura:

  • S. Szwentner, Polacy z Piekła rodem, Wydawnictwo Morskie, Gdynia 1966
  • A. Drzycimski, Polacy w Wolnym Mieście Gdańsku (1920-1933), Zakł. Narodowy im Ossolińskich, Wrocław–Gdańsk 1978
  • H. Stępniak, Ludność polska w Wolnym Mieście Gdańsku, Wydawnictwo Diecezji Gdańskiej „Stella Maris”, Gdańsk 1991

Joanna Jarzęcka-Stąporek, Kuba Strumiński

Jedna myśl na temat “W Piekle nie zapomnimy, że jesteśmy Polakami

  • Prosimy o więcej takich historycznych informacji na temat pomorza i Gdańska ,gdyż wiele ludzi po prostu nie zna historii i w swoich kometarzach opiera się na niewiedzy

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *