List otwarty matki Stefana W. (który przegrał ze swoimi adwokatami)
Piszę ten list, bo z perspektywy matki zaczynam zadawać pytania, które – mam nadzieję – są pytaniami ważnymi także dla opinii publicznej.
Piszę ten list jako matka syna, którego sprawa karna była i jest sprawą ostateczną. Dotyczyła kasacji – ostatniego, nadzwyczajnego środka prawnego. Tego jednego momentu, w którym Sąd Najwyższy mógł jeszcze raz spojrzeć na sprawę i odpowiedzieć na pytanie, czy wcześniejsze postępowania były prowadzone rzetelnie i sprawiedliwie.
Ta kasacja nigdy nie została rozpoznana. Nie dlatego, że była bezzasadna. Nie dlatego, że z niej zrezygnowaliśmy. Lecz dlatego, że nie została wniesiona w terminie. W praktyce oznaczało to zamknięcie drogi prawnej, zanim Sąd Najwyższy mógł w ogóle zapoznać się z treścią sprawy. Oznaczało to, że los mojego syna został przesądzony nie w wyniku merytorycznej oceny, lecz z powodu rażącego zaniedbania proceduralnego. Z powodu błędu, który nie miał prawa się wydarzyć w rękach profesjonalistów.
Adwokaci, którym powierzono tę sprawę, byli zawodowymi pełnomocnikami. Osobami zobowiązanymi do zachowania najwyższej staranności, rzetelności i lojalności wobec klienta. Tymczasem ich zaniechanie odebrało mojemu dziecku ostatnią szansę na sprawiedliwość – osobie chorej psychicznie, pozostającej w szczególnie trudnej sytuacji życiowej i całkowicie zależnej od rzetelności działań swoich pełnomocników. Nie był to błąd losowy, nie była to siła wyższa. Było to zaniedbanie ludzi, którzy wiedzieli, czym jest termin, i wiedzieli, jakie są skutki jego przekroczenia.
Po utracie tej drogi zwróciłam się do instytucji powołanych do badania odpowiedzialności zawodowej adwokatów. Składałam pisma. Uzupełniałam informacje. Przypominałam się w sposób formalny i rzeczowy. Do dnia dzisiejszego nie otrzymałam odpowiedzi, która pozwoliłaby mi zrozumieć, na jakim etapie znajduje się sprawa i czy ktokolwiek dokonał realnej analizy zgłoszonych przeze mnie okoliczności. Od miesięcy spotykam się z ciszą.
Piszę ten list, bo z perspektywy matki zaczynam zadawać pytania, które – mam nadzieję – są pytaniami ważnymi także dla opinii publicznej:
- Co dzieje się z odpowiedzialnością zawodową, gdy sprawa dotyczy „swoich”?
- Czy obywatel spoza środowiska prawniczego ma realną szansę zostać wysłuchany?
- Czy milczenie instytucji nie staje się formą ochrony silniejszych kosztem słabszych?
W tym samym czasie osoby odpowiedzialne za sprawę mojego syna prowadzą spokojne, dostatnie życie, które na bieżąco przedstawiają w mediach społecznościowych. My – jako rodzina – żyjemy z konsekwencjami sprawy, która nigdy nie została rozpatrzona merytorycznie, lecz zakończyła się bez rozpoznania z powodu zaniedbania adwokatów, którzy podjęli się kasacji.
Piszę, ponieważ chciałabym wiedzieć, co może zrobić matka w sytuacji, gdy ostatnia szansa prawna jej dziecka przepada nie z jego winy, a instytucje odpowiedzialne za nadzór zawodowy milczą? Piszę, bo wierzę, że media są jeszcze miejscem, gdzie można zapytać głośno o rzeczy trudne, niewygodne i bolesne. Ten list jest wołaniem o uwagę, nie o sensację jest wołaniem o uwagę, odpowiedzialność i elementarną uczciwość.
Matka, której syn nigdy nie doczekał się rozpoznania swojej sprawy.
przeczytaj:
- Dziennikarze, opamiętajcie się! Apeluje matka Stefana W.
- Szukając odpowiedzi, dlaczego zginął prezydent Paweł Adamowicz?
- Matka Stefana W. apeluje do Piotra Adamowicza
- Panie Piotrze Adamowicz, mój syn Stefan zaprasza Pana na widzenie
- List otwarty do Magdaleny Adamowicz
- Sąd Okręgowy uzdrowił mojego syna ze schizofrenii – wywiad
- Akt oskarżenia wobec Stefana W. i komentarz jego matki
- Cudownie uzdrowiony Stefan W. a sprawa polityczna Adamowiczów
- Nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobi – o nielegalnej tablicy poświęconej Adamowiczowi
- Refleksje wokół rocznicy śmierci Pawła Adamowicza


Odpowiedzialność zawodowa adwokatów rozpatrywana jest przez sądy dyscyplinarne, wystarczy złożyć wniosek. Jednocześnie kasacja w sprawie karnej, jeśli niezłożona jest przez pełnomocnika profesjonalnego w terminie, może być złożona przez skazanego po terminie, wskazując na uchybienie obrońcy. Szukanie sensacji na siłę tutaj nie przyniesie skutku i nie otrze łez.
Możliwe jednak, że kasacja w sprawie była nieuzasadniona. Jest to nadzwyczajny środek odwoławczy, a być może w sprawie nadzwyczajne okoliczności nie wystąpiły. Wartym odnotowania jest, że wina i społeczna szkodliwość czynu Stefana W. były dla Sądu bezsprzeczne i znaczne. Opinie sadowopsychitryczne nie wykazały niepoczytalności, więc czego oczekuje matka skazanego ?
Po co sie pan odzywasz skoro nie czytasz ze zrozumieniem ???
Matka dość wymownie wskazuje,że zwracała się do instytucji badajacych odpowiedzialność zawodową adwokatów i wciąż czeka na odpowiedż. Po za tym już pierwsza opinia biegłych sądowych wykazała całkowitą niepoczytalnośc Stefana W.
Zatem niech sie pan więcej nie wypowiada i nie marnuje czasu czytelników…