Na przedprożach – Obrazki gdańskie

Najpiękniej można się bawić na przedprożach. Ale tyle ich już zniszczono. Na całej Ogarnej nie ma już ani jednego, tak samo jak na Długiej, a na Szerokiej [Breitgasse] zostało już tylko kilka, więc dzieci chodzą na Długi Targ, Chlebnicką, Mariacką i Świętego Ducha.

Dużo przedproży jest też na Piwnej. Pośrodku takiego przedproża są schody, zawsze zrobione z kamienia. Reszta przedproży też jest zrobiona z kamienia, ale musiały kosztować bardzo dużo, bo kamień jest drogi.

Na przedprożach po obu stronach stoją kamienne kule albo małe kamienne komódki oraz poręcze. Te poręcze są raz proste, zrobione z żelaza z paskiem z mosiądzu i wyglądają jak roladki u cukiernika, a innym razem są kunsztownie powyginane z mosiężnymi kielichami na końcach. A niekiedy taka poręcz to łańcuch, na którym doskonale można się huśtać. Te łańcuchy też mogą być zwykłe albo bardzo kunsztowne.

Ulica Piwna, widok na Zbrojownię, po bokach ulicy przedproża. www.muzeumpolski.pl
Ulica Piwna, widok na Zbrojownię, po bokach ulicy przedproża. www.muzeumpolski.pl

Na tych zwykłych lepiej się huśta, bo na tych drugich trudniej się siedzi. Jedno takie przedproże jest z przodu zamknięte kamiennymi płytami z wykutymi na nich obrazkami; można na nich zobaczyć oblegane miasta i baszty. Karl Becker mówi, że to Troja, miasto w dawnej Grecji. Na innych widać żeglujące do portu statki i myślę, że to Gdańsk. Można też na nich zobaczyć dzikie ludy i towary z obcych krajów, a jeszcze na innych bogów i boginie, ubrane albo rozebrane, ale już się nie wstydzę, gdy na nie patrzę. Trzymają w rękach wagi, miecze i rogi, z których wysypują się różne dobre rzeczy. Nazywają się rogami obfitości.

U góry przedproża jest z boku rynna. Biegnie z dachu, a na przedprożu ciągnie się po kamiennej posadzce już płasko jak dżdżownica, a na końcu ma smoczą głowę, która wypluwa wodę na bruk. Czasami woda oblewa przechodzących ludzi i Karl Becker mówi, że burmistrz chce pozabijać te smoki. Ale Karlowi się ten pomysł nie podoba i wolałby raczej zamiast tego zabić burmistrza. Karl kocha te smoki, nazywa każdego po imieniu i opowiada o nich różne historie. Lubię ich słuchać.

Karl Becker mówi, że burmistrz chce pozabijać te smoki. Ale Karlowi się ten pomysł nie podoba i wolałby raczej zamiast tego zabić burmistrza.
Karl Becker mówi, że burmistrz chce pozabijać te smoki. Ale Karlowi się ten pomysł nie podoba i wolałby raczej zamiast tego zabić burmistrza.

Ostatnio przechodziłam z Karlem obok kamieniczki przy Piwnej, na której przedprożu bardzo lubię siadywać. Nagle zobaczyliśmy kilku mężczyzn, którzy weszli na przedproże z długimi, drewnianymi młotkami w rękach, a potem zaczęli obtłukiwać nimi naszego smoka. Co za obrzydliwość! Od razu pobiegliśmy tam z Karlem i wpadliśmy między nich, pytając co im przyszło do głowy? Odkrzyknęli, że mają polecenie zabić tego smoka.

– To nasz smok! – zaczęliśmy krzyczeć. – Nie wolno wam tego robić! Złaźcie stamtąd!

Ale oni nie chcieli zejść. I wtedy Karl wdrapał się na rynnę, wyrwał jednemu z nich młotek i zaczął się szamotać z dwoma innymi. Ja złapałam za ten młotek i ruszyłam z nim do ataku na kolejnego z chłopaków. Walczyliśmy z Karlem tak zaciekle, że w końcu udało nam się rzeczywiście spędzić tamtych z rynny. Na koniec pojawiła się policja i w ten sposób zdołaliśmy uratować naszego smoka.

Smoki (rzygacze) na przedprożach, ulica Piwna www.muzeumpolski.pl
Smoki (rzygacze) na przedprożach, ulica Piwna www.muzeumpolski.pl

A policjant zaczął się dopytywać, czy jesteśmy dziećmi tego smoka.
– Nie – odparliśmy.
– No, to co was on obchodzi? – zapytał policjant.
Karl wyprostował się gwałtownie.
Chronimy zabytki – oświadczył.
– No, coś podobnego! – powiedział policjant i sobie poszedł.

Kiedy byłam całkiem mała i właśnie zaczęłam chodzić do szkoły, dostałam kilka razy burę z powodu przedproży. Mama powiedziała, że zaraz po szkole mam wracać do domu, a nie chodzić gdzieś z obcymi dziećmi i bawić się na ulicach. Moją najlepszą przyjaciółką była wtedy Annchen Weese. Pewnego dnia była piękna pogoda i wracałyśmy z Annchen do domu. Nie mogłyśmy się rozstać i Annchen zabrała mnie ze sobą do jej domu. Przed każdą z mijanych kamieniczek było przedproże, więc posiedziałyśmy chwilkę na każdym z nich. Potem ona zaczęła odprowadzać mnie do mojego domu, a potem ja znowu ją.

Mama powiedziała, że zaraz po szkole mam wracać do domu, a nie chodzić gdzieś z obcymi dziećmi i bawić się na ulicach.
Mama powiedziała, że zaraz po szkole mam wracać do domu, a nie chodzić gdzieś z obcymi dziećmi i bawić się na ulicach.

Przeczytaj recenzję książki „Obrazki gdańskie”

Zajęło to dużo czasu i dawno minęło już południe i moja mama oraz mama Annchen zaczęły się o nas bardzo martwić. Ojciec poszedł do szkoły i zapytał o nas, ale nikt nic nie wiedział. W końcu znalazł nas na przedprożu kamienicy Annchen Weese i gdy wróciłam do domu, dostałam burę i kilka klapsów. A my po prostu tak bardzo się lubiłyśmy, że nie mogłyśmy się rozstać.

Obrazki gdańskie

Annchen Weese nie mieszka już w Gdańsku. Miała wtedy tornister z czarnej skóry i tabliczkę łupkową z czerwonym brzegiem. Moja była szara, za to mój tornister był z foczej skóry i miał na środku przyszyte czerwone serce ze skóry. Dostałam go od wuja Johna.

Kathe Schirmacher, przełożył Wawrzyniec Sawicki, opracował Andrzej Ługin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *