Ulica Psia jest bardzo sympatyczna. I to nie tylko dlatego, że to my mieszkamy przy niej.

Obcy śmieją się, gdy słyszą jej nazwę. Wyobrażają sobie małą i brudną uliczkę, po której biegają psy. A tymczasem jest to szeroka i długa, piękna ulica. I nawet wiem, skąd się wzięła jej nazwa, z której wcale nie ma co się śmiać. Nazywa się tak od psiarni, która była koło straży pożarnej. Tam trzymano dawniej w klatkach miejskie psy, a, jak mówi ojciec, były to wściekłe i gryzące wszystko bestie. Zresztą musiały takie być, jako że ich zadaniem było pilnowanie Wyspy Spichrzów [Speicherinsel]. Wyspa Spichrzów leży na drugim końcu Psiej, na środku Motławy, ale o tym chyba już wcześniej pisałam, więc każdy powinien to pamiętać.
Na Wyspie Spichrzów stały oczywiście spichrze, stoją tam zresztą jeszcze i dzisiaj. Przechowuje się w nich wiele cennych towarów: zboże, cukier, kawę, przyprawy i wiele, wiele innych. W dawnych czasach, o zmierzchu, wyprowadzano te psy z ich klatek na mocnych smyczach i zabierano na Wyspę. Tam spuszczano je ze smyczy i podnoszono mosty; wszystkie spichrze były ten sposób pod najlepszą ochroną. Kiedy jakiś złodziej albo włamywacz ukrył się za dnia wśród spichrzów i wychodził nocą, wtedy te psy zagryzały go na śmierć. To musiała być straszna śmierć!

Bardzo też lubię straż pożarną; dawniej jej budynek był jeszcze ładniejszy. Miał dwie stare, wąskie bramy i starą, ciemna stajnię, w której stały silne konie, jakie ciągnęły strażackie sikawki. Często tam chodzę, bo jest w niej zapach, który lubię.
- Przeczytaj: Psia Hala
W ładnym domu w straży, z kwiatami i grządkami przed drzwiami, mieszka ogniomistrz, który ma wielkie wąsy. W rogu placu jest też mały domek, cały obrośnięty dzikim winem. Bardzo bym chciała w nim mieszkać. A obok jest wysoka ściana, na której strażacy ćwiczą się w ratowaniu ludzi.
Pośrodku placu w straży pożarnej stoi wielka studnia, aby strażacy mieli skąd brać wodę do swoich sikawek. A gdy przechodzę obok bramy zawsze stoi w niej na posterunku jeden ze strażaków. Ma skórzany hełm z daszkiem z tyłu, opadającym mu na kark. Pod pachą trzyma topór i wygląda jak kat.
Na dziedzińcu straży pożarnej jest dużo słońca i mało wiatru, tak że rosnące tam kasztany mają dużo liści i szybko zaczynają kwitnąć. Mają czerwonawe kwiaty i wyglądają jak różowe świece w lichtarzach. Na murze otaczającym dziedziniec stoi mały posążek jeźdźca wyrzeźbiony z szarego kamienia. A mur jest cały z czerwonych cegieł.

Ulica Psia dawniej nazywała się Browarniczą [Brauergasse]. Mieszkało przy niej wielu browarników. Mieszka przy niej również wujek John. Naprzeciwko jego mieszkania stoi bardzo śmieszny dom. Nazywamy go domem z mydła.
Trudno go opisać, ale mimo to spróbuję. Wygląda jak zwężająca się ku górze stara, oszklona szafa gdańska. Z przodu ten dom jest cały ze szkła, z kolumienkami między szybami. Te kolumny są pozłacane i pomalowane jakby w jasne i ciemnoczerwone żyłki i dlatego nazywamy go domem z mydła. Mama często kupuje takie mydło z żyłkami.

Na każdym piętrze przed oknami są złote kraty, aby nie można było z nich wypaść. Właściwie cały ten dom wygląda jak pedał od fortepianu, ale takiego bardzo dużego fortepianu, na który można porządnie nadepnąć. Nigdy dotąd nie byłam w środku tego domu. Ale gdy będę znowu przechodziła obok, z pewnością wejdę do środka. Mama mówi, że przed dwudziestu laty, gdy odmalowano i pozłocono ten dom na nowo, wszyscy w okolicy byli bardzo podnieceni, ale teraz już nie. Tylko nowe rzeczy powodują, że ludzie są wzburzeni i zaciekawieni.

Ulica Psia krzyżuje się z różnymi ulicami: z Garbarami [Gerbergasse], Pocztową [Poststrasse], Zbytki [Ketherhagergasse], Ławniczą [Matzkauschegasse] i wieloma innymi.
- Zobacz: Gdański spis ulic
Mama mówi, że dawniej poczta była o wiele ładniejsza. Można było przejść przez nią od Długiej do Psiej. Między budynkiem poczty przy Długiej a tym przy Psiej był wielki, długi dziedziniec, pełen wozów pocztowych, wszystkie w żółtym kolorze. Takie są jeszcze i dzisiaj. Można tam było spotkać pocztylionów z ich trąbkami i wiele schodów, po których można było biegać. Chłopcy i dziewczęta chętnie się tam bawili.

Obrazki gdańskie
- Stary dom przy Długich Ogrodach
- Brama Nizinna
- Wyspa Spichrzów
- Ulica Długa
- Tragarze worków
- Gdzie leży Gdańsk?
- Baszta „Patrz do Kuchni”
- Ulica Psia (Ogarna)
- Na przedprożach
- Żydowscy handlarze
- W piwnicy Rady (Rajców)
- Nad szumiąca wodą
- Długi Targ
Dzisiaj wszystko się zmieniło. Nie ma już żadnego dziedzińca i nie można już tamtędy przejść z Długiej na Psią, a na poczcie zrobiło się bardzo nudno.
Przy Psiej stoi wiele kamienic ze ścianami szczytowymi, wiele też jest normalnych domów. Są nowe i takie całkiem zwykłe. Nie lubię ich, bo wyglądają bardzo monotonnie. Z Psiej zniknęły też wszystkie piękne przedproża. A mama się jeszcze na nich bawiła, kiedy była mała. Jedne miało aż dwadzieścia stopni, a wszędzie były ławki i rzygacze. Na Psiej rosły też drzewa, lipy, jak pamięta mama, lipy o słodkich kwiatach, przy których zbierały się brzęczące pszczoły. One też już stąd zniknęły.
Na Psiej jest mnóstwo nowych domów i zrobiło się nudno. Przy Bramie Krowiej [Kuhtor] z Psią łączy się ulica Powroźnicza [Röpergasse]. Powroźnicy skręcali liny i sznury. Dzisiaj nie ma tam już powroźników, za to jest wiele knajp, w których sprzedaje się wódkę, która ma ostrą woń, gryzącą mnie w nos. Wódki nie powinno się pić.

Za Bramą Krowią płynie rzeka, to znowu Motława. Na tamtym końcu Psiej miał sklep piekarz, który robił największe kringle na Wielki Czwartek. Były posypane kminkiem i należało je smarować masłem. Dzisiaj też kupujemy wielkoczwartkowe kringle i masło do nich, ale, jak mówi ojciec, nie są już tak duże jak tamte od Schnetterera z Psiej.
Przy Psiej mieszkają też moi wujkowie i ciotka, prawie cała nasza rodzina. Ojciec ułożył nawet o tym wierszyk:
Ciężar całej mej rodziny legł
na barkach biednej psiny
Wolne tłumaczenie oryginału: Es ballt sich die Familienmasse/ zusammen in der Hundegasse.
To bardzo ładny wierszyk. I na tym zakończę.
Kathe Schirmacher, przełożył Wawrzyniec Sawicki, opracował Andrzej Ługin